Świat zakupów online

Był taki moment na przełomie XX i XXI wieku, gdy wydawało się, że zakupy online i sklepy internetowe w szybkim tempie wyprą tradycyjne placówki handlowe. Charakterystycznym przejawem tej rywalizacji był pojedynek księgarni Barnes & Noble z Amazonem, który odbierał klientów i udziały rynkowe. Pamiętam wyjątkowo optymistyczne raporty o rozwoju e-handlu w wydaniu firmy konsultingowej EY, które zwiastowały, że do 2008 roku połowa sprzedaży detalicznej będzie się odbywać w internecie.

Tak się wówczas nie stało. Po pęknięciu bańki internetowej ze wszystkich zeszło powietrze. Kilka prężnych firm, które miały podbić rynki handlu on-line zbankrutowało. EY zawiesiło nawet wydawanie raportu, dotyczącego e-handlu. Wszyscy zrozumieli, że nie ma drogi na skróty i nie da się zbudować w szybkim czasie internetowej przeciwwagi dla gigantów handlu detalicznego. Sklepy tradycyjne odetchnęły z ulgą, uznając że konkurencja z sieci nie jest dla nich groźna. Tylko nieliczni wyciągnęli wnioski z pierwszego starcia i zaczęli otwierać podwoje w sieci. Istniała całkiem poważna obawa przed kanibalizacją własnych kanałów sprzedaży z powodu wprowadzenia zakupów online. W tym samym czasie właściciele sklepów internetowych zrozumieli, że własna witryna i przejrzysty serwis nie gwarantują zysków. Potrzebna jest budowa zaplecza logistycznego i sprawna obsługa klienta.

W końcówce 2015 roku nastały ponure czasy dla wielu tradycyjnych detalistów. Amerykańska sieć Macy’s będzie zmuszona do zamknięcia 5% swoich sklepów i zwolnienia części pracowników, z powodu spadku wyników sprzedaży. Akcje Gapa spadły w ciągu roku o 50%. Sezon wakacyjny nie przyniósł otuchy wielkim graczom rynku odzieżowego. Zarówno wspomniane już Macy’s i Gap, a także Uniqlo oraz Zumiez raportują spadki sprzedaży. Na domiar złego zima za Oceanem jest wyjątkowo lekka, co dalej drenuje przychody największych firm odzieżowych.

Mimo spadku sprzedaży w sklepach, wzrosła ona on-line. Nawet Macy’s raportował, że pobił swój dotychczasowy rekord sprzedaży przez internet, wypełniając 17 milionów zamówień w ciągu listopada i grudnia. Tymczasem prawdziwym królem jest Amazon, który również bije swoje rekordy, na przykład w trakcie Cyfrowego Poniedziałku sfinalizował 23 miliony zamówień. 

Łatwo zrozumieć dlaczego tradycyjni detaliści muszą się otworzyć na e-handel. Amerykańskie przychody ze sprzedaży wzrosły w ciągu sezonu świątecznego o blisko 8%. Sprzedaż internetowa w tym samym czasie rozwinęła się o 20%. Oczywiście nadal jeszcze daleko do sytuacji, gdy sklepy online będą generowały połowę wartości handlu detalicznego. Póki co dochodzą do 15% udziałów w skali roku (wyłączając artykuły spożywcze), ale w gorących okresach przedświątecznych dystans między detalistami online i tradycyjnymi znacznie się skraca.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook