Uczelnie na cenzurowanym

Amerykański rząd postanowił się wziąć za tykającą bombę, jaką stanowi bilionowej wielkości zadłużenie studentów. Aktywność władz jest zrozumiała, gdyż to federalny Departament Edukacji, jest odpowiedzialny za udzielanie kredytów studenckich. Przede wszystkim rozpoczęto od rygorystycznych dochodzeń w sprawie nieuczciwych praktyk rekrutacyjnych uczelni. Chodziło o zamknięcie szkół, dokonujących oszustw poprzez okłamywanie studentów na temat ich szans na znalezienie pracy po ukończeniu uczelni i w ten sposób wyłudzających kredyty studenckie. Taki los spotkał między innymi 28 oddziałów Corinthian Colleges.

Szkoły zostały zamknięte, ale został problem zadłużenia studentów. Departament Edukacji ogłosił, że kilkumilionowe długi zostaną darowane.

Jednak według raportu Wall Street Journal w ciągu ostatniego pół roku zgłosiło się ponad 7500 pożyczkobiorców, zadłużonych w sumie na 164 miliony dolarów, którzy ubiegają się o umorzenie długów twierdząc, że zostali oszukani przez uczelnie. Wszyscy oni powołują się federalne prawo darowania długów, które stanowi, że studenci, którzy stali się ofiarami nieuczciwych praktyk rekrutacyjnych, mogą nie spłacać swoich kredytów edukacyjnych. Problem polega na tym, że do tej pory wyżej wymienione przepisy prawa miały zastosowanie tylko w trzech sprawach sądowych, a ich wykładnia nie jest do końca jasna. Miedzy innymi pozywający nie muszą sami udowodnić, że szkoła popełniła krętactwo, gdyż ciężar dowodów spada na państwo.

Do tej pory 75% ubiegających się o umorzenie długów, to studenci wspomnianych już Corinthian Colleges. Dołączają do nich uczniowie z Education Management Corp i ITT Educatioal Sevuces. Wszystkie trzy instytucje były poddane rządowemu badaniu z powodu domniemania nielegalnych strategii rekrutacyjnych.

Według dziennikarzy WSJ, przyczyną gigantycznego bałaganu jest powstawanie coraz większej ilości uczelni nastawionych na zysk. Wkrótce może się okazać, że 7 500 roszczeń, to jedynie czubek góry lodowej. Jeśli tak się stanie, amerykański podatnik będzie musiał sięgnąć głębiej do kieszeni, aby sfinansować chciwość nierzetelnych uczelni.
Reakcja rządu amerykańskiego, który wziął się za porządkowanie sektora edukacyjnego nie dziwi, z punktu widzenia finansów państwa – szkoda, że tak późno.

Powyższy przykład pokazuje, jak zwodnicze jest pozostawianie edukacji w prywatnych rękach, bez nadzoru państwa. Sprytni biznesmeni wykorzystali sytuację, zakładając szereg uczelni, które były faktycznie drukarnią dyplomów wyższego wykształcenia. Gdyby nie fakty, że kredyty studenckie są finansowane przez państwo oraz istnieje prawo, w świetle którego można nie spłacać pożyczki, gdy uczelnia okaże się nierzetelna - prawdopodobnie trudno było absolwentom dochodzić swoich praw przed sądami.
Swoją drogą ciekawym pomysłem było zmuszenie szkół wyższych do wywiązania się z obietnic, składanych przy rekrutacji, dotyczących szans zatrudnienia absolwentów. Student zaciągałby pożyczkę w kasie uczelni, a w razie niewywiązania się ze zobowiązania, nie musiałby jej spłacać. Z pewnością zmieniło by to model biznesowy całego sektora edukacji i poprawiło pozycję studentów na rynku pracy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook