Ameryka nie oszczędza
Ruch “Occupy Wall Street” czy książka Piketty’ego na temat kapitału w XXI wieku powoli budzi w Amerykanach świadomość, że coś ich pięknym kraju idzie nie tak jak powinno.
Okazuje się, że istnieje liczna grupa dobrze zarabiających pracowników najemnych, którzy nie są w stanie zbudować żadnego majątku. Do tej pory sytuacja finansowa, charakteryzująca się przeżywaniem od pierwszego do pierwszego, była przypisywana osobom z najniższym uposażeniem. Tymczasem okazuje się, że coraz liczniejsza część klasy średniej wyższej - od 75 do 100 tysięcy dolarów rocznego dochodu - nie posiada żadnego zabezpieczenia na wypadek utraty pracy czy przejścia na emeryturę.
Przyglądając się danym, dotyczącym finansów osobistych, przygotowanych na potrzeby Rezerwy Federalnej, widać, że klasa średnia - dochody od 50 do 75 tysięcy dolarów oraz klasa średnia wyższa - od 75 do 100 tysięcy dolarów rocznie (w wieku od 40 do 55 lat) posiada majątek w wysokości mniejszej, niż roczne wynagrodzenie. Od lat 90-tych zanotowano wprawdzie znaczący wzrost średniej wielkości majątków osobistych - o blisko 100%, ale był on raczej związany z likwidacją obowiązkowego ubezpieczenia emerytalnego świadczonego przez pracodawcę i spopularyzowanie oszczędności osobistych - znanych jako plan 401 (k). Gdyby z obliczeń wykluczyć prywatne plany emerytalne szybko okazałoby się, że wartość majątków amerykańskiej klasy średniej przyrasta w bardzo małym stopniu. Wartość aktywów klasy średniej wyższej powiększyły się w 2013 średnio o 12 000 dolarów, dla drugiej grupy (50-75 tysięcy dolarów) wyniki są jeszcze bardziej dramatyczne - jedynie 3 200 dolarów.
Pełny obraz finansów klasy średniej będzie odmalowany w jeszcze bardziej posępnych barwach, jeśli się weźmie pod uwagę poziom zadłużenia. Jeszcze przed rokiem 1990 stosunek zadłużenia do dochodów dla klasy średniej wynosił 18%, a klasy średniej wyższej 24%. Pod koniec 2013 te proporcje wzrosły dramatycznie, odpowiednio do poziomu 38% i 36%. Dla większości dług jest związany głównie z kredytami hipotecznymi, ale niebagatelnym obciążeniem (ciągle rosnącym) stają się pożyczki studenckie. Kryzys 2008 roku pokazał dobitnie, że ryzykowne proporcje pomiędzy dochodami, a długiem stanowią główna przyczynę utraty dachu nad głową, wraz ze zwolnieniem z pracy.
Brak oszczędności w sytuacji zagrożenia lub przy przejściu na emeryturę, powoduje gwałtowne cięcie wydatków. Jest to sytuacja bolesna nie tylko dla indywidualnego gospodarstwa domowego, ale - w szerszej perspektywie - także dla całej gospodarki
W Stanach Zjednoczonych powtarza się jak mantrę, że dobry stan ekonomii zależy od wydatków gospodarstw domowych. W tym sensie ich duży poziom zadłużenia ma procentować boomem gospodarczym. Ale to nieprawda. Pobudzanie wydatków konsumenckich kredytami, nie świadczy o zdrowiu ekonomii państwa. O jej sile stanowi wytwarzanie i budowanie, a nie konsumpcja.
Komentarze
Prześlij komentarz