Mężczyźni w pracy

Kultura zachęcająca do spędzania długich godzin na pracy jest szczególnie popularna w wśród mężczyzn. Wydaje się on mieć wiele wspólnego z zawodami, kto kogo przetrzyma. Według badań przeprowadzonych przez holenderskie uniwersytety Maastricht i Erasmusa wynika, że mężczyźni pracujący krócej - niż ich znajomi i przyjaciele - są z tego powodu nieszczęśliwi i dlatego starają się wydłużyć swoje godziny pracy, aby się przynajmniej z nimi zrównać, albo ich przebić.
Raport powstał dzięki dekadzie obserwowania pracujących Holendrów. Analitycy posiadali dostęp do danych: ilości czasu pracy badanych, postrzeganych przez nich czasu pracy osób porównywanych (znajomych i przyjaciół) oraz poziomu odczuwalnego zadowolenia.

Co ważne porównanie czasu spędzonego przez siebie czy innych w pracy nie ma nic wspólnego z byciem produktywnym. Chodzi jedynie o osiągnięcie pewnego statusu. Autorzy badania nazywają go “byciem zapracowanym”.

Ważne odkrycie, że ludzie porównują swoje godziny pracy do innych współpracowników, można wytłumaczyć na kilka sposobów. Po pierwsze, człowiek lubi prowadzić życie stadne. Praca z innymi jest o wiele przyjemniejsza i bardziej produktywna niż w samotności, stąd tendencja do pracy w podobnym wymiarze czasu. Po drugie, ludzie - co do zasady - chętnie podporządkowują się normom społecznym, a obserwowanie czasu pracy innych nadaje się do porównania oczekiwań. Po trzecie, organizacje premiujące bycie widocznym w pracy, sugerują, że status pracusia jest czymś pożądanym. Ci, którym się nie udaje, stają się nieszczęśliwi, więc aby to zmienić - biorą na siebie dodatkowy kierat.
Odkrycie, że mężczyźni, będący nieszczęśliwi z powodu cięższej pracy współpracowników, sami dążą do większej ilości nadgodzin, wskazuje iż decyzja o wzmożonym wysiłku wynika z chęci osiągnięcia pożądanego statusu, co z kolei umacnia jedynie model działalności przedsiębiorstwa, opartej na harówce.

Oczywiście funkcjonowanie w ten sposób jest oderwane od realiów mierzonych produktywnością czy efektywnością. Prowadzi zaś do sytuacji, w której osoby nie poddające się kieratowi nadgodzin, uznawane są za naruszające kulturę firmy. Istnieją liczne dowody, że część zatrudnionych wydłuża sobie godziny pracy, jedynie po to, aby być zauważonymi i przekonać współpracowników, że pracują ciężko, a nawet ciężej niż pozostali. Ci, którzy dostrzegają niedorzeczność sytuacji i odmawiają udziału w wyścigu, karani są pomijaniem przy awansach czy rozdzielaniu premii. 

W szerszym kontekście, nie sposób nie zauważyć, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na granie w nadgodziny. Ogólny przyrost wymiaru pracy sprzyja pogłębieniu nierówności płci. W tradycyjnym modelu rodziny, kobiety - szczególnie zamężne i posiadające dzieci - mają, prócz etatu w firmie, dodatkowe zajęcia domowe, jak sprzątanie, gotowanie czy opiekę nad potomstwem.

Czy istnieje jakieś wyjście z sytuacji, w której pracownicy sami siebie zapędzają do dodatkowej obecności w miejscu zatrudnienia?
Z pewnością są jakieś granice. Jedną jest 24 godzinna doba. Badania wykazują, że dodatkowy czas pracy, ma negatywny wpływ na jakość życia. Z tego wynikałoby, że naprawdę trudno jest uświadczyć prawdziwych pracoholików.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook