Pracodawca Roku 2014. AIESEC.

Często na moim blogu poruszam kwestie studiowania i pracy w USA. Tym razem w moje ręce wpadł raport z badania „Pracodawca Roku 2014” przeprowadzonego przez firmę Nielsen na zlecenie AIESEC. Przede wszystkim wrażenie robi duża liczba państwowych uczelni, na których przeprowadzono badania ankietowe oraz ilość przepytanych studentów.
Najbardziej pożądanymi pracodawcami są kolejno: Google, EY (dawne Ernst&Young), pwc, PKO BP, PZU i ING. Pierwsza trójka jest niezmienna od 2011 roku, choć Google po raz pierwszy jest na szczycie (zazwyczaj był trzeci). Nowe w zestawieniu jest PZU (od razu na 5-tym miejscu), zaś bank PKO BP sukcesywnie od 2011 pnie się w zestawieniu (obecnie pozycja czwarta).
Ciekawe, że studenci czerpią wiedzę o firmach z internetu (76%), telewizji i radia (55%),  prasy (39%) oraz rozmów ze znajomymi (36%). 60% badanych wskazało, że informacje o przedsiębiorstwach posiadają od znajomych już zatrudnionych, 33% z targów pracy, a 21% ze szkoleń organizowanych przez firmy. Z pewnością nie są to optymistyczne dane. Większość potencjalnych kandydatów do pracy nie ma pojęcia o działalności spółek. Są jedynie biernymi odbiorcami informacji zamieszczanych przez działy public relations na stronach www czy portalach społecznościowych (kampanie brandingowe). Jedynie co 5-ty badany deklaruje, że odwiedził firmę w ramach szkoleń. Kolejne wyniki badań wskazują, że brak realnej wiedzy o strukturze przedsiębiorstwa utrudnia kandydatom znalezienie stanowiska dla siebie. Ale po kolei.
Wśród najbardziej pożądanych przez studentów branż królują: bankowość – 32%, szeroko pojęte finanse – 27% oraz audyt/księgowość i marketing/pr – po 24%. W tym zestawieniu może dziwić pozycja banków. Jest to przecież jedna z najbardziej uregulowanych branż, o dużym stopniu koncentracji (stale rosnącym), na domiar złego – zagrożona przez redukującą się ilość miejsc pracy. Doprawdy trudno zrozumieć jaką atrakcję widzą w niej absolwenci. Być może kuszą ich pensje i prestiż :)
Jeszcze bardziej dziwnie brzmią odpowiedzi dotyczące pożądanych działów pracy w firmach. Wygrywają finanse i księgowość – 48% wskazań (26% pierwszy wybór, po 11% jako drugi i trzeci wybór). Równie chętnie zatrudnią się tam panie – 51% wskazań, jak i mężczyźni – 41%. Tak się składa, że działy finansowe w bankach, to jedne z najmniej licznych struktur w organizacji. Na dodatek mało prestiżowe oraz z bardzo niską fluktuacją. Być może studenci myśleli o pracy w, dużo liczniejszych, dealing roomach.
Drugie miejsce należy do marketingu – 36% wskazań (I wybór – 11%, II – 13%, III wybór – 12%). Nieco chętniej pracowały by w nim kobiety – 36%, niż mężczyźni – 35%.
Trzecie miejsce jest zaskakujące – naczelne kierownictwo firmy - 34% wskazań (odpowiednio 12% jako I wybór i po 11% jako II i III). Opierając się na suchych liczbach i samych pytaniach, trudno wywnioskować co respondenci mieli na myśli. Być może założenie własnej firmy – bo jest to drugi najczęściej wybierany dział przez mężczyzn – 40% wskazań. Ale przeczą temu wyniki z pytań o własną inicjatywę, gdyż za własną działalnością odpowiada się jednoznaczne tylko 8% badanych (reszta się waha: 28% chciałaby, ale za kilka lat, a 46% - rozważa, czyli raczej nie). Wątpię, żeby ktoś ze studentów chciał od razu wskoczyć na najwyższe stanowiska, bo na to mają za małe doświadczenie i wiedzę, ale z drugiej strony – szacunek za ambicje. Pozostaje jeszcze mieć nadzieję, że absolwentom chodzi o stanowiska doradcze blisko władz spółek, odpowiedzialne za strategię. Kobiety nie pchają się na świecznik – tylko 31% wskazań. Może studentki słyszały już o szklanym suficie?
Ogólnie, mężczyźni chcą do finansów – 41%, kierownictwa – 40% i marketingu – 35%. Kobiety też do finansów – 51%, administracji – 37% oraz działów kadr i marketingu – 36%. I znów wychodzi brak rozeznania w strukturach przedsiębiorstw. Wszystkie wymienione działy są dla branż bankowych, finansowych oraz konsultingowych jednostkami wspierającymi, o małym wpływie na organizację oraz przeciętnych wynagrodzeniach. Prawdziwe wilki wybrały by raczej sprzedaż – i nie mówimy o stanowisku doradcy w oddziale (w przypadku banków), ale w strukturze sprzedażowej w centrali przy planowaniu produktów lub sieci.
Być może odpowiedź czemu ankietowani wybierają działy wsparcia, leży w pytaniach o czynniki, którymi się kierują przy wyborze pracy. Otóż, z liczby jedenastu elementów, pogrupowanych na: finansowe, socjalne, zawodowe i społeczne – zdecydowanie wygrywają determinanty społeczne. Zajmują trzy z czterech pierwszych miejsc. Studenci cenią sobie najbardziej dobrą atmosferę pracy – ma to dla nich bardzo duże (63%) i duże (31%) znaczenie. Wysoko jest satysfakcja z pracy – odpowiednio 55% i 42% wskazań, a także szacunek dla życia prywatnego pracowników – 52% i 36%.
Tylko płaca jest równie znaczącym czynnikiem – drugie miejsce – 51% i 42%. Można było by powiedzieć, że przyszli pracownicy oczekują, że zdobyte miejsce pracy będzie przyjemne, sprzyjające rozwojowi zawodowemu i niekolidujące ze światem prywatnym. Chciałoby się powiedzieć - marzenia piękna rzecz.
Niską pozycję płacy - jako czynnik bardzo istotny (przegrywa ze wszystkimi czynnikami społecznymi) - można zatem tłumaczyć faktem, że studenci oczekują, że wynagrodzenie będzie, i to na dodatek solidne, bo obejmujące ubezpieczenie medyczne czy opiekę zdrowotną.
Studenci są też jednak realistami, co najlepiej widać w ich ocenie obaw związanych z rynkiem pracy. Przede wszystkim uwierają ich zbyt niskie wynagrodzenia oferowane przez pracodawców – 79% wskazań. Dostrzegają, że wysokość zarobków może zależeć od większej dyspozycyjności – 69%. Boją się o zbyt wygórowane żądania zwierzchników – 63%. Uznają, że nieformalne układy wewnątrz firmy mogą utrudnić zatrudnienie i późniejszy awans – 70%.
Studenci widzą też sporo wad u siebie. 81% twierdzi, że uczelnie nie przygotowują ich dobrze do przyszłej pracy. 72% obawia się, że nie znajdą pracy zgodnej z zainteresowaniami. 68% zdaje sobie sprawę, że najlepsi mają lepsze szanse na rynku, czyli widzą wyścig szczurów.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook