Niepotrzebne badania równouprawnienia
Zwolennicy parytetów płci w biznesie lubią argumentować, że w równouprawnieniu nie chodzi o sprawiedliwość, ale także o lepsze wyniki przedsiębiorstw.
Nowe dane z raportu, opublikowanego przez Peterson Institute for International Economics oraz firmę doradczą EY, wzmacniają ten pogląd. Badanie objęło blisko 22 000 przedsiębiorstw, których akcje są w obrocie giełdowym, z 91 krajów, z różnych branż i sektorów.
Jego wynik pokazuje niezbicie, że trzydziestoprocentowy udział kobiet w gremiach zarządczych przekłada się na wzrostu zysków o sześć punktów procentowych.
Według kierownika badań, Marcusa Nolanda, wyniki są jednoznaczne i stanowią mocny dowód, że zatrudnianie kobiet na najwyższych stanowiskach daje wyższą rentowność.
W badaniu analizowano kobiety na trzech rodzajach stanowisk: prezesa, członka zarządu oraz dyrektora zarządzającego.
W przypadku pozycji szefa firmy, nie zauważono statystycznie istotnej różnicy między obiema płciami. Prezes kobieta czy mężczyzna nie mają wpływu na wzrost wyników firmy. Jednak w przypadku dyrektorów zarządzających czy członkiń zarządów, większa ilość pań przekładała się na wyższe zyski. Wraz z obsadzeniem kluczowych pozycji przez kobiety, więcej pań obejmuje niższe stanowiska w tych samych pionach organizacyjnych.
Ciekawe są wnioski poboczne raportu. Większą ilość kobiet – liderek biznesu - mają kraje, które wprowadzają urlop tacierzyński, niż te które wydłużają urlop macierzyński. Strategie państwowe, które starają się rozdzielić wczesną opiekę nad dzieckiem pomiędzy obydwoje rodziców, działają na korzyść kobiet. Panie mają wówczas większe szanse na budowę kompetencji i pozycji biznesowej, która może być przepustką nawet do zarządów korporacji.
Niestety mam nieodparte wrażenie, że publikowanie tego typu raportów nie przyczynia się sprawie równouprawnienia.
Pierwszą słabością badania jest fakt, że zostało ono przeprowadzone tylko raz - w 2014 roku. Prezentowane wyniki mają charakter statyczny. Nie można porównać danych z innymi okresami. Nie wiadomo czy wyniki, które zawdzięczają firmy obecności kobiet na najwyższych stanowiskach, są stałe. Aby mieć pewność, że wpływ kobiet w zarządzie jest istotny, trzeba byłoby porównać dane kilku firm z podobnej branży, w podobnej sytuacji rynkowej, które to spółki mają - lub nie - sfeminizowane ciała zarządcze. Wątpliwym jest, aby – nawet przy dużej próbie – dało się wystawić jednoznaczne wnioski na ten temat.
Drugim problemem jest skala badanych zjawisk. Oczywiście skala analizy, ilość przebadanych spółek musi budzić szacunek. Jednak metryczka raportu informuje, że wśród badanych firm 60% (13 000) nie miało żadnych kobiet w zarządach, a 50% (11 800) nie miało pań na stanowiskach kierowniczych. Jedynie 4,5% posiadało kobietę prezesa, a 3,8% posiadało więcej niż jedną dyrektorkę w zarządzie. Oznaczałoby to, że wyniki analizy ocierają się wielkość błędu statystycznego, a tym samym są mało wiarygodne.
Można byłoby się nawet pokusić o stwierdzenie, że 4,5 procent badanych firm radziło sobie tak dobrze na rynku, że mogło bez obaw zaryzykować zatrudnienie kobiety w roli prezesa.
Niska reprezentacja kobiet na najwyższych stanowiskach korporacyjnych, to poważne zagadnienie. Być może firmie doradczej EY potrzebne są powyższe statystyki, aby przekonywać swoich klientów do potrzeby zatrudniania kobiet na dyrektorskich etatach.
Czy naprawdę ktoś jest w stanie uwierzyć, że zatrudnienie kobiety na stanowisku szefa finansów przełoży się na 6% wzrostu rentowności, ale przy objęciu posady dyrektora operacji tylko 4,5%?
Czy podobne badania nie są po prostu upokarzające? Dlaczego trzeba przeprowadzić specjalne analizy, które mają udowodnić przydatność kobiet w zarządach spółek? Czy ktoś ankietuje różnice w wynikach pracy niebieskookich blondynów, w stosunku do szatynów? Badanie, które miałoby wykazać, że Afroamerykanin może zostać dyrektorem zarządzającym, bo da firmie 5% dodatkowego wzrostu, uznalibyśmy za rasistowskie.
Obecnie posiadanie drugorzędnych męskich cech płciowych decyduje o możliwości awansu lub zarządzania firmą bardziej, niż wiedza czy doświadczenie. Powyższe badanie dobitnie pokazuje, że zmiana myślenia decydentów potrzebuje tak zwanych dupokrytek ze strony firm doradczych, pokroju EY.
Można jednak pójść szybszą ścieżką. Działania legislacyjne licznych krajów europejskich, mające na celu wprowadzenie kwotowej obecności kobiet na najwyższych stanowiskach w przedsiębiorstwach wydaje się jedyną drogą, która skróci czas „naturalnego” dostosowywania się biznesu do zjawiska pod tytułem „kobieta – prezes”.
Komentarze
Prześlij komentarz