Elita prekariatu

Zwolennicy gospodarki wolnorynkowej powiedzą, że w czasach globalnej ekonomii, działającej „na życzenie”, gdy ludzie pracują kiedy chcą, a zatrudniani są i opłacani za wykonane projekty lub dostarczone usługi – pojęcie stałej pracy odchodzi do lamusa.

Entuzjaści neoliberalizmu dodadzą, że to jest zmiana oczekiwana. Nareszcie rynkiem pracy zacznie rządzić prawdziwa konkurencyjność.
Pracownik nie będzie musiał „wysiadywać” w biurze. Przyjdzie do konkretnego projektu, sam dobierze sobie godziny pracy, dostarczy to co było zamówione i otrzyma satysfakcjonujące wynagrodzenie, dzięki któremu będzie miał czas na realizację swoich pasji życiowych. Odpocznie i znów znajdzie nowe zadanie, nawet w innym mieście, innym kraju lub na innym kontynencie.

Od strony pracodawcy brzmi to nawet lepiej. Przyzwyczajony jest do tego, że nie musi zatrudniać ochroniarzy oraz sprzątaczek, bo tych zapewnia mu odpowiednia umowa z agencją pracy. Z powodu odchudzania kosztów operacyjnych, część zatrudnionych np. pracownicy infolinii lub telemarketerzy są dostarczani przez agencję pracy tymczasowej. Przeniesienie całej produkcji do krajów trzeciego świata, a działów operacji i logistyki do biurowców poza granicami miasta przyniosło pożądane przez właścicieli oszczędności. Już nawet niektórzy menadżerowie zniknęli z payrollu przechodząc na samozatrudnienie i kontrakty.

Teraz pojawi się szansa na nowe cięcie kosztów.

W USA działa już z powodzeniem Hourly Nerd zrzeszająca absolwentów szkół biznesowych takich uczelni jak Harward czy Stanford (wśród klientów są Microsoft czy American Apparel). To musi być prawdziwa ulga dla właścicieli firm. Będzie można uniknąć wypłacania olbrzymich sum zatrudnionym na długoletnie umowy menadżerów z całym ich systemem bonusów i pakietów ubezpieczeniowych. Nie trzeba będzie tracić fortuny na kontrakty z wielkimi firmami konsultingowymi. Wystarczy 100 lub 150 dolarów na godzinę, a otrzymuje się dostęp do naprawdę mądrych ludzi - menedżerów przyszłości. Bez obciążania się rocznymi zobowiązaniami oraz wypłatami premii za udane wdrożenia. Elastyczne narzędzie dla przedsiębiorców potrzebujących szytych na miarę rozwiązań, aby ich biznes się rozwijał bez zbędnych przeszkód.

Czy może być coś bardziej cynicznego? Może.

Menedżer zarządzający Hourly Nerd, Rob Biederman, ukuł nawet formułę „matki McKinsey’a” (dla niezorientowanych McKinsey to jedna z wiodących firm konsultingowych). Twierdzi on, że jego oferta, to furtka dla wysoko wykwalifikowanych kobiet, które z powodów macierzyńskich musiały opuścić rynek pracy, a teraz chcą wrócić do zajęć pełnych wyzwań, ale bez krępującego gorsetu zobowiązań wynikających z pracy na pełen etat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook