Mroczna Dolina Krzemowa

Większości śmiertelników Dolina Krzemowa jawi się jako baśniowa kraina. Technologicznie zaawansowaną, kipiącą energią i pomysłami. Nastawioną na konkurencję, wymianę myśli i idei oraz pełną pionierskiego zapału, tak potrzebnego przy tworzeniu Nowego Wspaniałego Świata.

Rzeczywiście, wydarzenia dziejące się w Kalifornii mogą przyprawić o zawrót głowy. Kolejne startupy powstałe z pomysłu, kończą na wartych miliardy dolarów przedsiębiorstwach. Ten nowy świat, gdzie do pracy można przyjść w bluzie z kapturem i japonkach, a brak sformalizowanej struktury firmy ma zapewnić jej przejrzystość oraz skłaniać do wymiany uwag i pomysłów skrywa swoje grzeszki, które ni jak przystają do wyobrażeń o wolności i otwartości.

W świecie Doliny Krzemowej głośnym echem odbił się proces wytoczony przez Ellen Pao, swojemu byłemu pracodawcy, firmie gromadzącej venture capital do finansowania startupów, Kleiner Perkins Caufield & Byers. Powodem starcia w sądzie były zarzuty o dyskryminację ze względu na płeć, co miało się objawiać: krytyką ze strony kolegów za zbyt agresywne zachowanie, niezapraszaniem na imprezy firmowe oraz odwet za zakończenie romansu z żonatym partnerem w KPCB. Ellen Pao przegrała sprawę, ale rzuciła ona nieco światła na kwestię seksizmu w Dolinie Krzemowej.

200 kobiet zatrudnionych w Dolinie Krzemowej (na stanowiskach kierowniczych i menadżerskich), ujawnia - w najnowszej ankiecie - jak są traktowane ze względu na swoją płeć.
Okazuje się, że 84% została poinformowana przez swoich kolegów wprost, że jest zbyt agresywna. Co więcej w firmach panuje opinia, że kobiety na stanowiskach mogą być uległe, albo apodyktyczne. Nie ma stanu pośredniego.

2/3 pań czuło się wykluczonych ze społeczności firmowej ze względu na swoją płeć, gdyż pewne spotkania czy imprezy po pracy były zarezerwowane jedynie dla mężczyzn.

Z kolei 88% kobiet, zatrudnionych w firmach venture capital, na spotkaniach z inwestorami czy prezesami startupów była pomijana w dyskusji. Ankietowane dodawały, że nie obce są im sytuacje, w których klient zwracał się do ich podwładnego – myśląc, że ten ma wyższe stanowisko.

3/4 kobiet było pytane o stan cywilny oraz ilość dzieci podczas spotkań rekrutacyjnych. Panie stykały się z jawnie seksitowskimi uwagami, że bycie w ciąży lub posiadanie dzieci oznacza jedynie obciążenie dla ich kariery.

Wśród zatrudnionych w Dolinie Krzemowej pań często słyszy się historie o byciu stawianą w – oględnie pisząc – niekomfortowej sytuacji przez szefów, współpracowników czy klientów. Obietnice awansu czy podpisania kontraktu za seks są na porządku dziennym.
Mimo, że przypadki molestowania seksualnego towarzyszą wielu wypowiedziom ankietowym, tylko nieliczne znajdują swój finał w sądzie. Panie wskazują, że żałują decyzji o ukrywaniu podobnych sytuacji i nie zgłaszaniu ich w działach HR, ale – jak podkreślają – nie miały świadomości, co do skali zjawiska.

Jak widać Dolina Krzemowa, która miała szansę stania się zalążkiem czegoś nowego, jest w zasadzie powielaniem starego tylko z nowocześniejszym makijażem. Rewolucja technologiczna nie przekłada się na myślenie o lepszym, równiejszym społeczeństwie. Pewnie będzie na to czas, jak już wszyscy się dorobią i postawią swoje szklane domy.
Do zobaczenia w krainie Nigdy-nigdy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook