Tort z wynagrodzeniami

Jeszcze wczoraj obchodzono Światowy Dzień Jogi. Setki tysięcy entuzjastów rozkładało swoje maty na Times Square w Nowym Jorku, wzdłuż brzegów Tamizy w Londynie, pod Wieżą Eiffla w Paryżu czy - w sercu obchodów - w Delhi. Było miło i relaksacyjnie. Ludzie mogli się poczuć częścią ogólnoświatowej rodziny. Indie, które wnioskowały do Organizacji Narodów Zjednoczonych o wyznaczanie dnia przesilenia letniego Światowym Dniem Jogi, świętowały wpływ swojej miękkiej potęgi na losy globu.

Dziś jednak wszystko wróciło do normy. A jak pokazuje najnowszy raport Economic Policy Institute normą są wysokie zarobki prezesów amerykańskich spółek. Przebadano 350 największych korporacji i okazało się, że średnie wynagrodzenie szefa zarządu to 16,3 miliona dolarów i stanowi 303 krotność pensji przeciętnego pracownika z odpowiadającego sektora.
Patrząc z perspektywy ostatnich 20 lat, można nawet pokusić się o komentarz, że nie jest tak źle. Wszak w latach 1997, 2000, 2005-2007 rozpiętości były wyższe. Zarobki prezesów przekraczały nawet obecny pułap sięgając w 2000 roku do 376 krotności. Fakt jest jednak taki, że od czasów kryzysu po upadku Lehmann Brothers nastąpił ponowny wzrost pensji szefów zarządów z 200 do 300 krotności wynagrodzenia typowego pracownika.

Twórcy raportu, EPI, odrzucają krytykę, że wybranie do analizy największych amerykańskich korporacji skutkuje największą rozpiętością płac. Jak sami twierdzą, największe firmy zatrudniają znaczący udział amerykańskiej siły roboczej i to one wyznaczają standardy dla reszty rynku pracy.

Prezes EPI, Lawrence Mishel, wskazuje, że wzrost uposażenia kadry kierowniczej można datować na lata 80-te XX wieku, po dekadach względnej stabilizacji. Jako przyczyny gwałtownego wzrostu - wymienia: obniżenie stawek podatkowych dla najbogatszych w roku 1980, wzrost znaczenia akcyjnych systemów rekompensat dla członków zarządów i na koniec -  słabość ładu korporacyjnego.

Prezes Mishel pokusił się również o znalezienie argumentów przeciwko tezie, że wzrost wynagrodzeń kadry kierowniczej przyrasta szybciej, gdyż rośnie dysproporcja pomiędzy płacami nisko i wysoko wykwalifikowanych pracowników w całej gospodarce. Tak więc nie tyle uposażenia szefów firm rosną, co przeciętne wynagrodzenia w sektorach obniżają się, a to skutkuje znacznym wzrostem rozpiętości. Okazało się, po wyizolowaniu zarobków 1 promila najlepiej uposażonych i wykwalifikowanych pracowników, że prezesi otrzymują 5,84 krotności ich pensji. Średnia dla lat 1947-1979 wynosi 3,18 krotności, a rekord padł tuż przed pęknięciem bańki internetowej w 2000 roku – 7,7-mio krotność.

Szef EPI podsumowuje raport stwierdzeniem, że dowody wskazują, iż czynniki zewnętrzne – jak na przykład dobre relacje zarządu i rady nadzorczej – mają większy wpływ na eskalację zarobków prezesów, niż tworzona przez nich wartość dodana. Nie wydaje się, żeby dzisiejsza kadra zarządzająca charakteryzowała się znaczącym wkładem we wzrost wydajności gospodarki, w stosunku do lat 60. czy 70. poprzedniego wieku. Zatem wzrost wartości wynagrodzeń szefów koncernów jest trudna do usprawiedliwienia. Bez znaczącego przyrostu tortu gospodarczego obecne wynagrodzenia szefów koncernów, wyglądają na wycinanie sobie co roku coraz większych kawałków z tego samego placka. Dla reszty - zostaje mniej do podziału. Przykra konstatacja.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook