Dochód podstawowy - 5 głosów

Dochód podstawowy jest propozycją, zyskującą popularność wśród polityków w świecie zachodnim. Idea polega na wypłacaniu przez rząd miesięcznego dochodu każdemu obywatelowi danego kraju, jako uzupełnienie istniejących świadczeń socjalnych lub zastępując je w całości. Lewica widzi w dochodzie podstawowym uniwersalną metodę na zwalczanie ubóstwa. Prawicy podoba się prostota rozwiązania, gdyż jednolita stawka dochodu zmniejsza urzędniczą biurokrację. 
Oto głosy ekspertów, specjalistów od dochodu podstawowego, którzy omawiają szczegóły wdrożenia rozwiązania.

Matthew Zwolinski, profesor filozofii Uniwersytety San Diego.
Stawia na upowszechnienie samej idei dochodu społecznego wśród społeczeństwa. Zwolinski uważa, że obecna niska akceptacja dla tego rozwiązania wynika z braku wiedzy. Szczególnie istotna jest konstrukcja, opierająca się na wypłacie konkretnej kwoty pieniędzy, co pociąga za sobą rezygnację z obecnie istniejących bonów czy świadczeń w naturze na rzecz beneficjentów. To w dużej mierze upraszcza system pomocy socjalnej. Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia progów wypłacanie dochodu. Można stawiać na ograniczenia wieku, na przykład świadczenie będzie dotyczyło jedynie dorosłych obywateli. Innym pomysłem jest granica dochodowa. W książce In Our Hands, Charles Murray pokazuje, że dobrze skonstruowany podatek progresywny byłby w stanie ograniczyć korzyści dochodu podstawowego dla osób o wysokich dochodach do zera.

Różnica w postrzeganiu przydatności i zastosowania dochodu podstawowego wynika też z optyki politycznej. Amerykańska prawica widzi w rozwiązaniu uniwersalny sposób na usprawnienie i ujednolicenie pomocy społecznej w ramach jednego świadczenia. Lewa strona sceny politycznej wolałaby, aby wypłata dochodu była dodatkiem do istniejącego wsparcia. Obie strony kwestionują przydatność rozwiązania w niektórych przypadkach, na przykład osób upośledzonych umysłowo, dla których samo wypłacenie pieniędzy nie gwarantowałoby odpowiedniego poziomu pomocy.

Matthew Zwolinski podkreśla, że dochód podstawowy w mniejszym stopniu zniechęcałby do podjęcia pracy zarobkowej, niż obecnie istniejące wsparcie socjalne. Objęci pomocą nie mają teraz interesu w szukaniu zatrudnienia, gdyż każde – w szerszej perspektywie – niepewne miejsce pracy odbiera całą pomoc socjalną. Istnieje więc zbyt duże ryzyko. W przypadku dochodu podstawowego osoba znajdująca pracę nie traci na zatrudnieniu, chyba że jakiś ułamek kwoty związany z podatkiem progresywnym. Ekspert sugeruje, że 10 000 dolarów rocznego dochodu dla każdego dorosłego obywatela USA wraz z programem podatku progresywnego mogłoby w dużej mierze poprawić sytuację osób o najniższych dochodach i sprzyjać aktywizacji zawodowej.

Karl Wilderquist, profesor Georgetown University School of Foreign Service w Katarze, współprzewodniczący ruchu Basic Income Earth.
Profesor Wilderquist boi się o przyszłość rynków pracy. Upatruje niebezpieczeństwa związanego z automatyzacją kolejnych zawodów. Osoby zatrudnione przy liniach produkcyjnych, w usługach czy kierowcy, to miliony miejsc pracy, które staną się wkrótce zbędne. Brak pracy zmieni życie ludzi, których kariery są zastępowane, a nawet jak znajdą nowe zatrudnienie, należy domniemywać, że będzie gorzej płatne.
Jego zdaniem ludzie powinni być uświadomieni co do skali nierówności. Przez długie lata gospodarka krajów zachodnich rozwijała się dynamicznie, zalety odczuli tylko nieliczni właściciele zasobów, a nie całe społeczeństwa. Większość ludzi nie uczestniczyło w podziale korzyściach płynących z bogactwa, które sami pomagali tworzyć.
Wprowadzenie dochodu podstawowego może się odbyć natychmiast bez faz przygotowawczych, gdyż większość krajów prowadzi zrównoważoną politykę finansową. Rozwiązanie nie wymaga specjalnego poziomu wzrostu gospodarczego czy przygotowania społeczeństwa do zmian kulturowych. Wystarczy chęć rządu bardziej wrażliwego na potrzeby wyborców.
Karl Wilderquist jest zwolennikiem dochodu podstawowego, który będzie wystarczająco wysoki, aby pokryć podstawowe potrzeby każdego obywatela, niezależnie od wieku. Rozwiązanie ma być finansowane z podatków od zasobów i dochodów finansowych, na przykład majątkowych czy płaskich podatków od przychodów. W ten sposób powstałby efekt redystrybucji od bardzo bogatych w kierunku klasy niższej i średniej.

Jason Murphy, profesor Elms College, kierujący stroną Amerykański Gwarantowany Dochód Podstawowy na Facebooku.
Profesor Murphy zwraca uwagę, że dochód podstawowy może istnieć i najlepszym dowodem na to jest Alaska, która zapewnia swoim obywatelom 2 000 dolarów rocznie, przy czym nie finansuje go z podatków od nadzwyczajnego bogactwa czy zanieczyszczania środowiska. Skoro Alaskę stać, to Stany Zjednoczone też mogłyby unieść koszty dochodu podstawowego. Oczywiście kwota 2 000 dolarów rocznie, czy 8 000 na czteroosobową rodzinę, nie jest zbyt wygórowana, ale jest to o wiele więcej niż wsparcie władz stanowych czy federalnych skierowane do najuboższej warstwy społecznej.
Ponieważ każdy Amerykanin ma numer ubezpieczenia społecznego oraz istnieje system dystrybucji przychodów, więc wprowadzenie dochodu podstawowego, pod względem administracyjnym, było by proste.

Profesor Murphy, podobnie jak Wilderquist wskazuje podatki od zanieczyszczania środowiska, transakcji finansowych oraz nadzwyczajnego bogactwa, jako źródła środków dochodu podstawowego. Ponadto profesor Murphy zwraca uwagę na bardziej racjonalne gospodarowanie środkami publicznymi.

Kevin Milligan, profesor ekonomii Szkoły Ekonomicznej Vancouver na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej.
Profesor Milligan zwraca uwagę, że dochód podstawowy to utopia, która – mimo swojej rosnącej popularności – nigdzie nie weszła w fazę testową. Wprawdzie Finlandia zmierzy się z zagadnieniem, dając każdemu obywatelowi po 800 euro miesięcznie, ale ponieważ ma zamiar finansować to ze zwiększonych podatków, to tak naprawdę podnosi podatki tylko po to, aby transferować pieniądze pomiędzy kieszeniami podatników.
Oczywiście sam temat jest nośny, bo każdy chciałby dostawać dodatkowe sumy co miesiąc, ale matematyka jest bezwzględna. Środki na dochód podstawowy muszą się skądś brać, aby mogły je otrzymać osoby z niższej i średniej klasy. System podatkowy, który miałby być źródłem pieniędzy dla wszystkich, będzie demotywował bardziej przedsiębiorcze jednostki do podjęcia wyzwań. Poza tym koszty systemu redystrybucji nie będą kwestią nieistotną. Przykład Kanady, która prowadziła podobny eksperyment, pokazuje że rozrost biurokratycznego systemu szybko podważył sens istnienia pomocy w tej formie.
Profesor Milligan uważa, że sama idea dochodu podstawowego, jako wsparcia grup społecznych walczących o przetrwanie, jest szczytna. Tym niemniej podciąganie pod niego całego społeczeństwa będzie - w dłuższej perspektywie - przeciw skuteczne.

Matt Bruenig, pracownik thinktanku Demos.
Pan Bruenig uważa, że w sprawie dochodu podstawowego wiele zależy od jego zdefiniowania. Każdy rodzaj wsparcia państwa dla obywatela może się mieścić w definicji, ale powinien istnieć pewien punkt zwrotny, w którym wielkość sumy nie wpływała by negatywnie na rynek pracy. Istnieje duża ilość osób w Stanach Zjednoczonych, które żyją za mniej niż 2 dolary dziennie, dla nich każda kwota dochodu podstawowego byłaby poważnym wsparciem na drodze do wyjścia z kryzysu. Akademickie rozważanie, jaka kwota była by najlepsza, czy 11 000, 12 000 czy 13 000 dolarów nie ma większego sensu, gdyż żadna kwota nie będzie wybawieniem.
Propozycja Brueniga zakład podział społeczeństwa na dzieci, którym będzie przysługiwał zasiłek wypłacany rodzicom, emerytów, którzy dostawaliby rodzaj państwowej renty oraz pozostałych obywateli, którzy otrzymywaliby właściwy dochód podstawowy. Wprowadzenie tych świadczeń wymagałoby zlikwidowania wszystkich innych form wsparcia socjalnego. Wówczas budżet do dyspozycji wynosiłby około 10% PKB.
Oczywiście należy wziąć pod uwagę kilka odstępstw od nowego systemu wsparcia socjalnego, gdyż nie każdy może być beneficjentem tylko pomocy finansowej. Z kolei wielkość puli, z której dochód podstawowy byłby redystrybuowany, można powiększyć o wpływy z podatków majątkowych czy transakcyjnych.
Podstawowe obawy Matta Brueniga, co do efektów wprowadzenia dochodu podstawowego, są związane z działaniem rynku pracy. Pieniądze motywują ludzi w bardzo ograniczonym zakresie, a część zatrudnionych podejmuje pracę z powodu statusu społecznego jaki jej towarzyszy. Trudno wyrokować jak dodatkowe pieniądze mogą zachęcić pracowników do kontynuacji pracy na obecnych warunkach. Ważnym sprawdzianem będzie – w tym względzie – fiński eksperyment.

Pięć powyższych głosów, to ciekawy przekrój opinii na temat dochodu podstawowego. Wszyscy bardzo mocno liczą na przykład Finlandii, która ma się zmierzyć z zagadnieniem na jesieni bieżącego roku. Jeśli fiński eksperyment się uda, będzie to niewątpliwy bodziec, aby podobną drogą poszły inne kraje. Ale nawet w przypadku wpadki czy niedociągnięć będziemy wszyscy mądrzejsi co do kierunków i możliwości jakie niesie dochód podstawowy.
Wyzwania świata przyszłości karzą patrzeć na zagrożone – w wyniku postępu technologicznego - miejsc pracy oraz rosnące aspiracje ludzi do lepszego życia w stylu zachodnim, co obrazuje napływ imigrantów z biedniejszych państw.
Dochód podstawowy może być kluczem do równiejszego społeczeństwa, ale na pewno nie stanie się panaceum na wszystkie choroby współczesnego świata.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook