Raj dla pracowników tymczasowych

Ron Johnson, jako pierwszy szef sprzedaży detalicznej Apple’a, zbudował imperium projektując sklepy, które stały się niedościgłym ideałem w branży technologicznej. Podstawę jego sukcesu stanowiło skupienie się na obsłudze klienta, dzięki zatrudnieniu wysoce-wykwalifikowanej kadry sprzedawców.
Później Johnson próbował powtórzyć swój trik jako prezes JCPenny, sieci handlowej w USA, ale tym razem bez powodzenia. Nie zraził się jednak porażką i dziś wraca z nowym pomysłem.

Najnowsze dziecko Rona Johnsona nazywa się Enjoy i stanowi ciekawe połączenie sklepu internetowego z obsługą klienta, szkoleniem i wsparciem. Przykładowo klient nabywa gadżet, typu dron lub zestaw telewizyjny ze sklepu partnerskiego, a następnie wybiera czas, kiedy ekspert od Enjoy’a dostarczy mu produkt pod wskazany adres oraz nauczy go obsługi w ciągu godziny.

Odsuńmy na bok dywagacje nad perspektywami modelu biznesowego. Dużo ciekawszy jest sposób pozyskania  ekspertów, którzy będą pracować dla Enjoy. Otóż pan Johnson zamierza zbudować swoją firmę, zatrudniając pracowników w niepełnym wymiarze czasu, którzy sami będą wybierać godziny swojej pracy. Coś jak Uber, ale z większa stabilnością wykonywanej pracy oraz benefitami, które były do tej pory zarezerwowane jedynie dla zatrudnionych na etat.
Zresztą porównanie do Ubera nie jest przesadą. Johnson komplementuje pseudo-taksówkową firmę, za danie szansy pracowania kiedy się chce. Uznaje to za olbrzymi wkład w rozwój społeczeństwa, gdyż ludzie kochają wolność i pragną pracować na swoich warunkach, a nie siedząc w biurach.

Pracownicy Enjoy mogą liczyć na następujące korzyści: stałe pensje dla pracujących powyżej 25 godzin tygodniowo, dodatkowo płatne nadgodziny, wysokie pięciocyfrowe zarobki roczne, ustawianie własnego harmonogramu pracy i lokalizacji (można pracować wyjeżdżając do innego miasta na wakacje – byleby docelowe miejsce było objęte usługami Enjoy), premie oraz opcje na akcje.

Wszystko to dla pracowników-dostawców gadżetów, gdyż jak twierdzi założyciel: „naszym produktem jest czowiek”. Nie trudno zauważyć, że pomysł Johnsona idzie w przeciwnym kierunku niż cała branża technologiczna, starająca się wyeliminować czynnik ludzki. Od kogoś kto wyrósł w Dolinie Krzemowej oczekiwać by należało, że będzie zatrudniać roboty, aby ograniczyć ludzki kontakt i interakcję.
Jednak Johnson uważa, że dzisiejszy rynek jest nadzorowany przez inżynierów, którzy starają się skroić produkcję pod zamówienia, optymalizując modele zatrudnienia, aby się stały efektywniejsze. On sam wieży, że klienci docenią profesjonalną i ludzką obsługę oferowaną przez Enjoy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook