Pomoc 2.0: mniej wędek, więcej ryb i dużo gotówki
Świat Zachodu – być może w geście solidarności, a może dla uspokojenia sumienia – wysyła miliardy dolarów do krajów biednych i rozwijających się. Środki finansowe zbierane i przekazywane, potrzebującym, za pośrednictwem wyspecjalizowanych fundacji – zarówno prywatnych, jak i państwowych - służą do zaspokajania najpilniejszych potrzeb, doraźnych albo długoterminowych.
Napisałem o uspokojeniu sumienia świata zachodniego, gdyż tak naprawdę nikt wcześniej nie zbadał, czy forma pomocy wybierana przez fundacje ma sens. Wychodzono z prostego założenia, że skoro ktoś się angażuje we wspomaganie uboższych, jest to automatycznie dobre. Zresztą, trudno bez podpierania się konkretnymi wyliczeniami krytykować podobne inicjatywy, nie wychodząc jednocześnie na egoistycznego dupka.
Znaleźli się jednak naukowcy, którzy postanowili zbadać ten ogromny strumień pieniędzy – około 130 miliardów dolarów rocznie, aby sprawdzić jak duża część środków jest marnotrawiona. Przy okazji badacze chcieli odpowiedzi na pytanie, które formy pomocy są najbardziej optymalne, aby wspomagane społeczności mogły je efektywnie wykorzystać, a następnie same rozwinąć własne systemy wsparcia.
Nowe badanie Craiga McIntosha (Uniwersytet Kalifornijski, San Diego) i Andrew Zeitlina (Uniwersytet Georgetown), potwierdza, że najlepszą metodą wsparcia najuboższych jest danie im pieniędzy.
Eksperyment przeprowadzono w niedużej rwandyjskiej wiosce. Mieszkańcy mogli wybrać jedną z trzech opcji: standardowy program USAID (obejmujący uzdatnianie wody, szczepienia i instalację urządzeń sanitarnych), pomniejszony pakiet pomocowy oraz równowartość 150 dolarów albo jednorazową wypłatę blisko 550 dolarów. Utworzono też grupę kontrolną, która nie otrzymała żadnego wsparcia.
Oczywiście badanie odbyło się przy zachowaniu wszystkich tradycyjnych obciążeń biurokratycznych. Gotówkę – wypłacaną w formie przelewów mobilnych – od USAID i Google.org - przekazała amerykańska organizacja non-profit, GiveDirectly. Z kolei za wsparcie infrastrukturalne odpowiadały Katolickie Służby Pomocy Humanitarnej. Naukowcy zajęli się mierzeniem zmian oszczędności gospodarstw domowych, poziomem konsumpcji, zmianami w diecie oraz parametrami zdrowia uczestników.
Jak już wspominałem wyżej, pomoc gotówkowa była najlepsza. Żadna inna forma wsparcia nie spełniła celów głównych badania, a więc: poprawy zdrowia dzieci w gospodarstwach domowych zagrożonych niedożywieniem. W przypadku rodzin, które otrzymały wysokie przelewy poprawiła się ich dieta oraz stan zdrowia. Co więcej w gospodarstwie zwiększyła się konsumpcja, wzrosły oszczędności, a także zmniejszyło zadłużenie. Żadna z pozostałych opcji nie zbliżyła się do wypełnienia celów. Co ciekawe pomoc rzeczowa miała podobny wpływ na zdrowie rodziny, jak pozostawienie jej bez żadnego wsparcia.
Wyniki eksperymentu są z jednej strony przewidywalne. Wydaje się oczywiste, że wraz ze wzrostem dochodów rosną oszczędności, poprawia się bilans finansowy gospodarstwa domowego, co pociąga za sobą zmiany w poziomie konsumpcji czy rewizję diety. Z drugiej strony przeczą trochę obiegowej prawdzie, że potrzebującym lepiej dawać wędkę, a nie ryby.
Trzeba z pewnością zwrócić uwagę, że zakres eksperymentu nie był duży – zaledwie jedna wioska. Nie wyczerpał też całego spektrum from pomocy. Badanie trwało tylko rok, a zaobserwowane efekty były niewielkie, choć istotne statystycznie. Sami autorzy podkreślali, że potrzeba większej ilości podobnych analiz, aby móc ferować ogólne wyroki dotyczące pomocy humanitarnej.
Jednak wspominane powyżej owoce badania McIntosha i Zeitlina zdają się potwierdzać wcześniejsze eksperymenty, opisane przez Rutgera Bregmana w książce „Utopia dla realistów”. Pomoc humanitarna, aby być skuteczna powinna się ograniczać do większej ilości pieniędzy i żywności kosztem budowy infrastruktury, wsparcia rzeczowego czy – zupełnie zbędnych – szkoleń.
Komentarze
Prześlij komentarz