Kropla drąży skałę

Można było by powiedzieć po prostu, że pewien mieszkaniec Seattle oszalał. Ale po kolei.
Bohater dzisiejszego wpisu nazywa się Dan Price i jest założycielem oraz prezesem firmy przetwarzającej płatności kartami kredytowymi, Gravity Payments. Ów dżentelmen przeczytał raport, którego twórcy przekonywali, że pracownicy zarabiający poniżej 70 000 dolarów rocznie, mogą stać się szczęśliwsi – zarabiając więcej pieniędzy. Price wyszedł naprzeciw tezom badania i podwyższył wszystkim zatrudnionym uposażenia do granicy 70 000 dolarów.
Dla zapewnienia finansowania nowego systemu płac, Price przeznaczył sporą część przewidywanych tegorocznych zysków, a także obniżył swoje własne wynagrodzenie z 1 000 000 do 70 000 dolarów. Prezes komentował swoje zachowanie: „Budżet na wynagrodzenia prezesów w porównaniu do podstawowych pensji pracowników jest jednocześnie śmieszny i absurdalny”. Rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych, prezesi zarabiają 350 krotność pensji przeciętnego zatrudnionego (12 259 894 dolarów do 34 654 dolarów). W 2013 roku pracownik McDonalda musiał by pracować przez siedem miesięcy, aby zarobić tyle co prezes Don Thompson w godzinę.
Wydaje się, że Price upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu. Jego akcja jest nie tylko jasnym stanowiskiem w sprawie chorej rozpiętości płac pomiędzy członkami zarządu a ich podwładnymi. Jest też głosem w sprawie reformy wielkości minimalnych uposażeń przeprowadzanej obecnie w USA.
23 stany amerykańskie zwiększają poziom płacy minimalnej w tym roku. W Seattle będzie ona jedną z najwyższych w kraju i sięgnie 15 dolarów za godzinę. To ważny krok dla milionów zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych, ale też na całym świecie, którzy postulują wzrost płac. Politycy zaczynają odpowiadać na ich żądania.
Dobrze, że znalazł się też jeden prezes, który – może jest to zagranie pod publiczkę – wziął sprawę zmniejszania rozbieżności płacowych we własne ręce.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook