Posty

Szklany sufit czy urwisko?

Bieżąca sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii odsłoniła zjawisko, które można zaobserwować niezwykle rzadko. Zazwyczaj w momencie gdy pęka szklany sufit nad głowami aspirujących do najwyższych zaszczytów pań, okazuje się, że stają one nad szklanym urwiskiem . Premier Zjednoczonego Królestwa, Theresa May, nie była kandydatką pierwszego wyboru, po rezygnacji Davida Camerona, jednak w sytuacji podbramkowej trudno było znaleźć osobę na tyle odważną i zdeterminowaną, aby przejęła stery rządu. Być może zwolennicy parytetów w polityce czy równouprawnienia płci mogliby świętować nominację, po ćwierćwieczu - od czasów Margaret Thatcher - liderka Partii Konserwatywnej znów staje na czele Wielkiej Brytanii. Sprawa jednak jest bardziej skomplikowana . Po pierwsze, kobieta za sterami rządu nie jest w dzisiejszym świecie czymś unikalnym, nawet w kulturze anglosaskiej. Wystarczy wspomnieć o urzędujących premier Szkocji Nicoli Strugeon czy premier Irlandii Północnej – Arlene Foster. Po drugie...

Banki straszą Unię Brexitem

Jak donosił sobotni Guardian, największe banki Wielkiej Brytanii przygotowują się do wyprowadzki ze Zjednoczonego Królestwa w pierwszych miesiącach 2017 roku. Powodem jest oczywiście planowane rozpoczęcie negocjacji związanych z Brexitem. Co ciekawe, mniejsze instytucje finansowe mają zamiar nawiać jeszcze przed Gwiazdką. Szef Stowarzyszenia Brytyjskich Bankierów (SBB), Anthony Browne, żali się Obserevowi, że zarówno debata publiczna jak i kroki, podjęte przez rząd Jej Królewskiej Mości, nie wróżą dobrze dalszemu pomyślnemu rozwojowi rynków finansowych zarówno na Wyspach jak i w całej Europie. Przecieki z Downing Street mówią, że brytyjski rząd będzie walczył do upadłego, aby zachować obecny status londyńskiego City, jako centrum finansowego Europy. W prasie pojawiają się nawet pomysły o ograniczeniu swobody przepływu środków finansowych poza granice Zjednoczonego Królestwa. Z kolei buńczuczne wypowiedzi polityków z kontynentalnej Europy, choćby prezydenta Francji – Hollande...

Równanie płac ";made in USA"

Amerykański oddział niemieckiego giganta informatycznego SAP, postanowił dokonać rzeczy niemal niemożliwej. Aby upewnić się czy płaci kobietom i mężczyznom podobne kwoty za wykonanie identycznej pracy, sprawdził swoje dane dotyczące wynagrodzeń.  W wyniku przeprowadzonej kwerendy okazało się, że 1% spośród 20 000 zatrudnionych miał zaniżone wypłaty. Większość poszkodowanych stanowiły kobiety. Koncern postanowił w ciągu roku wyrównać zaniżone kwoty, co będzie go kosztować 1 milion dolarów. Zatrudnione panie dostaną średnio około 5000 dolarów. Istnieją aż trzy powody, dla których amerykański SAP zdecydował się na prześwietlenie i przeskalowanie zarobków swoich pracowników. Pierwszy jest prozaiczny – liczy się dobre publicity . Spółka chciałaby być postrzegana jako sprawiedliwa i otwarta na zatrudnianie kobiet. Obecnie panie zajmują tylko 34% stanowisk. Spośród menadżerów odsetek jest jeszcze niższy i wynosi 30%. Drugi powód wynika z obaw korporacji o zaistnienie ewentualnyc...

Jaka piękna katastrofa

Wiadomo, że decyzja Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej, podjęta w czerwcowym referendum, będzie brzemienna w skutki. Mimo, że od feralnego głosowania minęły już cztery miesiące, wciąż nieznana jest pełna skala katastrofy. Niektórych szkód nie da oszacować a priori. Szczególnie tych dotyczących utraty wpływu na świecie, w kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami, państwami UE czy wspólnoty Commonwealth’u. Inne straty dadzą się łatwo skalkulować. Szczególnie te wymierne – wyrządzone brytyjskiej gospodarce . Izolacjonizm , groźna tendencja, mająca odwrócić bieg globalizacji, już daje pierwsze efekty: wrogość wobec imigrantów czy wzrost nacjonalizmu. Można łatwo zatrzasnąć drzwi przed uchodźcami czy pracownikami z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak po latach braku jednolitej wizji rozwoju gospodarczego Zjednoczonego Królestwa, które jest uzależnione – jak nigdy dotąd – od międzynarodowych korporacji i kapitału zagranicznego, trudno będzie przeciąć...

Chińskie dylematy

Nic nie odda lepiej delikatnej natury problemów, z jakimi stykają się amerykańscy giganci internetu jak Google czy Facebook w Chinach, niż wypowiedź Ren Xianlianga : Rozbudowa internetu w Chinach zawsze cechowała polityka otwartości. Tak długo jak zagraniczne firmy internetowe będą szanowały chińskie przepisy, nie szkodząc interesom zarówno kraju, jak i konsumentów, zapraszamy je do Chin, gdzie mogą wspólnie dzielić korzyści z rozwijającego się internetu. Gwoli ścisłości, pan Xianliang jest zastępcą dyrektora Administracji Cyberprzestrzeni - urzędu, który zarządza internetem Państwa Środka. „Polityka otwartości” oraz „chińskie przepisy”, na które powołuje się dyrektor to nic innego jak ścisły aparat cenzury, uniemożliwiający internautom poszukiwanie i publikowanie materiałów, krytycznych wobec Partii Komunistycznej. Dzięki połączeniu algorytmów oraz bezpośredniej inwigilacji, firmy internetowe – działające w Państwie Środka – współpracują z rządem...

Jak wspierać przedsiębiorczość?

Obywatele Stanów Zjednoczonych, być może z racji trwającej kampanii wyborczej, są karmieni frazesami, że są najbardziej przedsiębiorczym i innowacyjnym narodem. Dobrze słuchać pochwał o sobie, ale czy amerykańscy biznesmeni na nie zasługują? Wprawdzie Biały Dom wydał w zeszły czwartek oświadczenie, w którym można przeczytać: „Ameryka jest nadal najbardziej innowacyjnym krajem”, ale rzeczywistość ekonomiczna nie sprzyja przedsiębiorczości. Badanie kreatywności biznesmenów można oprzeć na obiektywnych wskaźnikach, jak ilość zgłoszeń patentowych na milion mieszkańców (I miejsce: Korea Południowa), czy indeksie innowacyjności badanym przez Światową Organizację Własności Intelektualnej (I miejsce: Szwajcaria). W obu przypadkach Stany Zjednoczone są poza podium. Oczywiście same pozycje w rankingach niczego jeszcze nie rozstrzygają, ale ekonomiści biją na alarm, że USA stoją przed realnym problemem kryzysu innowacji i to pomimo istnienia osławionej Doliny Krzemowej. Większość ame...

Czego pragnie Uber?

Dane finansowe Ubera zazwyczaj przybierają kolor czerwony. Jeszcze pod koniec sierpnia Bloomberg poinformował, że ikona sharing economy straciła w pierwszym półroczu 2016 ponad 1,5 miliarda dolarów. To nie koniec kłopotów spółki rodem z San Francisco. Sąd okręgowy orzekł, że sposób zatrudniania kontraktorów przypomina zwykłe długookresowe umowy o etat, co może kosztować firmę 1 miliard zaległych kosztów pracy. Jakby tego było mało, kierowcy z Seattle złożyli w sądzie papiery legalizujące pierwszy związek zawodowy. Powyższe informacje jak w soczewce skupiają dwa największe problemy, przed którymi staje Uber: stosunek do konkurentów oraz organizacja pracy. Od początku swojego istnienia spółka za wszelką cenę starała się monopolizować rynek, kupując konkurencję lub narzucając jej szaloną rywalizację cenową, doprowadzającą pozostałe biznesy na skraj opłacalności. Startup przyciągnął najwięcej funduszy przed wejściem na rynek giełdowy niż jakiekolwiek inne przedsięwzięcie, a obecna wyc...