Aplikacja Slack z wyceną z kosmosu
Slack jest ciekawą aplikacją, pozwalającą na zarządzanie projektami i komunikacją w firmie.
Pół roku temu, Slack wstąpił do ekskluzywnego klubu startupów, których wycena przekroczyła miliard dolarów. Jednak to już historia. Wczoraj, po kolejnym udanym dofinansowaniu, wartość przedsięwzięcia sięga 2,8 mld USD. Aby spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy, jeszcze rok temu – niemal na starcie - rynek wyceniał spółkę na 43 miliony.
Jednym z powodów entuzjazmu inwestorów jest szybki wzrost. Drugim – lista klientów, takich jak Apple, Google czy Amazon. Jeden z potentatów rynku startupów, Mike Volpi, który dołączył właśnie do zarządu jako obserwator, chwali Slack’a za wizję biznesu oraz poziom rozwoju, niespotykany w tak wczesnej fazie życia firmy.
Slack może się pochwalić 750 000 użytkownikami korzystającymi z aplikacji dziennie, z czego 200 000 płaci za usługę. Przyrost abonentów jest gwałtowny, od lutego bieżącego roku przybyło ich 50%. Głównymi klientami są użytkownicy maców, do których w pierwszej kolejności zwróciła się firma. Dopiero od miesiąca Slack jest dostępny na komputery z systemem Windows.
Rozwój Slacka jest póki co niezagrożony. Nie przeszkodziło mu nawet złamanie zabezpieczeń, które miało miejsce w marcu, kiedy to włamano się do aplikacji i ukradziono dane klientów (adresy mailowe, zakodowane hasła, nazwy użytkowników i informacje kontaktowe), ale nie wrażliwe dane finansowe czy projektowe.
Slack jest doskonałym, niemal modelowym przykładem na bańkę spekulacyjną, która rośnie w obrębie startupów. Wydawca aplikacji – ciekawej i potrzebnej – ale jednak tylko aplikacji, posiadający skromną bazę klientów (duże nazwy, ale mała liczba – tylko 200 000 płacących użytkowników) podwyższył swoją wycenę w ciągu roku 65 razy! Sytuacja nie jest normalna i wcześniej czy później musi się skończyć katastrofą.
Komentarze
Prześlij komentarz