Śmieciówki z UK

Lwia część ludzi nadal pracuje w pełnym wymiarze czasu, ale w Wielkiej Brytanii coraz więcej osób jest zatrudniona na kontraktach zero-godzinowych. Jest to rodzaj umowy, która pozwala pracodawcy nająć pracownika, nie gwarantując mu żadnego wynagrodzenia w razie gdyby nie miał dla niego zajęcia.

Według danych dostępnych w Biurze Krajowych Statystyk (Office for National Statistics) 744 000 Brytyjczyków jest zatrudniona na tak zwanych kontraktach zero-godzin, co stanowi wzrost w stosunku do zeszłego roku o 19%. Przeciętna ilość przepracowanych godzin w tygodniu, na kontraktach zero-godzinowych, to 25. Jednak 40% pracowników, chce mieć ich więcej. Kontrakty zero-godzinowe są oferowane najczęściej osobom, które już teraz są najbardziej marginalizowane na rynku pracy: głównie kobietom oraz osobom poniżej 25-ego i powyżej 65-ego roku życia.

Pracodawcy odrzucają wszelką krytyką programu zero-godzin, argumentując że zatrudnieni w ten sposób mają większą elastyczność doboru czasu pracy. Jednak dane ONS oraz rozmowy z osobami pracującymi na podobnych kontraktach, świadczą o czymś przeciwnym. Rzeczywiście ruchomy grafik zajęć daje poczucie kontrolowania swojego czasu pracy, ale tylko wówczas gdy liczba przepracowanych godzin daje szansę na godziwy zarobek. Zero-godzinowcy są traktowani jak zapchaj dziury, mogą liczyć na więcej pracy w okresach wakacyjnych czy urlopowych podstawowego personelu. Czekanie na większy przypływ zamówień czy choroby kogoś zatrudnionego na etat jest okropnie frustrujące.

Zastrzeżenia finansowe w umowie zero-godzinowej nie są bez znaczenia. Kontraktowcy nie mają żadnej gwarancji, że ich gotowość do pracy przełoży się na faktycznie wypracowany czas. Nie masz żadnych szans zaplanować swoich wydatków, gdyż są zależni od zapotrzebowania szefa. I tutaj wkraczamy na niebezpieczne tereny. Jeśli zdobędzie się przychylność zwierzchnika, łatwiej o dodatkowy czas pracy. To rodzi dodatkową rywalizację wśród osób zatrudnionych na kontraktach. W walce do lepszą pozycję nie ma miejsca na solidarność.

Cechą charakterystyczną umów zero-godzinowych jest wyłączenie kontraktorów z systemów premiowych, możliwości brania dni wolnych oraz urlopów macierzyńskich. Do ciekawszych przykładów wypaczenia idei pracy elastycznej należy sprawa magazynów Sports Direct. Okazało się, ze znakomita większość pracowników – 80% - była zatrudniona na kontraktach zero-godzinowych. Przy dość restrykcyjnym sposobie rozliczania czasu pracy – minuta spóźnienia mogła kasować godzinę pracy, kontraktowcy byli skazani na łaskę pracodawcy. Niektórzy z rodziców w obawie o utratę cennych godzin, woleli posyłać chore dzieci do szkoły.

Prawdziwą obawą zero-godzinowców jest dzień, w którym nie mogą zapisać sobie na koncie żadnej przepracowanej godziny – gdyż jest to odczuwane jak zwolnienie z pracy. Ale technicznie nim nie jest. Osoba z kontraktem formalnie nie jest bezrobotna, więc przy dłuższym pozostawianiu bez żadnych godzin nie należy jej się zasiłek dla osób poszukujących pracy. Ale gdyby taka osoba rozwiązała kontrakt z pracodawcą nie dającym żadnych godzin, uznano by że zrobiła to z własnej inicjatywy, więc... nie przysługuje jej zasiłek. Powyższy paradoks jest jednym z powodów protestu przeciwko przepisom regulującym umowy zero-godzinne. Nisko opłacani pracownicy są zupełnie bezsilni, a szefowie w zasadzie bezkarni.

 

Wielka Brytania to dla wielu Polaków rajski ogród i obiekt westchnień. Okazuje się, że Angole posunęli się ze swoim projektem śmieciówek daleko poza nasze doświadczenia. W Polsce nadal słychać głosy, że nasze prawo pracy jest zbyt skostniałe i nie pozwala na elastyczne zatrudnianie. Przykład angielski powinien być przestrogą, do czego może doprowadzić schlebianie tylko jednej stronie sporu o kształt rynku pracy. W brew pozorom pracodawcy, którzy będą szukać oszczędności łatwiej i szybciej będzie się pozbyć pracowników, niż kosztów wynajmowania biura.

Komentarze

  1. Bardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  2. 32 yr old Clinical Specialist Salmon Simon, hailing from Gaspe enjoys watching movies like Prom Night in Mississippi and Watching movies. Took a trip to Zollverein Coal Mine Industrial Complex in Essen and drives a Duesenberg SJ Speedster "Mormon Meteor". kliknij na strone

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook