Mapowanie wirusów
Nie od dziś wiadomo, że najwięksi wrogowie ludzkości są niewidoczni gołym okiem. Mowa oczywiście o bakteriach i wirusach. I o ile dzisiejsza medycyna radzi sobie – dzięki antybiotykom – z większością infekcji bakteryjnych, o tyle w zwalczanie wirusów nie osiągnięto satysfakcjonującej skuteczności.
Tym bardziej cieszą każde odkrycia, które mogą wesprzeć nierówne zmagania. Naukowcy stworzyli nowy test, który może mieć kluczowe znaczenie dla poprawy naszej odporności na wirusy. Stephen Elledge z Harvard Medical School i jego koledzy mogą teraz odtworzyć historię wszystkich wirusów, które kiedykolwiek nas zaatakowały. Wystarczy kropla krwi i ... 25 dolarów. Albo na odwrót.
Badanie krwi na obecność wirusów nową metodą ma dwie zalety.
Na poziomie indywidualnym, informacja o przebytych infekcjach może być kluczowa dla przebiegu leczenia. Na przykład wiele zakażeń wirusem nie daje żadnych objawów. Drobnoustroje chowają się w organizmie przez lata, będąc nieaktywne. Wystarczy jednak osłabienie układ odpornościowego wywołane inną infekcją albo lekami wspomagającymi terapię nowotworową czy przeszczep organów, a uśpiony wirus atakuje. Wcześniejsza znajomość historii zakażeń pozwoli wyeliminować zagrożenie lub przynajmniej przygotować się na nie.
Na poziomie populacji, przy założeniu że wiele osób wykona test, będzie można określić obszary występowania i rozprzestrzeniania się poszczególnych szczepów wirusów. Tak zgromadzone informacje mogą stać się niezbędne w zwalczaniu ognisk choroby i przeciwdziałać powstaniu pandemii. Wystarczy spojrzeć na bieżący problem z infekcjami MERS w Korei Południowej, wywołanymi przez koronowirusa, o którym mało wiadomo, gdyż pojawił się dopiero w 2012 roku, Niedostateczna wiedza na temat sposobu rozprzestrzenienia się zakażenia oraz przeszkody natury komunikacyjnej doprowadziły do powstania epidemii. Nowe testy – szeroko zastosowane – pozwoliłyby opanować sytuację, a ponadto przyspieszyć prace nad szczepionką.
Z technicznego punktu widzenia, do powstania testu ekipa Elledge’a stworzyła swoistą bibliotekę 100 000 fragmentów białek. Zgromadzone białka reprezentują selekcję niemal 1000 szczepów wirusów i powinny być rozpoznawane przez przeciwciała systemu immunologicznego, wywarzane w wyniku kontaktu z tymi wirusami. Raz stworzone są przechowywane w organizmie przez całe życie. Testowe badanie krwi powinno odkryć ich istnienie i powiązać z odpowiednim wirusem.
W momencie gdy duże dawki białek są dodawane do próbki krwi, łączą się z przeciwciałami, a następnie są izolowane. Po analizie kompleksów białkowo-przeciwciałowych otrzymuje się historię wszystkich wirusów, które zainfekowały organizm.
Elledge przeprowadził testy na ponad 500 ochotników ze Stanów Zjednoczonych, Tajlandii, RPA i Peru. Z wyników prób opublikowanych w magazynie Science, wynika że ludzie są narażeni średnio na 10 gatunków wirusów w ciągu życia. Większość z nich powoduje pospolite choroby jak grypa. Warto jednak zwrócić uwagę, że każdy gatunek wirusa ma wiele szczepów.
Największą słabością testu Elledge’a jest brak możliwości wykrycia infekcji wirusem, o którym jeszcze nic nie wiadomo.
Komentarze
Prześlij komentarz