Oznaki chińskiej dominacji
Forbes ogłosił właśnie doroczną listę Global 2000, zestawienie największych na świecie firmy publicznych, wyróżniających się pod względem przychodów, zysków, wielkości aktywów oraz wartości rynkowej.
Okazuje się, że z czterech najpotężniejszych światowych przedsiębiorstw, cztery pochodzą z Chin, i na dodatek, wszystkie są bankami. Oto one: Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), China Construction Bank (CCB), Agricultural Bank of China (ABC) oraz Bank of China (BoC). ICBC oraz CCB zajmują czołowe lokaty już od 2013 roku, ABC wszedł do pierwszej trójki dopiero w 2014, zaś BOC przeskoczył z ósmego miejsca, wyrzucając z “piątki” JP Morgan Chase.
Pierwszą dziesiątkę Global 2000 dopełniają: Berkshire Hathaway (fundusz Warrena Buffetta), JP Morgan Chase, Exxon Mobil, PetroChina, General Electric oraz Wells Fargo.
Dominacja chińskiej branży finansowej jest bezdyskusyjna. Cztery wspomniane banki mają w sumie 11,1 biliona dolarów w aktywach (głównie kredytach). Kolejne cztery banki w zestawieniu - JPM, Wells Fargo, HSBC (15) i Citigroup (19) - mają 8,7 biliona dolarów.
Tegoroczne zestawienie Global 2000 jest pewnego rodzaju deja vu.
W podobnym raporcie z końca lat osiemdziesiątych XX wieku dominująca rola przypadała pięciu bankom japońskim. Co ciekawe, potęga chińskiego sektora bankowego pochodzi z tego samego modelu rozwojowego, opartego na wsparciu inwestycji, skupionego na wzroście, który przyniósł sukces Japonii pod koniec XX wieku. Ponieważ jednak rząd chiński stara się porzucić ten model, staje przed wieloma wyzwaniami ówczesnej japońskiej gospodarki.
Bank jako instrument polityki. Zamiast pozwolić na rynkowe stopy procentowe, rządy obu krajów wykorzystują (wykorzystywały) państwowe banki jako główny kanał dla kreacji pieniądza, utrzymując dofinansowanie kredytów poprzez sztucznie zaniżane oszczędności gospodarstw domowych. Polityka przemysłowa sprawiała, że większość kredytów płynęła (i nadal płynie) do przedsiębiorstw państwowych (lub w jakiś sposób z powiązanych z władzami). Polityczny charakter uruchamianych w ten sposób kredytów, powodował, że wraz z problemami z ich spłatą nie stawały się one “złymi”, nadal zmuszając banki do trzymania niskiego oprocentowania. Reformy rynkowe w znacznym stopniu ograniczą podtrzymywanie kredytowej fikcji.
Reforma zmniejsza zyski banków. Powyższy model gwarantował bankom łatwy zysk. W przypadku Japonii, odwrócenie polityki kredytowej z powodu reform sektora finansowego - poprzez pozwolenie na rynkowe ustalanie oprocentowania depozytu - w szybkim tempie zmniejszyło rentowność sektora bankowego. Zyski stopniały z powodu zwiększonej awersji do ryzyka i ograniczeniu ryzykownych inwestycji i pożyczek. Chiny planują podobny pakiet reform jeszcze w tym roku, między innymi zostaną podniesione stopy depozytowe.
Słabnący wzrost, łatwe pieniądze. Słabsze tempo rozwoju Japonii, skłoniło bank centralny do obniżenia stóp procentowych począwszy od 1986 roku. Posunięcie zaowocowało pompowaniem cen akcji na tokijskiej giełdzie. Pod koniec 1989 roku bańka pękła.
Z powodu zmniejszających się zysków przedsiębiorstw, chiński bank centralny zdecydował się kilkukrotnie na luzowanie polityki stóp procentowych w ciągu ostatniego pół roku. Pociągnęło to za sobą zmniejszenie rentowności sektora bankowego, gdyż każda pożyczka jest powiązana z wysokością referencyjnej stopy procentowej banku centralnego.
Hossa na giełdzie. Japońska reforma sektora papierów wartościowych oraz wzrosty na tokijskiej giełdzie spowodowały, że firmy mogły pozyskać pieniądze taniej, niż płacąc 5% odsetek od kredytu bankowego. To, z kolei, zmusiło sektor bankowy do bardziej ryzykownej akcji kredytowej.
Chińska hossa na rynku giełdowym, trwająca od połowy 2014 roku, oraz planowane reformy mogą w podobny sposób - jak w Japonii - wpłynąć niekorzystnie na banki.
W przypadku Japonii, ostatecznym rezultatem było załamanie gospodarcze. Czynnikiem decydującym nie był krach na giełdzie z końca 1989 roku czy przegrzanie rynku nieruchomości. To błędny model wzrostu przyjętego przez rządzących zepchnął kraj w spiralę słabego wzrostu gospodarczego. Zarówno rząd - jak i sterowane przez państwo banki - nie były w stanie oszacować faktycznej wartości złych długów, zaciągniętych dla finansowania ciągłego wzrostu gospodarczego.
Być może klimat dla chińskich reform będzie bardziej sprzyjający. Jeśli nie, Chinom grozi ten sam los, co rozbitej japońskiej branży finansowej. Tylko dwie japońskie instytucje bankowe znalazły się w pierwszej setce tegorocznego raportu Forbesa.
Komentarze
Prześlij komentarz