Po co Walmart oszukuje na podatkach?
Walmart, największy sprzedawca detaliczny świata, unikał
opodatkowania. Przychód spółki wyniósł w zeszłym roku ponad 500
miliardów dolarów. Z kolei właściciele – rodzina Waltonów – jest
jedną z najbogatszych rodzin na Ziemi, dokładając po 100 milionów dziennie
do majątku, szacowanego na blisko 200 miliardów.
Gigant, który każdy swój ruch biznesowy wykonuje z
gracją hipopotama, tym razem chciał ukryć aż … 2,6 miliarda dolarów.
Amerykański Urząd Skarbowy (IRS) zauważył, że spółka próbuje
ominąć należne stawki, poprzez handlowanie z chińskim pośrednikiem. Problem
polegał na tym, że handlowy kontrahent z Państwa Środka nigdy nie istniał.
Walmart ma już od dawna na pieńku z opinią publiczną.
Spółka znana była z tego, że płaciła swoim pracownikom zaniżone stawki,
zmuszając ich do korzystania z pomocy społecznej, aby wiązali koniec z
końcem.
W 2017 roku wybuchła afera Paradise Papers, wówczas
wyszło na jaw, że firma korzysta z rajów podatkowych, aby ukrywać zyski.
W ramach śledztwa dziennikarskiego, wyszło na jaw, że Walmart przetrzymuje
na rachunkach zagranicznych aktywa warte blisko 80 miliardów dolarów.
Problem polega na tym, iż znajdują się one w krajach, w których spółka nie
prowadzi działalności detalicznej i nie posiada żadnych sklepów.
Obecne kłopoty korporacji są w pewnym sensie pokłosiem
skandalu Paradise Papers. Finezyjny plan Walmartu zakładał, że otworzy on w
Chinach spółkę zależną, która będzie skupować produkty z lokalnego runku, a
następnie eksportować je do Stanów Zjednoczonych. Co najważniejsze, chiński
partner handlowy miał być firmą, która nie podlega opodatkowaniu w żadnym z
krajów.
Ciekawe co mogło pójść nie tak?
Celem projektu „Flex” – jak wewnętrznie został on
nazwany – było stworzenie czegoś z niczego. Owe nic miało być po
stronie chińskiej, więc nie można byłoby tego opodatkować w Państwie Środka.
Z kolei dla IRS byłoby to coś konkretnego, ale nie podlegającego
jurysdykcji fiskusa, z racji bycia podmiotem zagranicznym. W ten sposób w
2014 Walmart nie zapłacił należności za 2 miliardy dolarów inwestycji, a
następnie przez kolejne lata odpisywał po 200 milionów rocznie na wsparcie
„chińskiego” podmiotu.
Najbardziej ciekawie jest to, że Walmart utrzymuje, że
wszystko się odbyło zgodnie z prawem. Walmart od 2005 roku należy do
programu IRS, która otworzyła osobne biuro w kwaterze głównej korporacji, aby
na bieżąco badać wszystkie transakcje pod kątem zgodności z ustawami podatkowymi. Z tego powodu szefostwo Walmarta twierdzi, że skoro fiskus nie
oprotestował operacji „Flex” w roku 2014, to nie ma sprawy.
Jak zauważa Max de Haldevang z Quartza, medium, które
pozyskało kluczowe dokumenty w sprawie wątpliwego projektu „Flex” od byłego,
wysoko postawionego menedżera korporacji, sprawa nie jest do końca
jednoznaczna.
Samo unikanie opodatkowania nie jest przestępstwem.
Korzystanie ze spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych jest podejrzane,
ale trudno z tego powodu pociągnąć kogoś do odpowiedzialności - o ile nie
przekroczy się przepisów prawa.
W tym, konkretnym, przypadku mamy jednak do czynienia z
nieistniejącym kontrahentem, subsydiowanym przez sieć powiązań
kapitałowych. Z kolei korzyści z tego typu transakcji, Walmart czerpał
bezpośrednio w Stanach Zjednoczonych, odliczając koszty inwestycji z należnych
podatków.
Szczegóły operacji „Flex” są oczywiście bardziej
skomplikowane, niż opisywałem to powyżej. Skala powiązań pomiędzy delegaturami
korporacji, obejmuje spółki zależne z wielu rajów podatkowych: Hong Kongu,
Brytyjskich Wysp Dziewiczych oraz Holandii. Dzięki sprawnie utkanej sieci, powstał
podmiot joint-venture, który – słowo klucz: teoretycznie - podlegał
chińskiemu prawu, ale był finansowany przez pożyczki ze spółek grupy,
rozliczanych przez filię w Hong Kongu.
Walmart, działając poprzez chińską spółkę joint-venture,
korzysta z amerykańskich zwolnień podatkowych. Jest to w sumie logiczne,
działa bowiem zasada unikania podwójnego opodatkowania. IRS uważa, że skoro podmiot działa na rynku
chińskim, więc tam rozlicza swoje należności.
Tylko, że on nie działał w oparciu o chińskie prawo, co
więcej chińska administracja nawet nie wie formalnie o jego zarejestrowaniu.
Większość ekspertów podatkowych, przepytanych przez Max de
Haldevang z Quartza, uważa że IRS – działając na podstawie ujawnionych
dokumentów – może z pewnością zakwestionować nieopodatkowanie 600 milionów
dolarów (trzy lata wspierania inwestycji po 200 milionów rocznie). W
najbardziej – dla Walmartu – czarnym scenariuszu, należałoby zwrócić owe 600
milionów wraz z odsetkami za trzy lata, a na dodatek dopłacić 40% za agresywne
unikanie opodatkowania.
Tyle, że orzeczenie o „agresywnym” unikaniu
zobowiązań wobec fiskusa musiałby wydać sąd. Oznacza to lata walki we
wszystkich możliwych instancjach. Przy zawiłości problemu i niemal
nieograniczonym budżecie Walmartu na prawników, sukces IRSu jest co najwyżej
… prawdopodobny.
Co gorsza przegrana mogłaby skłonić inne korporacje -
z aspiracjami międzynarodowymi, aby powielić działanie Walmartu i
zakładać spółki duchy, nie tylko w rajach podatkowych, ale w dowolnym kraju na
świecie.
Co ciekawe IRS nie może też liczyć w powyższej sprawie na
pomoc Chińczyków, którym przecież Walmart zalega podatki. Według ekspertów,
strona chińska jest zadowolona z inwestycji tak dużej korporacji w jedną
z prowincji. Póki co wszystkim się ona opłaca, a jak przyjdzie co do
czego, to zawsze będzie można spółkę znacjonalizować.
Ktoś dociekliwy mógłby zapytać, a co z dwoma miliardami,
które poszły na rozruch pomiot joint -venture, poprzez spółkę córkę z Hong
Kongu?
Eksperci podatkowi twierdzą niemal jednogłośnie, że
konstrukcja przekazania tych pieniędzy jako „dywidendy uznaniowej” była najwyższej
próby majstersztykiem finansowym. Wszystko wskazuje na to, że autorem
tego podatkowego cacuszka była spółka doradcza EY (dawne Ernst &
Young), która od lat wspiera Walmart przy optymalizacji podatków. Podobno struktura
dywidendy jest na tyle skuteczna, że IRS nie ma szans na uszczknięcie nawet
dolara z kwestionowanych miliardów.
Komentarze
Prześlij komentarz