Dlaczego kobiety nie rządzą w korporacjach?
Na początek: truizm: kobiety są w zdecydowanej mniejszości na najwyższych piętrach korporacji.
Dlaczego?
Dwie badaczki, Hermina Ibarra i Otillia Obodaru, postanowiły przeanalizować tysiące ocen 360 stopni, zebranych w ramach programu szkolenia najwyższej kadry zarządzającej instytutu Insead, w ciągu pięciu lat.
Celem kwerendy było znalezienie wszystkich cech, wskazanych przez oceniających, w których kobiety otrzymały gorsze noty od mężczyzn, aby uzasadnić przyczynę braku awansu na najwyższe posady. Ku zaskoczeniu badaczek, okazało się, że kobiety – jako grupa – przyćmiły mężczyzn w większości mierzonych atrybutów przywódczych.
Był tylko jeden wyjątek – jak się okazało – przeważający. Kobiety były postrzegane (słowo-klucz: postrzegane) - czyli pozostali oceniający uważali je - za mniej wizjonerskie. Definicja bycia wizjonerem: zdolność do rozpoznania nowych szans oraz zagrożeń w otoczeniu i zaproponowanie strategicznych kierunków rozwoju dla przedsiębiorstwa.
Przy głębszej analizie zgromadzonych dokumentów okazało się, że brak zdolności przewidywania jest zarzucany kobietom przez mężczyzn, będących na tym samym poziomie. Kobiety podsumowujące panie, oceniały ten sam atrybut wyżej niż u mężczyzn.
Panie Ibarra i Obodaru nakreśliły trzy możliwe powody, dla których kobiety nie awansują z powodu braku wizjonerstwa. Pierwszy jest związany z odmiennym, bardziej organicznym stylem zarządzania, które skupia się na wspólnym wyznaczaniu i dążeniu do określonych celów. Tym samym brak wyrazistości w kobiecych wizjach. Druga przyczyna odnosi się do sposobu egzystowania kobiet w biznesie. Wiedząc, że muszą one opierać swoje analizy na liczbach i faktach, panie stąpają mocniej po ziemi, niż mężczyźni. Stąd mglista i niesprawdzona wizja przyszłości jest dla nich nie do pomyślenia. Trzeci powód może wynikać, z różnych postaw w stosunku do rzeczywistości. Kobiety po prostu nie cenią zdolności przewidywania, jako krytycznej cechy przywódczej. Większą dumę czerpią z praktycznego rozwiązywania codziennych trudności.
Nie na darmo Margaret Thatcher mówiła: „Jeśli chcesz mieć coś powiedziane, poproś mężczyznę, jeśli zrobione – kobietę”.
W trakcie przeprowadzonych analiz, badaczkom udało się obalić jeszcze dwa stereotypy, dotyczące kobiet na wysokich stanowiskach.
Przede wszystkim okazało się, że nie istnieje „efekt skromności”. Wieść gminna niesie, że kobiety gorzej radzą sobie z samooceną, zaniżając osiągnięcia i marginalizując doświadczenia. Nic bardziej mylnego. Przy analizowaniu wyników samoocen, okazało się, że w 4-ech na 14-cie cech kobiety wystawiły sobie lepsze oceny, niż mężczyźni. W pozostałych 10-ciu wyniki były zbliżone.
Według innego stereotypu, kobiety będące na stanowiskach kierowniczych, źle oceniają inne panie, którym udało się zajść równie wysoko w korporacji. Przyjęło się uważać, że jest to przejaw braku solidarności płciowej - tak popularnej wśród mężczyzn. Inni interpretują zjawisko jako zagrożenie z powodu możliwości pojawienia się ewentualnej konkurencji. Wszystkim przecież wiadomo, że w zarządzie jest miejsce tylko dla jednej kobiety. Tymczasem analiza ocen 360 stopni pokazuje niezbicie, że kobiety lepiej oceniają zdolności zarówno mężczyzn, jak i kobiet będących na tym samym szczeblu organizacji (choć opinie pań o paniach są lepsze). To proszeni o osąd mężczyźni są bardziej krytyczni w stosunku do pozostałych mężczyzn.
Komentarze
Prześlij komentarz