Dla kogo będzie samojazd?

Wydaje się, że nic nie zawróci ludzkości od samoprowadzących się samochodów.

Jeszcze jakiś czas temu była to jedynie szalona koncepcja. Wraz z obiecującymi testami pojazdów Google’a, Wall Street połknęła haczyk. Największe banki inwestycyjne jak Morgan Stanley oraz Goldman Sachs uznały, że utopia spełni się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Samochody bez kierownicy, hamujące w momencie gdy sensory odkryją człowieka lub przeszkodę, nieemitujące spalin i wykonane z włókien szklanych mają być powszechne do 2025 roku.

Według analityków Goldmana samojazdy zmienią wszystko. Przede wszystkim przemysł motoryzacyjny. Nowoczesne technologie wspomagające sterowanie, nowe materiały wykorzystywane do budowy oraz rewolucyjne systemy przetwarzania energii. Całą branżę czeka głęboka metamorfoza. Wyeliminowanie czynnika ludzkiego z kierowania pojazdami spowoduje duże zmiany w sektorze transportowym. Na lodzie zostaną kierowcy tirów, autobusów miejskich i taksówkarze. Dodatkowo, dzięki bezpieczniejszemu systemowi unikania kolizji, przemianę czeka również działalność ubezpieczycieli. Z jednej strony zmniejszą się wpływy ze składek, ale z drugiej na zredukowanie czeka sporo niepotrzebnych etatów. Ach, i oczywiście, potrzeba będzie mniejszej ilości mechaników.

Nie to jednak zajmuje najbardziej kolegów i koleżanki z banków inwestycyjnych. Goldman Sachs przeprowadził badania mające oszacować zachowania przyszłych podróżujących. Wyniki są bardziej niż trywialne. Brak konieczności kierowania pojazdem przeznaczą na: podziwianie widoków (81% wskazań), słuchanie muzyki (80%), rozmowy przez telefon (65%), czytanie (57%), oglądanie filmów (55%), korzystanie z internetu (53%), spanie (50%), a nawet pracę (44%). Jednym słowem: nuda.
Z drugiej strony, do czasu pojawienia się iPada mało osób miało pojęcie o potrzebie używania tabletu. Brak samoprowadzącego się samochodu na rynku również ogranicza wyobraźnię przyszłych użytkowników.
Szeroko rozumiany sektor rozrywkowy z zaciekawieniem czeka na rozwój sytuacji. Według analiz Goldmana przełomowy może być już rok 2017. Wówczas premierę ma ogłosić długo oczekiwane auto Google’a, a klasyczni producenci samochodów jak Daimler czy Nissan czekają w kolejce, już teraz mówiąc o swoich planach na rok 2020.

Zmiana jest nieunikniona, martwi tylko jej kierunek. Supernowoczesne pojazdy samosterujące, to już nie tylko mrzonka rodem z powieści science-fiction. Na początku rewolucji samochodowej jeden człowiek przesądził, że codziennie stoimy w ulicznych korkach, a nie ściskamy w tłoku w kolejkach podmiejskich. Nazywał się Henry Ford. Poza wynalezieniem linii produkcyjnej wpadł on na jeszcze jeden rewolucyjny pomysł. Aby podnieść sprzedaż swoich pojazdów, podniósł pensję pracownikom, aby stali się oni beneficjentami nowych technologii. W sprawie samojazdów jestem pesymistą. Google od dawna twierdzi, że wszystkie systemy potrzebne do samodzielnego poruszania się maszyny są drogie. Oznacza to, że tylko nielicznych będzie stać na nowy pojazd. Za to redukcje zatrudnienia dotkną pracujących w transporcie i ubezpieczeniach dużo szybciej. Producenci nowoczesnych samoprowadzacych się samochodów utracą w ten sposób kolejnych potencjalnych nabywców. Następni zostaną wykluczeni przez zwolnienia, gdy fabryki i montażownie - dla obniżenia kosztów - zostaną wyprowadzone do krajów trzeciego świata.
Eliminacja czynnika ludzkiego przychodzi nam zaskakująco łatwo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook