Wolni i elastyczni


Gałąź gospodarki szumnie nazwana „sharing economy” (gospodarka współdzielenia) przeżywa – za sprawą startupów – burzliwy rozwój. Oczywiście, spółki pokroju Ubera nie zwiększają zatrudnienia, ale – jak same przekonują – jedynie łączą ze sobą chętnych do świadczenia usług z klientami.

Pierwotnie dzielenie się miało polegać na udostępnieniu innym zbędnych zasobów, aby dorobić. Tak działał na przykład Airbnb – masz wolne mieszkanie, ale nie chcesz go sprzedawać czy wynajmować na dłużej - ogłaszasz się na portalu i czerpiesz korzyści z przenocowania turystów na kilka dób. Podobnie z Uberem. Posiadasz samochód, który stoi bezczynie, a ty nie masz innych zajęć, więc podrzuć do pracy potrzebujących podwózki.

Oczywiście opisane powyżej, pionierskie czasy, dawno minęły. Dziś ludzie kupują mieszkania z konkretnym przeznaczeniem - pod krótkoterminowy wynajem. Lub wynajmują chętnym do jeżdżenia dla Ubera klika samochodów. Sharing przeszło do lamusa, zostało tylko same economy.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że świadczenie usług w ramach Airbnb czy Ubera wymaga posiadania majątku. Mieszkania pod wynajem albo samochodu do podwożenia.

Tymczasem po załamaniu rynku pracy – w wyniku Wielkiej Recesji – zaobserwowano ewolucję gospodarki współdzielenia w gospodarkę na życzenie (on demand economy). Popularność zyskały platformy (czy aplikacje), tak zwanych freelancerskie, dzięki którym, szukający płatnego zajęcia wystawiają na sprzedaż swój wolny czas.

O tym, że jest to potężne zjawisko, które zmienia obraz rynku pracy, nie trzeba nikogo przekonywać. Według danych Gallupa za rok 2018, w Stanach Zjednoczonych aż 36% osób w wieku produkcyjnym oferowało swoją pracę za pośrednictwem platform, kojarzących z klientami. To blisko 60 milionów ludzi. Kiedy mówimy o pracy na żądanie, mamy zazwyczaj na myśli wynajęcie: kierowcy, hydraulika czy osób do sprzątania biura czy domu.

Tymczasem realia poszły dużo dalej.

Oczywiście, że młode organizacje – właśnie startupy – rezygnują z etatów. Są przecież nowoczesne, elastyczne i szybko się rozwijają. Pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę, z pensją, premią, ubezpieczeniem i innymi dodatkami byliby niepotrzebnym ciężarem. Większość swojej kadry rekrutują przez platformy freelancerskie. Potrzebują zatem programistów, projektantów, project menedżerów i osób do pracy biurowej.

Skoro pojawia się popyt na prace wysoko wykwalifikowanych specjalistów, a platformy pośredniczące w znalezieniu takowych, mają ich w swojej bazie, dlaczego po freelancerów nie miałyby sięgnąć duże korporacje? Na przykład te z listy Fortune 500, największe globalne spółki.

Możemy teraz poświęcić sporo miejsca mądrościom: duże korporacje mają swoja kulturę organizacyjną, hierarchę, wewnętrze programy wsparcia i promocji talentów, a także działy zabezpieczające wartość intelektualną firmy przed osobami z zewnątrz. Faktycznie mają. Tak samo jak napięte budżety, gdzie ludzie stanowią koszt, konieczny do zredukowania. Dlatego: etaty – wypadają, a do pracy ściąga się tymczasowych kontraktorów. I pozamiatane.

Przykładem może być Samsung, który korzysta z pośrednictwa serwisu Upwork. Dzięki ścisłej współpracy światowy gigant zaoszczędził 60% kosztów pracy. Zamiast zatrudnić wysoko wykwalifikowanych specjalistów, wynajął ich do konkretnych zadań przy projektach. Przy okazji udało się też ograniczyć wydatki na rekrutację.

Elastyczność ponad wszystko. Ale nie tylko. Tymczasowi specjaliści to: świeże spojrzenia, nieszablonowe pomysły i – uwaga! - źródło zewnętrznej wiedzy. Nie do pomyślenia byłoby, gdyby tak cenne zasoby pozostawały poza organizacją, gotowe do wzięcia przez konkurencję. Trzeba więc zrobić dla nich miejsce w strukturze.

To nic, że trudno wówczas utrzymać zaangażowanie w zespołach czy zarządzać karierą pracowników tymczasowych. Ktoś mógłby zwrócić uwagę, że podobne praktyki mogą się obrócić przeciwko organizacji. Podkopać morale zatrudnionych, zwiększyć nierówności zarobków czy sprzyjać wyciekaniu tajemnic poza firmę. Faktycznie, są to obawy nie pozbawione sensu, ale ciągła potrzeba dowożenia określonych wyników, poprawiających się z kwartału na kwartał, przeważa.

Korporacje, korzystające ze specjalistów – freelancerów, twierdzą, że koordynacja pracy osób zatrudnionych tymczasowo jest trudna. Nie zawsze ludzie z zewnątrz pasują w 100% do potrzeb spółki. Trzeba też uniknąć tarć ze stałymi pracownikami, zarządzać zmiennymi zespołami projektowymi, dostosowywać procedury do elastyczności. Ponoć to wszystko jest kosztowne i pracochłonne. Ale jak widać mniej niż opłacanie pełnych etatów czy szkoleń podnoszących kwalifikacje i kompetencje.

Gorszy pieniądz zawsze wypierał lepszy. Poza tym, dlaczego zatrudniać tylko indywidualnych specjalistów? Można przecież wziąć cały zespół kontraktorów, który może się pochwalić konkretnymi osiągnięciami. Na dodatek jest zgrany.
Widzę tutaj szerokie pole do dalszej eksploracji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook