Odpowiedzialny Kapitalizm w ... Ameryce?
Stany Zjednoczone mogą się zmienić nie do poznania.
Do tej pory federalne „rozdawnictwo” polegało na obniżaniu podatków najzamożniejszym obywatelom oraz korporacjom, w naiwnym przekonaniu, że wraz ze wzrostem ich bogactwa, jakaś część pieniędzy spłynie do niżej uposażonych, poprawiając tym samym ogólny dobrobyt (tzw. z ang. trickle-down economics).
Ćwiczenie powyższego schematu trwa już blisko pół wieku i, mimo kilku kolejnych prób, podjętych według zasady: jeśli coś nie działa, trzeba powtórzyć czynność, ale tym razem mocniej - ciągle nie daje pożądanego rezultatu. To znaczy średnio rzecz ujmując, można zauważyć znaczący wzrost bogactwa korporacji oraz najlepiej uposażonego 1%. Niestety, dochody – mój ulubiony zwrot – dolnych 90% społeczeństwa pozostają, w najlepszym razie, w stagnacji.
Ponieważ u obecnie rządzącej ekipy Republikanów nie widać chęci do zmiany aktualnej sytuacji, a prezydent Trump znów obniżył podatki najbogatszym i korporacjom, do gry włączają się Demokraci.
Promując plany legislacyjne Odpowiedzialnego Kapitalizmu (Accountable Capitalism Act) obecna opozycja liczy na odzyskanie kilku foteli w Senacie, kilkudziesięciu w Izbie Reprezentantów oraz tego najważniejszego w Biały Domu. Zresztą „twarzą” powyżej inicjatywy jest senator Elizabeth Warren, uznawana za główną kandydatkę partii w wyborach prezydenckich 2020.
Przedstawicielka Demokratów proponuje fundamentalną zmianę praktyk biznesowych, które, w obecnym kształcie, powodują, że korporacje dążą do osiągnięcia zysków dla akcjonariuszy ze szkodą dla pracowników i społeczności lokalnych.
Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku największe spółki giełdowe przekazywały swoim właścicielom, mniej niż połowę zysków. W ostatniej dekadzie – lata 2007–16 – odsetek scedowanych profitów urósł do 93. Oznacza to, że akcjonariusze stają się coraz bogatsi, a prowadzona przez nich polityka wyniszcza spółki. Nie generują one wystarczającego kapitału zapasowego i rezerwowego, aby móc przetrwać poważne tąpniecie gospodarki.
W myśl nowych przepisów przedsiębiorstwa o przychodach przekraczających 1 miliard dolarów musiałyby uzyskać od władz federalnych certyfikat, dowodzący, że – poza interesami akcjonariuszy – biorą pod uwagę dobro wszystkich głównych interesariuszy: pracowników, dostawców, klientów, a także miejscowości, w których działają. W jednym z punktów nowej propozycji znajduje się postulat, aby 40% zarządu korporacji wybierali pracownicy. Według wstępnych wyliczeń szacuje się, że ustawa o Odpowiedzialnym Kapitalizmie dotyczyłaby ponad 3500 przedsiębiorstw, notowanych na amerykańskich giełdach, a także setek spółek prywatnych.
Próba narzucenia nowych reguł z pewnością się nie spodoba zwolennikom niewidzialnej ręki rynku. Zresztą plany demokratów od razu zostały mocno zaatakowane przez przedstawicieli biznesu. Pojawiają się głosy o zakładaniu na przedsiębiorstwa federalnego kagańca, o dławieniu wzrostu gospodarczego (która ledwo co raczkuje po Wielkiej Recesji). Najbardziej kuriozalną wypowiedzią popisał się prezes Benchmark Investments, który zauważył, że rola senator Warren jest zbyteczna, gdyż „rynek prywatny najlepiej wynagradza, te spółki, które dbają o swoich interesariuszy”. Czyżby? Pewnie pomylił interesariuszy z akcjonariuszami.
Propozycja Demokratów ma oczywiście swoje biurokratyczne kruczki, zakłada bowiem powstanie federalnej komisji, która wydawałaby certyfikaty, sprawdzając wcześniej działalność spółek. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że podobne przepisy – nakładające na przedsiębiorstwa konieczność dbania o interesariuszy - działają u naszych zachodnich sąsiadów od lat. Nie mają one widocznego negatywnego wpływu na dynamikę czy konkurencyjności niemieckiej gospodarki.
Komentarze
Prześlij komentarz