Góra grosza

Może nie góra, a raczej hałda i nie grosza, a bardziej papierowych jednodolarówek. Dokładniej, ułożona z 1 800 000 000 000 amerykańskich banknotów (1,8 biliona).
Powinna robić wrażenie.

Tyle właśnie gotówki miały na swoich kontach amerykańskie przedsiębiorstwa (z wyłączeniem banków) pod koniec 2014 roku. Zasoby rosną nieprzerwanie od 2006 roku, kiedy to na rachunkach było około 0,7 biliona. Najszybszy wzrost nastąpił tuż po kryzysie 2008 roku, gdy nagle okazało się, że pieniądz jest królem.
Gromadzenie i nieprzerwane powiększanie zasobów pieniądza świadczy, że Ameryka nie wyzbyła się strachu, związanego z kryzysem po upadku Lehmann Brothers. To on dyktuje strategię gromadzenia gotówki na czarną godzinę.
Pomimo niewyobrażalnych bogactw schowanych w bankowych skarbcach, dług przedsiębiorstw - wyrażony wartością wyemitowanych obligacji - również rośnie. W 2006 roku wynosił on 2,7 biliona dolarów, a obecnie – po ośmiu latach permanentnego wzrostu – dochodzi do 6 bilionów. Choć trzeba przyznać, że stosunek ilości gotówki do wielkości zadłużenia pozostał na stabilnym poziomie 30%.

Polityka niskich stóp procentowych zachęca, ale dlaczego pożyczać skoro posiada się gotówkę?
Oczywiście, skoro jest tanio, to należy brać. Ponadto jeśli wróci kryzys, lepiej mieć przy sobie wolne środki.
Są też inne wytłumaczenia.

Okazuje się, że zasoby gotówki są bardzo silnie skoncentrowane w kilkudziesięciu przedsiębiorstwach, takich jak: Apple (178 miliardów dolarów), Microsoft (101 mld), Google (64 mld), Cisco (53 mld), Oracle (45 mld), itd. Pierwsza dziesiątka centusiów uzbierała blisko 0,6 biliona dolarów.
Dodatkowo, większość środków pieniężnych jest trzymana poza granicami Stanów Zjednoczonych. Nawet najbardziej zasobne w gotówkę muszą pożyczać, aby płacić pęczniejące z roku na rok dywidendy.
Sprowadzenie bowiem „zagranicznych” pieniędzy do kraju kosztowało by 35% ich wartości (podatek). Dlatego firmy stosują swoisty „sztuczny powrót gotówki”, polegający na dopasowaniu wzrostu zadłużenia w kraju do przyrostu wolnych środków za granicą.

Cały misterny plan może jednak wziąć w łeb i stać się swoistą pułapką.
Po pierwsze, Rezerwa Federalna (FED) ma zamiar podwyższyć stopy procentowe jeszcze w tym roku. Wówczas zyski udziałowców zaczną topnieć z powodu kosztowniejszej obsłudze długu.
Po drugie, rząd amerykański nie śpieszy się z ustanowieniem wakacji podatkowych, dla wracających z zagranicy pieniędzy. Wzrost stóp procentowych zmusiłby przedsiębiorstwa do sięgnięcia po zamrożoną - do tej pory - gotówkę. Oznaczałoby to 35-cio procentową utratę wartości odłożonych kwot. Jednak bez tego ruchu, zdolność kredytowa koncernów może zostać nadszarpnięta.
Po trzecie, zarówno 35-cio procentowy podatek od góry gotówki czy wzrost kosztów zadłużenia nie będzie entuzjastycznie witany przez posiadaczy akcji, gdyż wpłynie na spadek zyskowności firm, a co za tym idzie na mniejsze dywidendy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook