Wzrost zarobków czy stagnacja?

Wzrost nierówności w Stanach Zjednoczonych jest często ilustrowany zestawieniem tempa wzrostu dochodu narodowego w porównaniu z przychodami gospodarstwa domowych. Okazuje się, że na przestrzeni  ostatnich trzydziestu lat. PKB urósł o 50% (mimo kilku spektakularnych kryzysów), zaś dochody Amerykanów – zaledwie o 20%.

Gdy się spojrzy bliżej na poziomy zarobków widać, że – pomimo silnego rynku pracy (o czym podobno świadczy niskie bezrobocie) - ich faktyczna siła nabywcza nie zwiększyła się od ponad 40tu lat. Oznacza to w praktyce – głównie dla gospodarstw domowych o statusie klasy średniej lub niżej – stagnację przychodów.

Ekonomiści wskazują, że główną przyczyną rosnących nierówności jest nieproporcjonalny podział zysków pomiędzy wszystkich pracowników. Tylko najwyższe stanowiska mogą liczyć na bonusy, uwzględniające lepsze wyniki przedsiębiorstw. Reszta musi się zadowolić skromnymi podwyżkami, które co najwyżej uwzględniają wzrost inflacji.

Nie inaczej jest w ostatnich latach. Przeciętne wynagrodzenie za godzinę pracy urosło o 2,8%, ale nie przekłada się to na wzrost realnych dochodów, gdyż w tym samym czasie inflacja podniosła się  o 2,6%.

W tym miejscu można natrafić na pewien ciekawy paradoks.

Mimo, że realny wzrost stawek godzinowych jest nieznaczny, raportowane przez gospodarstwa domowe dochody (skorygowane o inflację) wzrosły w ostatnim roku o ponad 2%. Co więcej, wstępne dane za rok bieżący pozwalają przypuszczać, że zeszłoroczny trend będzie podtrzymany.

Skąd rozbieżności w danych?

Nie będę trzymał czytelników w napięciu. Za wzrostem dochodów gospodarstw domowych stoją dwa czynniki. Albo jeden z niepracujących do tej pory członków rodziny znalazł zatrudnienie, albo osoba, która utrzymywała gospodarstwo wzięła dodatkowe, płatne zajęcie. Tylko w 10% przypadków na wyższe dochody rodziny miał wpływ wzrost płac.

Raport The Brookings Institution, oparty na ogólnodostępnych danych statystycznych, potwierdza w jakimś sensie znaną maksymę, że utrzymanie dochodów gospodarstwa domowego na podobnym poziomie – rok do roku - wymaga coraz większego nakładu pracy. Jest bardzo przykra konstatacja.

Prawda o przyczynach wzrostu dochodów amerykańskich gospodarstwa domowych ma wymiar bardziej uniwersalny, niż lokalny. Podobna sytuacja praktycznie wszystkich krajów rozwiniętych i rozwijających się.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że większe skupienie członków gospodarstw domowych na zarabianiu pieniędzy, aby związać koniec z końcem, jest złym sygnałem. Podobno postęp technologiczny miał zmniejszać obciążenie pracą i zwiększać ilość czasu poświęcanego na relaks i życie rodzinne. Tak więc czekajmy na odkrycie sposobu na bilokację.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook