Kłopoty amerykańskiego systemu szkolnictwa wyższego

Obecnie istnieje około 5 300 szkół wyższych i uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, począwszy od szkół kosmetycznych, aż po Harvard i Stanford. W całości tworzą „amerykański system szkolnictwa wyższego”, ale daleko im do jakiejkolwiek formy zorganizowania. W rzeczywistości to raczej 5 300 księstw udzielnych.

Mimo to amerykańskie szkolnictwo wyższe nadal budzi zazdrość całego świata. Szczególnie, że zagranica patrzy na amerykańskie studia z perspektywy kilkudziesięciu najpopularniejszych uczelni. Prawdziwy obraz edukacji daleki jest od idylli.

Koszty studiowania rosną w sposób niekontrolowany, a jakość nauki gwałtownie spada. Maleje odsetek kończących naukę dyplomami, wzrasta poziom obciążenia kredytami studenckimi, na dodatek coraz mniejsza ilość absolwentów może znaleźć pracę.

Amerykański system szkolnictwa wyższego jest silnie subsydiowany. Uczelnie otrzymują setki milionów dolarów dotacji bezpośrednich (wpłat dobrowolnych, program wspierania przez alumnów) oraz pośrednich (ulgi podatkowe). Jedynym wymaganiem, aby uzyskać dostęp do tych funduszy, to bycie instytucja akredytowaną, w ramach systemu kontrolowanego przez same uczelnie. Dzięki powyższemu schematowi finansowania, bardzo trudno jest upaść nawet tym najmniej popularnym instytucjom.

Dodatkowo ponieważ nigdy nie powstał federalny system edukacyjny, który nadzorował by rozwój i finansowanie szkół wyższych, tworzenie nowych uczelni odbywało się w sposób przypadkowy i chaotyczny. Obecnie większość instytucji jest skoncentrowana na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych, podczas gdy największa populacja studentów znajduje się na południowym zachodzie.

Tymczasem rząd federalny postanowił przejść do ofensywy ustawodawczej w celu odzyskania kontroli nad szkolnictwem wyższym. W przypadku wielu uczelni rządowe dotacje sięgają 90% przychodów. Dodatkowo federalna lub stanowa kasa wspiera granty, pożyczki czy fundusze badawcze. Patrząc tylko z tego punktu widzenia, rząd powinien mieć większy wpływ na wydawanie pieniędzy przez szkoły wyższe.

Pierwszym planowanym krokiem ma być przegląd istniejących instytucji. Drugim zamykanie lub łączenie w większe, tych których kondycja finansowa oraz mała popularność wśród studentów, nie rokuje na przyszłość. Obecne podejście władz stanowych jest różnorodne. Niektóre – jak Georgia - starają się wzmocnić najsilniejsze uczelnie, poprzez łączenie kampusów uczelnianych w odpowiedzi na spadające wydatki edukacyjne. Z kolei dużo stanów, jak Pensylwania czy Maine, chowa głowę w piasek i pozostawia gęstą sieć prywatnych i stanowych szkół wyższych, pomimo spadku nakładów, jak i malejącej ilości studentów.

Jak już wspominałem zamykanie szkół wyższych jest bardzo rzadkim przypadkiem, ponieważ absolwenci nie chcą, aby uczelnie traciły swoją tożsamość, a władze – szczególnie lokalne – nie mają zamiaru być kojarzone z niepopularnymi decyzjami.

Czasami jednak – dobrze przeprowadzone – połączenie uczelni, może nie tylko uchronić je przed upadkiem, ale także wzmocnić, tworząc większą instytucję edukacyjną.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook