Francja opodatkuje spółki technologiczne
Wspominałem już we wcześniejszym tekście, że Wielka Brytania – mimo brexitowej gorączki – planuje opodatkować dochody osiągane na terenie Zjednoczonego Królestwa przez amerykańskie korporacje technologiczne (Google, Amazon, Facebook, itp.) dodatkową – dwu procentową – stawką.
Jest to zdecydowane wybiegnięcie przed szereg państw Wspólnoty, które dopiero zasiadają do wdrożenia podobnego rozwiązania. Tylko, że z wyższą o jeden punkt procentowy taksą.
Teraz się okazuje, że Brytyjczycy nie są osamotnieni w swojej – wydawałoby się – indywidualnej krucjacie przeciw amerykańskim gigantom. Również Francja nie będzie czekać na resztę Unii i od 1ego stycznia zaskoczy Amerykanów nowym podatkiem. Minister finansów już zarezerwował w nowym budżecie blisko 600 milionów euro z tego tytułu.
Działanie na własną rękę jest – w przypadku Francji – o tyle zaskakujące, że Paryż wraz z Berlinem był do tej pory postrzegany jako zdecydowani zwolennicy rozwiązania na szczeblu całej Wspólnoty. Pierwotnie opodatkowanie przychodów spółek technologicznych stawką 3% - niezależnie od lokalizacji centrów operacyjnych - miało uchronić Unię przed sytuacją, w której duże korporacje szukałyby „tańszych” krajów dla swoich europejskich oddziałów.
Ruch Francji może być tłumaczony irlandzką obstrukcją w trakcie wypracowania ogólnoeuropejskiego rozwiązania. Dla przypomnienia, Irlandia jest od lat postrzegana jako amerykański ‘koń trojański” w Unii. To na jej terenie zarejestrowane są europejskie centrale Google’a i Apple’a. Dzięki korzystnemu systemowi podatkowemu, giganci technologiczni unikają sporo wyższych stawek w pozostałych krajach Wspólnoty. W 2016 roku Komisja Europejska zmusiła z tego powodu rząd w Dublinie do ściągnięcia z Apple’a 13 miliardów funtów zaległych podatków. Tym razem Irlandia postawiła się mocniej, odraczając dalsze dyskusje.
Opodatkowanie amerykańskich korporacji technologicznych – zwanych dla uproszczenia GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon) - jest niemal pewne. Sposób działania spółek z szeroko rozumianej Doliny Krzemowej irytuje nawet samych Amerykanów. Unia Europejska wcześniej czy później uszczelni swój system podatkowy, aby uniemożliwić gigantom unikanie opodatkowania.
Podobno podatek cyfrowy miałby zapobiegać dystopijnej przyszłości, w której nieliczne korporacje – korzystając z przewagi technologicznej – mogłyby skoncentrować globalny majątek w wąskim gronie i zagrozić stabilności ekonomicznej świata.
Tak twierdzi neoliberalne guru, Jeffrey Sachs.
Pytanie czy rzeczywiście podatek cyfrowy będzie panaceum na bolączkę nierówności? Wspólnota zdaje się w niego wierzyć. Zamiast posprzątać podatkowy bałagan, ujednolicając stawki we wszystkich krajach Unii. Lub naprawić szkody, poczynione przez neoliberalne koncepcje ekonomiczne. Mamy kolejną daninę. W dodatku narzucaną chaotycznie i wybiórczo. Krojoną pod doraźne potrzeby budżetowe, a nie będącą punktem wyjścia do szerszej, wspólnej struktury fiskalnej kontynentu.
Komentarze
Prześlij komentarz