W odpowiedzi na artykuł prasowy
W dniu dzisiejszym na portalu gazeta.pl został umieszczony artykuł Witolda Gadomskiego pt. "Precz z biadoleniem nad prekariatem".
Całość tekstu można przeczytać tu:
http://wyborcza.pl/1,75968,
Jako, że jestem zainteresowany problemem polityki gospodarczej, po przeczytaniu w/w artykułu podjąłem się polemiki, publikując komentarz pod tekstem. Poniżej można przeczytać treść mojego wystąpienia.
Szanowny Panie Redaktorze,
Proletariat to nie tylko Rewolucja Październikowa i powstanie państwa represji.
Gdyby nie ruchy robotnicze nie miałby Pan 5-cio dniowego tygodnia pracy z 8-mio godzinnym dniem pracy. Nie, kapitaliści tego sami z siebie nie dali. Amerykanie świętują swój Dzień Pracy, dla którego podstawą była demonstracja robotników w Toronto, domagających się ograniczenia czasu pracy do 52 godzin tygodniowo. Przedstawiciele właścicieli fabryk odrzucili petycję jako absurdalną.
Dzisiejsze warunki pracy na etacie, to z jednej strony strach przed rewolucją proletariacką na zachodzie Europy oraz ciężko wywalczone przywileje robotników w wyniku lat protestowania i układania się z kapitalistami, właścicielami przedsiębiorstw. Ani samo nie przyszło, ani nikt z dobroci serca nie dał.
My w Polsce przyszliśmy na gotowe. Nie ma u nas tradycji ruchów robotniczych o lepsze warunki pracy i wyższe pensje. Nasz ruch robotniczy miał charakter narodowy i niepodległościowy. Nie neguję jego osiągnięć sam z nich korzystam, ale zbyt szybko przeszczepiliśmy sobie spuściznę intelektualną neoliberałów, widzących w masach pracujących motłoch o nieokiełznanych apetytach.
Gospodarka od czasów ś.p. Adama Smitha zmieniła się nie do poznania. W myśl teorii, przedsiębiorca, który dobrze prosperuje zatrudnia nowych ludzi, rozwija produkcję. Dzięki temu, na bogaceniu się jednostek zyskuje cała wspólnota lokalna.
Jednak te czasu odeszły do lamusa historii. Celem nie jest praca dla samej pracy, ale dla zysków. A zyski nie koniecznie trzeba osiągać rozwijając produkcję, można też obcinać koszty. Dzisiejszy przedsiębiorca, nawet nie mówię o polskim, ale np. amerykańskim, nie musi rozbudowywać fabryki w USA. Bez trudu znajdzie odpowiednie środowisko gospodarcze w kraju trzeciego świata, gdzie będzie mógł produkować swoje dobra, płacąc ułamek amerykańskiej pensji.
Ludzie młodzi są niecierpliwi. Zawsze tak było, że chcą szybko osiągnąć poziom życia rodziców, a aspiracje podpowiadają dalsze cele. Jednak nie wszyscy marzą o willi pod miastem i SUVie w garażu. Niektórzy woleliby spokojną pracę, bez szarpania się. Bez wielkich metraży i wakacji all inclusive. Być może trzeba im mówić, że aby awansować w firmie trzeba przepracować wiele lat, pnąc się po szczeblach kariery. Trzeba do tego ciężkiej pracy, systematyczności i samokształcenia. Tego z pewnością brakuje w procesie edukacji.
Jednak nie sposób nie zauważyć, że pracodawcy mają przykrą tendencję do przenoszenia kosztów pracy na zatrudnionych. Po co płacić składki emerytalne, rentowne czy zdrowotne, skoro znajdzie się, ktoś kto jako niezależny wykonawca z nich zrezygnuje?
Po co wiązać się - przy niestabilnej sytuacji gospodarczej (czy kiedykolwiek była inna?) - umową pracy, skoro można wszystko obejść łatwą umową cywilno-prawną.
Ta rzesza ludzi, którym każe Pan przestać się mazgaić i wziąć się w garść, to Pana koledzy i koleżanki z pracy, którzy nie mieli szczęści urodzić się wcześniej i dostać na etat.
Teraz etat to przywilej. Niech Pan poda powód do zatrudnienia darmowego stażysty, który swoją pracą wypełnia etat w Pana firmie. Zacznie się domagać? Za obietnicę zdobycia doświadczenia kilku czeka na jego miejsce. Naprawdę TAKIEJ konkurencyjności oczekujemy?
Dobrze wiemy, że wielkie imperia opierały się na pracy niewolniczej, ale dziś żyjemy w erze humanizmu i doceniania człowieka. Jak Pan godzi w swoim sumieniu bycie liberałem i opis pracy szwaczek z Bangladeszu, które szyją Pana koszule?
Czy naprawdę chce Pan żyć w kraju, na świecie, gdzie ludzie będą z zazdrością patrzeć na uprzywilejowanych nielicznych. Nie czuje Pan niepokoju. Naprawdę nie wie Pan do czego są zdolni zdesperowani ludzie?
Dawno temu pewien - znany też Panu - przedsiębiorca amerykański, Henry Ford, wpadł na genialny i bardzo prosty pomysł. Aby zwiększyć sprzedaż swoich produktów, zbudował prosty model, podniósł płace załodze i wprowadził system płatności w ratach. Dzięki temu zyskał nowe grono konsumentów i prawdopodobnie zmienił losy transportu z kolejowego na samochodowy.
Dzisiejsi przedsiębiorcy przenosząc produkcję poza kraj, a często i kontynent zubażają wspólnoty lokalne i państwa. Znikają podstawowe miejsca pracy, znikają usługi towarzyszące, spadają wpływy z podatków. Tylko przedsiębiorcy więcej zarabiają, ale ze szkodą dla wielkości sprzedaży, bo nawet tańszych produktów z zagranicy nie kupią lokalni bezrobotni. Dobrze płatne miejsca pracy wyparowują, a na ich miejsca pojawiają się gorzej płatne w usługach. Tak nie może działać gospodarka krajów rozwiniętych.
Potrzebna jest edukacja, że nie wszystko co tanie ma sens, że czasem lepiej zapłacić więcej i kupić mniej, aby lokalni producenci mogli zatrudniać ludzi z swojej okolicy.
Korporacje generują problemy społeczne, ale nie czują się w obowiązku niczego w tym względzie robić. Potrzebne jest wsparcie państwa, a nawet państw, aby sytuację gdy zyski są indywidualizowane, a koszty uspołeczniane, doprowadzić do równowagi.
Życzę Panu, i sobie, żeby nowe pokolenie, dla których prekariat to codzienność, znalazło sposób, aby odwrócić tendencje światowej gospodarki.
Komentarze
Prześlij komentarz