Amazon: jak wybrać nową siedzibę aby wszystkich wkurzyć
Zazwyczaj informacja o tym, że w jakimś mieście ma powstać duża inwestycja, oferująca wiele nowych stanowisk pracy, powinna – przynajmniej w teorii – być powodem do świętowania. Tymczasem ogłoszenie przez Amazona, światowego lidera handlu on-line, że otwiera na Wschodnim Wybrzeżu, aż dwie super nowoczesne siedziby główne – na Long Island w Nowym Jorku oraz w Crystal City w Arlington na przedmieściach Waszyngtonu – i planuje zatrudnić w nich po 25 000 osób, spotkało się z fala krytyki.
Jeff Bezos, prezes Amazona, oznajmił chęć budowy nowej kwatery głównej spółki – akacja miała nazwę HQ2 - ponad rok temu. Od tego czasu Ameryka była świadkiem zjawiska - dobrze jest znane z krajów rozwijających się, które za wszelką cenę chcą ściągnąć do siebie międzynarodowe korporacji – „wyścigu do dna”. Chodzi oczywiście o sytuację, gdy spółka czeka na „najlepsze” oferty od gospodarzy terenów pod inwestycję: a więc na: ulgi podatkowe, zachęty inwestycyjne, zwolnienia z opłat, wsparcie infrastrukturalne, przychylność urzędników, dedykowane rozwiązania prawne. W skrócie: kto zaoferuje najwięcej, za jak najniższą cenę.
Konkurs ofert i mizdrzenia się do szefów koncernu trwał długo. Na finiszu batalii wszyscy byli już zmęczeni, łącznie z opinią publiczną, którą szopka wokół wyboru lokalizacji nowej siedziby zaczęła najzwyczajniej nudzić.
W końcu koncern, który być może planował finał jako tradycyjny – starsi mogą pamiętać z PRL-owskiej telewizji - pojedynek miast, wydał zaskakujący werdykt. Główne siedziby będą dwie - jakkolwiek absurdalnie by nie brzmi to stwierdzenie – Long Island i Crystal City. A w zasadzie trzy, bo zostaje jeszcze stare poczciwe Seattle.
Jak już wspomniałem wcześniej, ogłoszeniu zwycięzców nie towarzyszyła bezgraniczna radość, ale ogromna fala krytyki i protestów. W sumie nic dziwnego, subsydiowanie rozbudowy międzynarodowej korporacji - wartej miliardy dolarów - z lokalnych podatków, które można wykorzystać na poprawę infrastruktury, edukacji czy opieki zdrowotnej, już od dawna nie jest żadną rewelacją. Tym bardziej, że na jaw wychodzą – ukrywane do tej pory – kulisy negocjacji.
W przypadku Nowego Jorku, przedstawiciele Amazona przyznają, że spółka dostała obietnicę zachęt inwestycyjnych w wysokości 1,5 miliarda dolarów od stanu oraz 1,3 miliarda dolarów w postaci ulg podatkowych od miasta. Jednak firma ma zamiar stworzyć w Nowym Jorku, w ciągu dziesięciu lat, blisko 25 tysięcy miejsc pracy, co powinno dać – w perspektywie najbliższych dwóch dekad – 10 miliardów wpływów w podatkach. Przeciwnicy obecności Amazona na Long Island zwracają uwagę, że nowi pracownicy korporacji będą stanowili niewielki odsetek nowotworzonych miejsc pracy w mieście, które zazwyczaj powstają przy dużo niższych kosztach.
Tymczasem główne problemy metropolii są związane brakiem mieszkań w przystępnej cenie oraz niedoinwestowaniem infrastruktury. Nowojorskie dzielnice zgłaszają pilne potrzeby remontu metra, dróg oraz taboru środków transportu. Na dofinansowanie czeka służba zdrowia oraz szkoły. Nic dziwnego, że ujawnienie wysokości ulg podatkowych dla Amazona wywołało wściekłość.
W tym miejscu warto zwrócić uwagę dane historyczne z Seatle, miasta będącego dotychczasową siedzibą spółki. Czynsze urosły w ciągu ostatnich 5ciu lat o 31%, a ceny nieruchomości o 70%. Oczywiście nie wszystko jest spowodowane negatywnym wpływem Amazona. Jednak gwałtowny ruch cen wpłynął niekorzystnie na tkankę miejską. Duża liczna dotychczasowych mieszkańców, z powodu rosnących kosztów utrzymania, musiała się przeprowadzić poza metropolię. Zresztą ceny mieszkań w Queens już zaczęły rosnąć, po informacji o lokalizacji siedziby firmy.
Podobnie jak w przypadku Seatle, także w Nowym Jorku inwestycja Amazona nie będzie obejmowała ani rewitalizacji okolicznych dzielnic, ani budowy łatwo dostępnych mieszkań. Obie inicjatywy podniosłyby przecież koszty utworzenia siedziby spółki. Poza tym Amazon już raz skutecznie sprzeciwił się pomysłowi władz Seatle, które chciały nałożyć na lokalnych przedsiębiorców dodatkowy podatek, aby pokryć plany budowy mieszkań czynszowych dla mniej zamożnych i tym samym ograniczyć wzrost cen nieruchomości oraz przeciwdziałać fali bezdomności.
Wybranie Nowego Jorku oraz Arlington pokazuje na jeszcze jedną ważną tendencję. Część oponentów uważa, że całe poszukiwania lokalizacji nowej siedziby były tylko zabiegiem marketingowym. Wiele miejscowości, które stanęły do konkursu, nie miało żadnych szans na wygraną, gdyż decydenci od początku chcieli umiejscowić centralę w dużym mieście. Znaczna ilość ewentualnych chętnych służyła jedynie zmiękczeniu poważnych graczy i uzyskanie jak najlepszych warunków.
W sumie to oczywiste, że tylko duże metropolie mają odpowiednią infrastrukturę, do której łatwo się podłączyć oraz zasoby ludzi, mogących podjąć pracę bez konieczności kosztownych przeprowadzek. Wybór dokonany przez Amazona jest jedynym sensownym. W dodatku wpisuje się w trend budowy silnych aglomeracji, megalopolis, kosztem zubożenia i wyludnienia pozostałych terenów kraju. Szkoda, że przy okazji konkursu o kryptonimie HQ2, wiele mniejszych miejscowości poświęciło sporo czasu pracy urzędników oraz pieniędzy na przygotowanie ofert, których i tak nikt nie brał pod uwagę.
I jeszcze jedna kwestia. Za protestami przeciwko budowie nowych siedzib Amazona nie stoją tylko anonimowi obywatele, jak było w przypadku ruchu „Occupy Wall Street”. Głos zabrała też Alexandria Ocasio-Cortez, niedawno wybrana przedstawicielka Izby Reprezentantów z okręgu Queens (do którego należy Long Island): „... Amazon jest spółką wartą miliard dolarów, a mimo to otrzyma setki milionów dolarów w ulgach podatkowych, podczas gdy lokalna infrastruktura się rozpada. Społeczność Queens potrzebuje więcej inwestycji, aby poprawić jakość życia, a nie gigantycznej kwatery głównej, która podniesie ceny mieszkań w okolicy, utrudni przemieszczanie się i zakłóci rytm życia dzielnicy...” Czyli jednak coś się w Ameryce zmienia.
Komentarze
Prześlij komentarz