Kajmanów już nie ma…
Pragnę na wstępie zapewnić, że nie będzie to historia o
katastrofie klimatycznej, która ma w niedługim czasie pochłonąć rajskie plaże.
Rzeczywiście Kajmanom grozi tragedia, a szerzej
ujmując temat – zagraża ona wszystkim, którzy przez lata używali wyjątkowej
pozycji wyspiarskiego państewka – jako brytyjskiego terytorium zależnego, do
uchylania się przed podatkami lub ukrywania – za jego pośrednictwem - nielegalnie
zgromadzonych fortun.
Kajmany jako potężne centrum finansowe, które do tej pory
było uwikłane prawdopodobnie we wszystkie większe skandale, dotyczące unikania
opodatkowania i prania brudnych pieniędzy. No może za wyjątkiem LuxLeaks i
SwissLeaks.
Jak pisze Max de Haldevang z Quartza, działający na wyspach
raj podatkowy była zamieszany - między innymi – w:
- zatajenie, dzięki precyzyjnie utkanej sieci 700 podmiotów zależnych, prawdziwego zadłużenia Enronu, co pozwalało korporacji na dalszą egzystencję i utrzymywania wysokiej pozycji inwestycyjnej w firmach ratingowych,
- ukrywaniu - przez lata - toksycznych aktywów banków Lehman Brothers i Bear Sterns, zanim rozpętała się afera w 2008 roku,
- zadekowaniu środków inwestycyjnych banku Citigroup, które zniknęły z oficjalnego bilansu korporacji , i cudownie pojawiły się w nim z powrotem, gdy bank uzyskał – w trakcie Wielkiej Recesji – pomoc publiczną, aby nie upaść.
- zatajenie, dzięki precyzyjnie utkanej sieci 700 podmiotów zależnych, prawdziwego zadłużenia Enronu, co pozwalało korporacji na dalszą egzystencję i utrzymywania wysokiej pozycji inwestycyjnej w firmach ratingowych,
- ukrywaniu - przez lata - toksycznych aktywów banków Lehman Brothers i Bear Sterns, zanim rozpętała się afera w 2008 roku,
- zadekowaniu środków inwestycyjnych banku Citigroup, które zniknęły z oficjalnego bilansu korporacji , i cudownie pojawiły się w nim z powrotem, gdy bank uzyskał – w trakcie Wielkiej Recesji – pomoc publiczną, aby nie upaść.
Na tym się nie kończy niechlubna historia skromnego,
brytyjskiego terytorium zależnego. Kajmany pojawiają się także w skandalach
korupcyjnych. W latach 2013-16 dzięki spółce założonej na wyspach, górniczy
potentat Glencore, wypompował z Konga kilkadziesiąt milionów
dolarów przychodów, które powinny trafić do kongijskiej spółki państwowej
Gecamines, będącej pierwotnym właścicielem praw do wydobycia surowców. Jednak dzięki
łapówkom i kajmańskiej wydmuszce, otrzymał je izraelski biznesmen Dan
Gertler.
Trzeba było dopiero determinacji Unii Europejskiej, która
stara się ograniczać konkurencyjne raje podatkowe, leżące poza jej
granicami, aby wymóc na Brytyjczykach działania, mające zakończyć kajmański
pasztet.
Muszę przyznać, że dalszy przebieg wypadków został
wyreżyserowany z elegancją. Na początku - w 2015 roku - gubernator wyspy
zwrócił uwagę, że w obliczu wykorzystywania obowiązujących na Kajmanach
przepisów prawnych w złej wierze – do ukrywania zysków, prania brudnych
pieniędzy czy finansowania terroryzmu – jest zmuszony zwrócić się do władz
legislacyjnych o uszczelnienie regulacji, dotyczących rejestrowania spółek
oraz świadczenia usług finansowych.
Wraz z wydanym oświadczeniem, ruszyło legislacyjne
tsunami, dzięki któremu już po czterech latach ekspresowej pracy poznaliśmy
szczegóły nowych porządków. W oficjalnych dokumentach można przeczytać, że
Kajmańczycy są głęboko poruszeni niesprawiedliwym traktowaniem ich kraju, jako
raju podatkowego, umożliwiającego korupcję. Dlatego - poczynając od 2023
roku (!) - wszystkie nowe, ale też dotychczasowe, rejestry spółek staną
się publiczne i otwarte dla każdego zainteresowanego.
Cóż, można powiedzieć, że „wilk syty i owca cała”.
Międzynarodowe korporacje i bandyterka mają jeszcze
cztery lata, aby posprzątać wszystkie ślady swojej bytności na
wyspie i znaleźć nową przystań dla swoich majątków.
Brytyjczycy mogą zameldować Unii Europejskiej wykonanie
zadania i spacyfikowanie kolejnego – z licznych – terytorium zależnego,
które bezczelnie rywalizować z rajami podatkowymi Holandii, Belgii, Niemczech
czy Luksemburgu. Nie ma co lać krokodylich łez za Kajmanami, w końcu ilość
zarejestrowanych na wyspach spółek tylko o 50% przekraczała populację
mieszkańców. Tymczasem Brytyjskie Wyspy Dziewicze mogą się pochwalić
liczbą większą o rząd wielkości.
Zresztą nadgorliwość Zjednoczonego Królestwa w
likwidowaniu podstaw egzystencji kolejnych rajów podatkowych, budzi niesmak
u pozostałych terytoriów zależnych, rozsianych po morzach i oceanach. Gdyby
nie przywilej korzystania z brytyjskiego systemu prawnego już dawno wybiłyby
się one na niepodległość.
Jak twierdzą specjaliści od śledzenia brudnych pieniędzy
z pozarządowej organizacji Global Witness, najbardziej prawdopodobnym nowym
kierunkiem dla chcących ukrywać zyski i majątki będą kolejne
brytyjskie rajskie wyspy lub amerykańskie stany, Wyoming lub Nevada.
Komentarze
Prześlij komentarz