Patrząc poza Chiny

Możliwości produkcyjne chińskiej branży tekstylnej i odzieżowej są na tyle zaawansowane, i nadal stosunkowo tanie dla amerykańskich marek, że na obecną chwilę nie istnieje dla nich wiele poważnych alternatyw. Jednak chińskie koszty produkcji zaczynają poważnie rosnąć, dlatego Amerykanie już rozglądają się za innymi opcjami. Z oczywistych względów zainteresowani są pozostaniem w regionie, dlatego rozważane są kraje jak Wietnam, Indie i Indonezja. Co ciekawe klika marek odzieżowych planuje nawet wrócić do USA.

Biorąc pod uwagę najnowsze badania, przeprowadzonych przez Shenga Lu, adiunkta z Uniwersytetu Rhode Island – na zlecenie Amerykańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Modowego, jasno widać planowane przez branże zwiększenie lub zmniejszenie zaangażowania w konkretnych państwach.
W ciągu najbliższych lat amerykańskie marki oczekują znacznego zmniejszenia roli Chin, z korzyścią dla innych krajów regionu, jak Indonezja, Bangladesz, Indie, a przede wszystkim Wietnam.

Obecnie Stany Zjednoczone importują niemal całą odzież z zagranicy – 97,5% według Amerykańskiego Stowarzyszenia Odzieżowego i Obuwniczego. Największy udział ma oczywiście chińska produkcja. Solidna chińska branża odzieżowa produkuje większość światowego poliestru i tkanin bawełnianych. Z tego między innymi powodu łatwiej produkować w Chinach. Nawet fabryki wietnamskie muszą importować chińskie tekstylia, aby szyć ubrania. Jednak zmianę trendu już widać, bo Indie są gotowe do detronizacji Chin w produkcji bawełny jeszcze w tym roku. Tym bardziej jakiekolwiek ruchy, zmieniające lokalizację zakładów produkcyjnych, będą miały olbrzymie znaczenie dla gospodarek konkretnych państw. Dlatego między innymi Indie, jako główny producent surowca, są brane pod uwagę, jako nowy lider branży odzieżowej – obok Wietnamu.
Z badań amerykańskich marek odzieżowych wynika, że póki co nie chcą one opuszczać Chin, zaś otwarcie na inne kraje, ma im gwarantować jedynie – jak same podkreślają - bezpieczną dywersyfikacje.

Warto wspomnieć, że do tej pory wydawało się, że naturalnym liderem w produkcji odzieżowej i w absorbowaniu zakładów z Chin będzie Bangladesz. Jednak niestabilna sytuacja polityczna oraz seria skandali z wykorzystywaniem do pracy dzieci, czy zwrócenie uwagi zachodnich konsumentów na urągające warunki pracy, znacznie obniżyły notowania tego państwa. Firmy amerykańskie są coraz bardziej wyczulone na kwestie traktowania robotników w Krajach Trzeciego Świata, gdyż każda afera wykryta przez media od razu uderza w ich wizerunek. Powiedzmy też szczerze, że kwestie poprawy warunków pracy i płacy nie wpłyną na przeniesienie produkcji z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Świadomość, że taka możliwość istnieje już świta w głowach prezesów, właścicieli marek odzieżowych, ale w sferze realizacji – pozostaje czysto deklaratywna.

Z powyższych informacji wynika jednak smutna konstatacja dla Polski i pomysłu budowania stabilnej gospodarki poprzez przyciąganie zachodnich zakładów produkcyjnych na podstawie niskich kosztów produkcji (czytaj pracy). Chiny były przez lata światową fabryką wszelkiego rodzaju towarów, gdyż zapewniały kompleksowość: dostęp do surowca, wytwarzanie półproduktów oraz finalnych wyrobów. Wszystko to przy niskich kosztach pracy. Wystarczyło jednak przebudzenie się chińskich robotników i ich walka o wyższe zarobki, a już globalne marki rozglądają się po okolicy, szukając – niby w celu dywersyfikacji zagrożenia – gdzie uda się wytwarzać taniej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook