Nauki ścisłe i kobiety
Wiele kampanii reklamowych, korporacyjnych - ale też społecznych – zakłada, że kobiety będą zainteresowane naukami ścisłymi jedynie wówczas, gdy powiąże się zachętę z rolami płciowymi.
Dwa przykłady.
Reklama IBM „Zahakuj swoją suszarkę”, sugerująca że kobiety mogą wykorzystać swoją wiedzę, do rozwiązywania problemów o ile są one związane z urządzeniami kosmetycznymi. Fala krytyki, jaka spadła na korporację, była zasłużona, zmuszając IBM do przeprosin i wycofania się rakiem, ale to i tak nic w porównaniu z pasztetem upichconym przez Komisje Europejską. Spot „Nauka: dziewczęca rzecz!” jest tak koszmarnie kiczowaty i seksistowski, że aż trudno sobie wyobrazić, iż mógłby zachęcić którąkolwiek kobietę do podjęcia studiów na politechnice.
Problem różnorodności w nauce istnieje i skoczne, różowe reklamówki, czy filmy z fruwającymi suszarkami w żaden sposób go nie rozwiążą. Dane statystyczne dla amerykańskich uczelni pokazują, że odsetek kobiet studiujących nauki ścisłe w ciągu ostatniego dziesięciolecia jest praktycznie stały i oscyluje wokół 18%.
Nie da się przyciągnąć większej ilości dziewczyn na politechniki traktując je protekcjonalnie. Różowe mikroskopy czy inspirujące historie o Marii Skłodowskiej-Currie nie zachęcą studentek. Lepiej, żeby szkoły i uczelnie zaczęły mierzyć się z seksizmem, który każe nauczycielom wygłaszać komentarze w stylu: „nieźle policzone, jak na dziewczynę” albo oceny takie jak: „kobiety nie mają głowy do liczb”.
Ciekawe rozwiązanie, choć bardzo radykalne, sugeruje Geoff Potvin, badacz ze stanowego Uniwersytetu Florydy. Proponuje on studentkom: klasy jednopłciowe, w których zajęcia prowadzą jedynie kobiety (uznane autorytety w swoich dziedzinach) oraz spotkania – w ramach studiów – z kobietami, które odniosły sukces w danej dziedzinie. Ciekawy efekt osiągnięto w kilku liceach, w których odbywały się spotkania z kobietami, odnoszącymi sukces w naukach ścisłych. Zaobserwowano znaczący wzrost zainteresowania uczennic studiowaniem na politechnikach.
Potin twierdzi, że wiele ograniczeń wynika z naszej kultury. Słysząc podczas wykładu seksistowską uwagę typu „kobiety nie są zainteresowane zrozumieniem, jak działa świat”, nie powinno się – jak to często ma miejsce – przechodzić nad nią do porządku dziennego, ale za wszelką cenę kwestionować jej prawdziwość. Wówczas studentki zrozumieją, że komentarz dotyczy osoby, która go wygłasza, a nie ma być rodzajem ciągle towarzyszącego dyskomfortu, że jest się nie na swoim miejscu, studiując nauki ścisłe. Obalanie seksistowskich komentarzy jest tak samo ważne jak negowanie ustalonych prawd, sprzyja krytycznemu myśleniu i pcha naukę do przodu. Z kolei obcowanie z kobietami, które odniosły sukces i mogą nie tylko nauczyć, ale też podpowiedzieć następne kroki w karierze, otwiera przed studentkami realną ścieżkę kariery.
Nie wiem, czy proponowane rozwiązania idą w dobrym kierunku. Genderowe postrzeganie ról kobiety i mężczyzny ma to do siebie, że wynika z naszych kulturowych uwarunkowań i tradycji. Możemy liczyć na to, że – drogą ewolucji – przykład kobiet, odnoszących sukces w naukach ścisłych, zachęci liczniejsze grono uczennic do studiowania na politechnikach. W ten sposób - za klika pokoleń - odsetek studentek dobrnie do poziomu 30-40%. Można też zrobić coś bardziej radykalnego. Przestać wmawiać połowie społeczeństwa, że się do czegoś nie nadaje i zacząć naukę na serio.
Komentarze
Prześlij komentarz