Kolonializm a'la Facebook
Konflikt pomiędzy Facebookiem, właścicielem platformy Interent.org oraz indyjskim nadzorem telekomunikacyjnym pokazał jak wygląda nowoczesna wersja kolonializmu. Na szczęście dla Indii, tym razem udało się obronić przed „niewidzialną ręką rynku”.
W ramach poprawiania świata Zuckerberg zawiązał organizację Internet.org, która ma nieść dostęp do bezpłatnego - lecz limitowanego internetu – krajom biednym i rozwijającym się. Inicjatywa nie napotkała przeszkód w 30 krajach. Pierwszym dużym celem korporacji stały się Indie, które zmagają się z niedostatkami infrastruktury telekomunikacyjnej.
Pod koniec grudnia indyjski regulator rynku telekomunikacyjnego TRAI, poprosił partnera Facebooka, dostawcę usług bezprzewodowych – Reliance, o zaprzestanie wspierania serwisu Internet.org. Powodem była nieprzejrzysta oferta, która uderzała w konkurencyjność całego sektora.
Mark Zuckerberg, osobiście, w liście otwartym odniósł się z irytacją do pomysłów indyjskiego nadzoru, który- według niego - niszczy zasadę neutralności sieci. Prezes Facebooka argumentował, że w ten sposób ogranicza się dostęp miliardom internautów, tylko po to, aby chronić interesy wąskiej grupy indyjskich przedsiębiorców. Sam Zuckerberg nie wspominał – rzecz jasna - o olbrzymich korzyściach, jakie czerpie jego koncern z quasi-charytatywnego przedsięwzięcia, jakim jest Internet.org. Powołując się na szczytną ideę neutralnej sieci, korporacja Zuckerberga praktycznie ograniczała wybór swoim użytkownikom. Teoretycznie wraz ze wzrostem liczby zainteresowanych umieszczaniem swoich witryn w ramach Internet.org, powiększyłaby się oferta serwisu. Warto zwrócić uwagę, że w ten sposób Facebook chciał zagarnąć dla siebie dużą część indyjskiego rynku, decydując kogo i na jakich warunkach dopuści do współpracy.
Prawdziwi aktywiści sieciowej neutralności od początku wskazywali, że właśnie inicjatywa Facebooka jest realnym zagrożeniem dla wolnego internetu. Korzystając z Internet.org, użytkownicy mają darmowy dostęp do tej części zasobów sieci, które są określone przez Facebooka i jego partnerów biznesowych. Faktycznie więc, mniej zamożni ludzie poruszają się w limitowanej wersji medium, a często pojęcia Facebook i internet są dla nich synonimami.
Zuckerberg kreował siebie na Prometeusza, który daje miliardom biednych ludzi narzędzie przyszłości.
Jednocześnie Facebook wykorzystywał swoją pozycję, angażując użytkowników do wysłania 11 milionów głosów poparcia dla Internet.org oraz kampanię reklamową, aby przekonać TRAI. Jednak regulator nie dał się zastraszyć i przeprowadził konsultacje z dostawcami internetu, stowarzyszeniami konsumenckimi oraz organizacją ochrony konkurencji. Ostatecznie nadzór telekomunikacyjny zdecydował 8 lutego o zakazie dyskryminacyjnych taryf na usługi transmisji danych, które mogłyby zagrażać otwartemu internetowi, co faktycznie wykluczało działalność Internet.org na obecnych warunkach.
W swoim oświadczeniu TRAI uzasadnia, że każdy dostawca usług jest zależny od transmisji danych z innych sieci, tak więc zezwolenie jednemu na działanie na odrębnych zasadach, mogłoby naruszyć architekturę internetu. Ponadto pozwalanie dostawcom internetu na dowolne kształtowanie oferty dla klientów, mogłoby w dużej mierze wypaczyć doświadczenia użytkowników. Mając limitowany zakres wiedzy, część konsumentów byłaby faktycznie wykluczona cyfrowo, co jest zaprzeczeniem równych szans otwartej sieci. TRAI jest sceptyczny co do zapewnień Internet.org, że użytkownicy mogą wybrać co dla nich najlepsze, szczególnie w sytuacji gdy dostawca usługi stosuje asymetrię informacji, dostarczając internet, osobom które nigdy z niego nie korzystały i nie wiedzą dostatecznie dużo, aby podjąć świadomą decyzję.
Facebook nie przyjął odrzucenia lekko. Jeden z zawiedzionych członków rady nadzorczej, Marc Andreessen, napisał nawet na Twitterze, że antykolonializm zawsze prowadził władze z New Dehli do katastrofy ekonomicznej, co jeszcze bardziej rozjuszyło indyjskich aktywistów sieciowej neutralności.
Nie ma to jak splunąć w twarz miliardowi potencjalnych klientów.
Wpis został szybko usunięty, Marc Andreessen oraz Mark Zuckerberg oficjalnie przeporsili, ale prawdziwe intencje cyfrowych kolonizatorów zostały odkryte.
Komentarze
Prześlij komentarz