Trawka czy piwo?
Producenci piwa postanowili dołączyć do przeciwników legalizacji marihuany przez kolejne stany Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie robią tego z obawy o mieszkańców, ale z pobudek czysto merkantylnych. Przyczyną jest zagrożenie, że trawka okaże się dla alkoholu, bezpieczniejszą i zdrowszą z alternatywą.
Piwo już konkuruje z winem i cięższymi alkoholami, o konsumentów, którzy pragną lekkiego szumu w głowie. Teraz w raz z pojawieniem się w czterech stanach (kolejne sześć będą głosować w tym roku) rekreacyjnego spożywania cannabisu, rywalizacja się zacieśnia.
Patrząc na suche liczby, producenci małego jasnego nie powinni się niepokoić. Sprzedaż piwa przyniosła 101 miliardów dolarów, a marihuany zaledwie 2,7 miliarda. Oczywiście wyniki branży piwnej są stabilne od lat, zaś w przypadku trawki – jak przy każdym młodym rynku – dynamika jest zawrotna. Przychody rosną z roku na rok o ponad 70%. Japoński bank inwestycyjny Nomura, zakłada że do 2020 zobaczymy wyniki dwucyfrowe, ale nie bardzo wiadomo czy są to szacunki dla obecnie otwartego rynku czy też estymacje dotyczą również kolejnych, dołączających się stanów.
Obawy browarników mogą się wydawać przesadne, ale to właśnie temat legalizacji marihuany i towarzyszące mu zagrożenia rozgrzewał uczestników dorocznego Szczytu Przemysłu Piwnego. Mimo, że brak decydujących danych, które jasno by pokazywały, że legalna trawka jest konkurencją dla piwa, branża przygotowuje się na najgorsze. Kluczową sprawą dla obu używek jest rozstrzygnięcie, która z nich jest bardziej zdrowa, a przynajmniej która mniej szkodzi konsumentom.
Gdyby okazało się, że wynik jest pozytywny dla marihuany, byłby to poważny argument wspierający proces legalizacji w kolejnych stanach.
Temat może się wydawać nieco egzotyczny, ale Amerykanie lubią podejmować decyzje na podstawie badań i analiz. Jeśli by się okazało, że miękkie narkotyki są zdrowszą alternatywą dla alkoholu, wówczas zmiany w nastawieniu rządów mogą mieć charakter bardziej globalny.
Komentarze
Prześlij komentarz