Dolina Krzemowa znów kusi inwestorów
Wiosna na rynkach papierów wartościowych przyszła w tym roku niesłychanie późno. Szczególnie dla startupów z branży technologicznej. Po załamaniu się giełd po silnym tąpnięciu w sierpniu zeszłego roku, klimat do wychodzenia z publiczną ofertą był więcej niż niesprzyjający. Kolejka chętnych do debiutu na parkiecie rosła, inwestorów ubywało, a wyceny zaczęły spadać. Podobna sytuacja utrzymywała się, aż do maja bieżącego roku. Potem coraz lepsze dane z gospodarki zaczęły działać uspokajająco na rynki papierów wartościowych. Pojawili się też pierwsi – nieliczni, tylko 4 spółki - odważni do debiutu. Prawdziwe przebudzenie nastąpiło pod koniec trzeciego kwartału. Jak donosi Michael Corren – cytując jednego z prawników, specjalistę od przygotowywania startupów do wejścia na giełdę - we wrześniu zadebiutowało lub rozpoczęło przygotowania więcej firm, niż przez cały rok 2016.
Prawdopodobnie na wyobraźnię właścicieli i inwestorów podziałało niesłychanie udane otwarcie dokonane przez japońską spółkę Line, oferującą darmowy komunikator na komórki. Firma zebrała z rynku prawie 1,15 miliarda dolarów czyli niemal połowę z 2,4 miliarda dolarów, przypadającą na 14 tegorocznych giełdowych debiutantów. Na dodatek przyniosła bardziej niż godziwy zwrot z inwestycji – 47%.
Wiadomo powszechnie, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni – szczególnie gdy pojawia się na początku wakacji. Widać jednak wyraźnie, że inne spółki postanowiły skorzystać z nadążającej się okazji i spróbować szczęścia z upłynnieniem akcji. Na 14 debiutantów tylko dwie firmy mają niższą cenę walorów niż oferowana w dniu otwarcia. Liderzy Acacia Communications i Twilio – obaj skupieni na problemie komunikacji w „chmurze” – dali zarobić inwestorom powyżej 300% od dnia otwarcia. Dwie kolejne firmy Impinj (stawiająca na internet rzeczy) oraz Nutanix (dostarczyciel infrastruktury dla działalności przedsiębiorstw w „chmurze”) pomnożyli wydatki inwestorów o blisko 150%. Średnia dla czternastu debiutantów to 94% zwrotu z inwestycji.
Nie trudno zgadnąć, że wysokie procenty działają na wyobraźnię zarówno startupów jak i giełdowych brokerów. Rozpoczął się wyścig kolejnych chętnych po szybkie fortuny. Tym bardziej, że zeszłoroczni debiutanci liżą rany po nieudanej końcówce 2015 i starcie 2016. Twitter – najgorętsza spółka technologiczna na parkiecie – tracił nawet 50% ze swojej ceny otwarcia. Podobnie rzecz się miała z innymi firmami z branży.
Powiew nadziei na szybkie zyski ożywia spekulacje nad upublicznieniem Airbnb i Ubera, najcenniejszych obecnie startupów, będących poza rynkiem. Trudno rozstrzygnąć czy dobra atmosfera wokół spółek technologicznych jest trwała, czy jedynie mikro bańką, która pęknie zanim karuzela nowych chętnych na parkiet się rozkręci na dobre.
Komentarze
Prześlij komentarz