Czy smartwatch zmieni świat?

Prezentacja najnowszych produktów Apple’a – zegarka i nowego Macbooka, nie pozostawiła obojętnymi zarówno dziennikarzy zajmujących się nowinkami technologicznymi, jak i zwykłych internautów. W sieci zawrzało.
W Polsce, póki co wykluczonej z mapy dystrybucji smartwactha z jabłuszkiem, dyskusja była raczej jednostronna. Ładne, drogie, niepotrzebne. Szczególnie uwypuklana, była kwestia ceny nowego macbooka. Rzeczywiście trudno nie odmówić racji, takiemu stanowisku. 
W USA większość serwisów technologicznych zajęła się macbookiem bardziej przychylnie. Przede wszystkim podkreślano jego niesamowitość, prostotę wykonania, lekkość i parametry techniczne (jakość ekranu i długotrwałość baterii). Dziennikarze nawiązali przy okazji nowego produktu, do dziedzictwa Jobsa, który usuwał z kolejnych urządzeń Apple’a porty i peryferia (stacja dyskietek w 1998, port ethernet w 2006 czy napęd CD/DVD w 2008).
Dyskusja na temat zegarka Apple’a jest równie zajmująca. Dominuje oczywiście kwestia ceny (szczególnie wersji szczerozłotej) oraz popularności nowego gadżetu. Pojawiły się obawy o zbierane dane medyczne przez aplikacje zdrowotne, które zostały zaprezentowane wraz z urządzeniem. Wiadomo, że informacje o naszym stanie zdrowia są niesłychanie wrażliwe i ich – ewentualny - wyciek może być prawdziwą katastrofą dla rynku tego typu aplikacji.
Zastanawiający może być fakt, że zegarek został wstępnie zaprezentowany we wrześniu zeszłego roku. Jego sprzedaż ma się rozpocząć od 24 kwietnia. Rzadko kiedy, firma narzucająca trendy rynkowe pozwala na pół roku zwłoki. Trudno sobie wyobrazić, że Apple dokonał by tego samego z iPhonem czy iPadem. Ostrzeżenie konkurencji o swoich poczynaniach, można zapewne tłumaczyć chęcią sprawdzenia czy jest szansa na stworzenie rynku dla zegarków i przerzucenie jego budowy na inne firmy technologiczne. Jeśli tak, to mógł to być ciekawie przemyślany zwiad. Producenci elektroniki dostarczyli już chętnym klientom najróżniejsze urządzenia, ale i tak wszyscy czekają na ruch Apple’a. Gigantowi z Cupertino i tym razem dopisało szczęście, że dotychczasowe rozwiązania nie przekonały ewentualnych chętnych. Rynek się zbudował, ale jest mały i nie ma na nim dominującego podmiotu.

Ciekawszą kwestią jest sposób w jaki Apple watch może zmienić nasze życie. Wiadomo, że gadżet odciąży ręce ewentualnego użytkownika. Zamiast wpatrywać się w zajmujące całą dłoń, coraz większe smartfony, będziemy się zajmować nadgarstkiem. Tylko, że nie raz na jakiś czas, aby sprawdzić godzinę, ale – może podobnie jak przy komórkach – 150 razy dziennie, po nowe informacje, posty na blogach i zmiany statusów w mediach społecznościowych.

Jednak smartwatch, to również zmiana w odbierania internetu. Nie będzie łatwo serfować po sieci w sposób, w jaki się przyzwyczailiśmy robić to do tej pory. Serwisy internetowe będzie czekało kolejne uproszczenie. Zmianie ulegnie szata graficzna i układ elementów stron (jak np. rozbudowane menu). Czekają nas nowe formy reklamy, bardziej odpowiednie dla nadgarstkowego urządzenia. Przewiduje się, że większość dostarczycieli treści przejdzie na dedykowane aplikacje. Czy zmiana będzie poważna? Analitycy rynku przewidują trzęsienie ziemi. Wystarczy przypomnieć sposób działania i wygląd serwisów sprzed ery tabletów i szybkiego internetu w komórkach. Od spopularyzowania zegarków zależy więcej, niż może nam się - z pozoru - wydawać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook