Dewaluacja a'la Chiny

Z założenia miałem opisywać na blogu jedynie wydarzenia, które zeszły z radaru głównemu nurtowi polskich mediów. O podwójnej dewaluacji chińskiego juana z pewnością nie można tego powiedzieć. Trwożna wieść zagościła w prime time'ie wszystkich kanałów informacyjnych.

Przede wszystkim to zdarzenie ma niebagatelny wpływ na całą światową ekonomię, jako że - gwoli przypomnienia - Chiny to druga potęga gospodarcza globu, trzymająca żelazną ręką swoją walutę (do tej pory).

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę co to wszystko oznacza.
Jak to mówią ekonomiści, to zależy dla kogo.
Prowadzenie chińskich przedsiębiorstw importujących wszelkiego rodzaju dobra staje się bardziej kosztowne.
Równie niekorzystanie sytuacja wpłynie na międzynarodowych sprzedawców w Chinach, gdyż spadnie siła nabywcza, a więc i dochody. To uderza przede wszystkim w dobra luksusowe.
Przy imporcie towarów z Chin, koszty przedsięwzięcia spadną.
Pracownikom Amerykańskiej Rezerwy Federalne, którzy już mięli zamiar podwyższać stopy procentowe sytuacja skomplikuje życie. W grę wchodzą ponowne analizy.
Ministrowie finansów wszystkich krajów rywalizujących na rynkach z dobrami z Chinami, muszą się przygotować na silne uderzenie w gospodarkę ze strony presji na lokalne waluty.

Z drugiej strony, posunięcie chińskiego banku centralnego, aby oddać więcej kontroli nad walutą rynkowi, jest od dawna zalecany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Polityka uwalniana juana - zwanego też renminbi - pozwoli IMF na dodanie chińskiej waluty do koszyka światowych rezerw walutowych. Niby nic praktycznego, ale zawsze zwiększa prestiż jednostki pieniężnej. 

Pierwotny szok na rynkach prawdopodobnie nie trwałby dłużej, niż jeden - góra dwa dni. Ale oto dziś rano chiński bank centralny powtórzył manewr dewaluacyjny. Rynki znów się reagują paniką. Ciekawe czy do trzech razy sztuka?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook