Na pierwszy rzut oka

Dzisiejszy świat jest zbyt skomplikowany, aby pojedynczy człowiek mógł – i chciał – kontrolować przepływ wszystkich informacji, które do niego docierają. Wieloaspektowość, brak łatwego prześledzenia zależności przyczyna – skutek, powoduje, iż musi w pewnym momencie zawierzyć massmediom, relacjonującym wydarzenia. Tylko, że te często podpierają się skrótami myślowymi, informacjami z drugiej, a może i trzeciej ręki, przygotowanymi w redakcyjnym pośpiechu, bez badania szczegółów...

Dlaczego o tym piszę?

Gdy kanadyjska policja zatrzymała – na prośbę amerykańskiej prokuratury - Meng Wanzhou, dyrektorkę finansową i córkę założyciela Huawei, wszyscy byli przeświadczeni, że mamy do czynienia z próbą wywarcia przez Amerykanów presji na Chińczykach, negocjujących zawieszenie wojny handlowej miedzy obu mocarstwami. Tym bardziej, że zaraz po incydencie Waszyngton wystąpił o ekstradycję aresztowanej.

Rzeczywiście, administracja federalna dołożyła starań, aby zablokować rozwój Huaweia w Stanach Zjednoczonych. Na przykład, Komisja ds. Inwestycji Zagranicznych uniemożliwiła wejście firmy telekomunikacyjnej na rynek wewnętrzny, sugerując – mimo protestu przedstawicieli Huawei, że produkty chińskiej spółki  zawierają szpiegowskie oprogramowanie. Z kolei Departament Skarbu zastopował przejęcie przez singapurski Broadcom – ale za chińskie pieniądze z Huawei – amerykańskiego Qualcommu, największego producenta procesorów do telefonów komórkowych.

Powyższe przykłady dobitnie pokazują, że Huawei miał i ma na pieńku z amerykańską administracją. Tak więc zatrzymanie córki założyciela spółki, odpowiedzialnej jednocześnie za jej finanse, wyglądało na kolejne działania odwetowe. Swoistą próbę sił w trakcie negocjacji rozejmu w raczkującej wojnie handlowej. Tak przynajmniej zostało to przestawione opinii publicznej przez media: nieobliczalny prezydent rzuca wyzwanie chińskiemu smokowi.

Dzięki artykułom Joe’go Nocera z Bloomberga oraz Tima Fernholza z Quartza, postaram się rzucić więcej światła na sprawę sporu między Huawei’em i amerykańską prokuraturą.

W tym celu trzeba się cofnąć do roku 2012, gdy Reuters poinformował o podejrzeniach, że spółka Skycom – zarejestrowana w Hong Kongu, ale powiązana finansowo z Huaweioferuje obłożone embargiem amerykańskie technologie Iranowi. Początkowo strona chińska zaprzeczyła tym doniesieniom. Jednak szybko okazało się, że wspomniana już Meng Wanzhou zasiadała w zarządzie hongkońskiej spółki przez dwa lata. Co więcej, pracownicy podejrzanej firmy nosili identyfikatory chińskiej spółki-matki oraz mieli konta pocztowe z jej rozszerzeniem.

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że działalność Huaweia była po części finansowana przez amerykańskie banki. Tymczasem obowiązujące wówczas irańskie embargo zabraniało firmom ze Stanów Zjednoczonych odsprzedaży amerykańskiej technologii oraz angażowania amerykańskiej waluty w kontaktach handlowych z reżimem ajatollahów.

Zaniepokojeni nowojorscy bankierzy zaprosili Wanzhou do złożenia stosownych oświadczeń, że nie łamią założeń sankcji. W wyniku przesłuchania szefowa finansów Huaweia zapewniła, że jej rola w hongkońskiej spółce miała na celu jedynie poprawę jej dzielności, tak aby była ona zgodna z prawem międzynarodowym oraz że jej macierzysta firma odsprzedała już swoje udziały w Skycomie.

Szybko okazało się, że być może sprawa Huawei – Skycom – Iran się skończyła, ale Chińczycy szybko znaleźli kolejną spółkę-wydmuszkę, która przejęła działalność porzuconą przez hongkońskiego pośrednika.

Tym samym stało się jasne, że Meng oszukała nowojorskich bankierów i w tym miejscu na scenie pojawia się amerykańska prokuratura. Domniemane podsycenie konfliktu handlowego na linii Waszyngton-Pekin wydarzyło się jeszcze za kadencji Baraka Obamy.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że Huawei potraktował działania amerykańskiej prokuratury bardzo poważnie, odwołując ze Stanów Zjednoczonych kluczowych pracowników oraz zakazując menedżerom wyższego szczebla wyjazdów do Ameryki.

Działalność kanadyjskich stróżów prawa na niewiele wspólnego z ich rzekomą wasalizacją względem potężnego sąsiada. Donald Trump nie jest przebiegłym strategiem, który próbuje rozegrać konflikt z Pekinem siłą. A Stany Zjednoczone żądając ekstradycji numeru dwa chińskiej spółki nie próbują narzucić światu swojej hegemonii. Oczywiście można tak to zinterpretować, ale będzie to sprzeczne z faktami.

Podsumowując, Meng Wanzhou pozostaje Kanadzie, a jej prawnicy pracują, aby odrzucić wniosek o ekstradycję do Stanów Zjednoczonych. Z kolei amerykańska prokuratura przygotowuje się do rozprawy datowanej na 6ego lutego, aby przestawić przekonujące dowody winy szefowej finansów Huaweia. Z kolei Pekin naciska na Ottawę, zmieniając wyroki kanadyjskim obywatelom zatrzymanym w Kraju Środka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook