Bank -> Techbank -> Techbańka?

Cóż można zrobić gdy jeszcze niedawno było się jednym z najpotężniejszych banków świata, a dziś - będąc ściganym przez pozwy rozczarowanych klientów - nie ma szans nawet na ogrzanie się w chwale dawnych dni.
Odpowiedź jest banalnie prosta i Goldman Sachs ją znalazł, trzeba uciec do przodu.

W dzisiejszych czasach każda korporacja powinna się pozycjonować jako firma technologiczna. Bycie innowacyjnym od razu zaskarbia sobie zainteresowanie potencjalnych inwestorów. Dla niepoznaki warto też przeprowadzić poważne spotkanie - chociażby doroczne walne zgromadzenie akcjonariuszy - w jakimś neutralnym miejscu np. w sercu Doliny Krzemowej, w San Francisco. To już drugi raz w krótkiej historii Goldmana, gdy udziałowcy spotykają się poza Nowym Jorkiem, siedzibą banku.

Oczywiście Goldman Sachs ma swoje biura na zachodnim wybrzeżu od lat. Co więcej przeprowadzał wiele głośnych debiutów giełdowych, że wspomnę tylko o Twitterze. Lecz to wszystko za mało. Rynek startupów działa jak magnes. Właściwie, jest to jedyne miejsce gdzie nadal można legalnie zarobić krocie w krótkim czasie. Goldman też chce mieć kawałek z tego tortu. Przede wszystkim anonsuje swoją strategię wejścia na szybko rosnący rynek pożyczek on-linie. Ale też wykłada grube miliony na finansowanie startupów jak Circle (bitcoiny) czy Motif Investing (wsparcie finansowania nowych idei).
Już niewiele brakuje, a główna siedziba banku przeniesie się do Palo Alto, ostatecznie skoro się chce zostać firmą technologiczną, pochodzenie zobowiązuje.

Żarty, żartami jednak tak otwarte wejście jednego z poważniejszych banków inwestycyjnych w rynek startupów, niesie poważne zagrożenie dla stabilności amerykańskiego sektora finansowego. Nieprzerwany strumień gotówki płynie do Doliny Krzemowej. Przykład Ubera, który negocjuje dostęp do miliardowej linii kredytowej, nie mając nawet pomysłu co zrobi z taką ilością środków. Przy mało płynnym rynku, wyceny firm innowacyjnych sięgają niewyobrażalnych pułapów. Ponieważ nie jest to rynek publiczny, w razie tąpnięcia, wycofanie środków będzie niemal niemożliwe. Wybuch kolejnej bańki spekulacyjnej nie tylko odchudzi z oszczędności rzesze drobnych ciułaczy, może zatrząść posadami wielu funduszy i banków inwestycyjnych. Oczywiście ucierpi na tym przede wszystkim gospodarka amerykańska, ale przecież – wcześniej czy później, na zasadzie naczyń połączonych - uderzenie trafi w globalną ekonomię.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook