Równanie płac ";made in USA"

Amerykański oddział niemieckiego giganta informatycznego SAP, postanowił dokonać rzeczy niemal niemożliwej. Aby upewnić się czy płaci kobietom i mężczyznom podobne kwoty za wykonanie identycznej pracy, sprawdził swoje dane dotyczące wynagrodzeń. W wyniku przeprowadzonej kwerendy okazało się, że 1% spośród 20 000 zatrudnionych miał zaniżone wypłaty. Większość poszkodowanych stanowiły kobiety. Koncern postanowił w ciągu roku wyrównać zaniżone kwoty, co będzie go kosztować 1 milion dolarów. Zatrudnione panie dostaną średnio około 5000 dolarów.

Istnieją aż trzy powody, dla których amerykański SAP zdecydował się na prześwietlenie i przeskalowanie zarobków swoich pracowników.

Pierwszy jest prozaiczny – liczy się dobre publicity. Spółka chciałaby być postrzegana jako sprawiedliwa i otwarta na zatrudnianie kobiet. Obecnie panie zajmują tylko 34% stanowisk. Spośród menadżerów odsetek jest jeszcze niższy i wynosi 30%.

Drugi powód wynika z obaw korporacji o zaistnienie ewentualnych sporów sądowych z pracownikami, którzy mieli niższe uposażenie. Presja ze strony polityków i samych zatrudnionych na wyrównanie zarobków jest wyraźnie odczuwalna i ... policzalna. Ubezpieczyciel Farmers Group musiał w kwietniu tego roku uznać roszczenia - dotyczące nierównych płac - około 300 swoich prawniczek. Zasądzona kwota to 4 miliony dolarów.

Trzecią przyczyną ruchu - dokonanego przez SAPa - jest inicjatywa ustawodawcza z roku 2014-ego, zwana Uczciwa Zapłatą. Na jej mocy, od przyszłego roku, każdy pracodawca będzie musiał przekazać Komisji Szansy Równego Zatrudnienia (Equal Employment Opportunity Commission) swoje dane płacowe w podziale na kategorie pracy, poszeregowane według płci, rasy czy pochodzenia etnicznego. Ma to być kolejny bodziec do zrównywania zarobków i ograniczania niesprawiedliwości.

Wiele firm, podobnie jak SAP, chce już teraz zbić kapitał polityczny i wizerunkowy. Pod auspicjami Białego Domu działa ekskluzywny klub 28-iu spółek, które podpisały rękojmię równych płac. Należą do niego między innymi Accenture, Airbnb, Amazon, BCG, Cisco, Gap, Johnson & Johnson, L’Oreal, PepsiCo, Pinterest, PwC czy Spotify.

Przykład płynący z góry – plus regulacje prawne – powodują, że jak Ameryka długa i szeroka prezesi wertują dokumenty płacowe, szukając ewentualnych nierówności. Należy jednak podkreślić, że znalezienie pracownika o zaniżonej pensji jest stosunkowo łatwe. Przyznanie się firmy do naliczania zaniżonych kwot jest już problematyczne. Doradcy w procesie wyrównywania zarobków sugerują delikatność i uważne rozkładanie akcentów. Proste stwierdzenie, że spółka od lat dopuszczała się dyskryminacji może automatycznie skutkować pozwem. Lepiej widziane jest wdrażanie programów naprawczych, mających na celu poprawę błędnie (słowo klucz: błędnie) naliczonych wynagrodzeń. W ten sposób pracownik otrzymuje - wraz z zaległą podwyżką (często rozkładaną na raty) – dokument, w którym zrzeka się ewentualnych pozwów z tytułu odkrytych nieprawidłowości. Wszyscy są zadowoleni.

Z dużym zainteresowaniem obejrzałbym przebieg podobnego procesu w naszym kraju. Abstrahując od pohukiwań pracodawców, który uznaliby z pewnością zrównanie płac kobiet i mężczyzn za komunistyczny wymysł rodem z ZSRR. Ciekawi mnie jeden aspekt: czy prezesi spółek zdecydowaliby się – w ramach zachowania zagrożonej stabilności działania przedsiębiorstw - na podwyższenie uposażeń paniom czy obniżenie wypłat mężczyznom.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook