Dochód podstawowy
Truizmem jest stwierdzenie, że dobrobyt społeczeństw oparty jest na pracy. Tymczasem ilość siły roboczej w krajach rozwiniętych spada, a wysokość dochodów pozostaje w stagnacji. Nie przeszkadza to w kontynuowaniu wzrostów gospodarczych. Miejsca pracy opuszczone przez ludzi zajmują maszyny - produkując lepiej, szybciej oraz taniej. Przed automatyzacją nie ma ucieczki, ale paradoksalnie nie ma też powodu, aby jej szukać. Człowiek od wieków robił wszystko, aby uniknąć ciężkiej, nudnej i powtarzalnej pracy. W przyszłości, dzięki zaawansowanym technologiom będzie to łatwiejsze, niż kiedykolwiek. Automaty bez słowa sprzeciwu przejmą nasze obowiązki. Otwartą kwestią jest, jakie zajęcia pozostawimy sobie i z czego będziemy się utrzymywać.
Wizja świata post-pracy musi zostać oparta na zupełnie innych założeniach redystrybucji świadczeń i podatków niż dzisiejsze rozwiązani, a to może być trudne do przyjęcia dla środowisk konserwatywnych.
Gwarantowany dochód podstawowy zapewnia każdemu przychód, wystarczający do zaspokojenia podstawowych potrzeb oraz godnego życia, niezależnie od statusu zatrudnienia. Tak pokrótce można zdefiniować zjawisko, które wdziera się na salony polityczne oraz jedynki opiniotwórczych mediów.
Dochód podstawowy jest uznawany przez zwolenników, za wysoce efektywny sposób na wspierania celów społecznych, takich jak redukcja i eliminacja ubóstwa, zmniejszanie niepewności egzystencji, zwężanie rozpiętości dochodowych oraz poprawa funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego. Przeciwnicy widzą w rozwiązaniu jedynie pomysł na daleko idącą redukcję kosztów biurokracji systemów socjalnych, odrzucając w całości fazę redystrybucji.
Kraje zachodniej Europy - znane z rozbudowanej sieci socjalnej – są bardziej otwarte na ideę gwarantowanego dochodu podstawowego, niż społeczeństwo Stanów Zjednoczonych, mimo że wśród liderów, którzy wspierali inicjatywę znajdowali się Milton Friedman, Richard Nixon oraz Martin Luther King Junior. Pierwszy poważny eksperyment został przeprowadzony w kanadyjskim miasteczku Dauphin, leżącym w prowincji Manitoba. Mimo, że wyniki próby były zachęcające – mieszkańcy ograniczyli czas pracy, aby poświęcić się życiu rodzinnemu, samokształceniu, rekreacji i wspólnocie lokalnej – nie poszły za nimi żadne rozwiązania systemowe. Trzeba było czekać 30 lat, aby cztery miasta holenderskie: Ultrecht, Tilburg, Groningen oraz Wageningen powtórzyły kanadyjskie doświadczenie. Zakres eksperymentu jest ograniczony do 250 osób, z których część dostaje pieniądze i może robić co chce, druga musi się zgłosić w zamian do wolontariatu, trzecia – dostaje pieniądze za podjęcie się prac społecznych, a czwarta nie może w ogóle pracować. W ten sposób Holendrzy planują wypracować najbardziej odpowiedni model dystrybucji dochodu podstawowego.
Idea bezwarunkowego dochodu podstawowego ma licznych oponentów, którzy z jednej strony krytykują jej powszechność – takie sam pieniądze dostają bogaci i biedni, z drugiej powątpiewając w kondycję moralną ewentualnych beneficjentów.
Nieprzekonani do idei równej pensji mogą szukać inspiracji w historii. Jakimś pomysłem byłoby płacenie za wykonywanie określonych czynności, zamiast za samo bycie obywatelem. Jest to wyjście odwołujące się do ciężkich czasów Wielkiego Kryzysu z lat 1929-33 i szeroko zakrojonych wówczas robót publicznych. Podobnie jak w przeszłości obywatele w zamian za środki, pozwalające na utrzymanie się, wykonywaliby zlecone zadania, aby utrzymać etos pracy.
Zachęty powinny wspierać ludzi w ich dążeniu do bycia członkiem żyjącej wspólnoty, odrywając od typowych pułapek osób pozostających na długotrwałym bezrobociu. Lokalne centra, które mogłyby zapewnić uczestnictwo w wydarzeniach danej społeczności, wymianę poglądów, doświadczeń czy idei miałyby szansę na odkrycie w jednostkach nowych talentów albo okazji do rozwoju, ale - przede wszystkim - potrzeby bycia częścią czegoś większego. Pokazywałyby, że istnieją inne modele funkcjonowania niż najbardziej powszechna konsumpcja. Mniejsze, ale regularne i stałe dochody nie muszą oznaczać gorszej jakości życia.
Gdy patrzy się na Amerykę, która z zatrudnienia stworzyła miernik sukcesu, trudno sobie wyobrazić, aby w erze jego schyłku mogła uniknąć ruiny. Perspektywa wydaje się mało zachęcająca. Część firm z Doliny Krzemowej dostrzega zagrożenie technologicznym bezrobociem. Startup Y connectors proponuje przeprowadzenie ogólnokrajowego eksperymentu z bezwarunkowym dochodem podstawowym, w celu przekonania rządu federalnego, aby stawić czoło wyzwaniom nadchodzących przemian. Amerykańskim obywatelom z trudem przychodzi pogodzenie się z możliwą sytuacją, że praca - tak jak majątek - będzie dobrem luksusowym, dostępnym wyłącznie dla wąskiej kasty wybrańców. Reszcie pozostanie spieniężanie ludzkich odruchów czyli uberyzacja, prowadząca do drobnych opłat za codzienną wymianę uprzejmości. Chociaż z drugiej strony wcale nie musi się tak zdarzyć. Być może to właśnie ostatni pracownicy będą traktowani jak nieszczęśnicy, którzy muszą wypełnić swoją wachtę, podczas gdy reszta będzie już tworzyć społeczeństwo post-pracy.
Być może bardziej prawdopodobne jest odkrycie na miarę maszyny parowej, skutkujące skokiem cywilizacyjnym, który pociągnie okrzepłe społeczeństwa i zmusi do dalszej szaleńczej rywalizacji. Wielu upatruje takiej nadziei w komercyjnej eksploracji kosmosu.
Zawsze mogą się pojawić głosy mówiące, że powinniśmy porzucić nasze wynalazki, które ukradną nam jutro. Jak w czasach rewolucji przemysłowej luddyści, tak i w najbliższej przyszłości znajdą się tacy, którzy będą się starać zatrzymać automatyzację. Historia uczy nas, że to próżny trud. Szkoda czasu na walkę z postępem. Ludzie nie mogą się bać przyszłości tylko dlatego, że niesie ona nieznane.
Świat bez pracy nie jest naszym przekleństwem, ale szansą. Nie zawsze ten, kto trzyma ster widzi szerszą perspektywę. Zostawmy kierowanie automatom, a sami wydawajmy polecenia z tylnego fotela. Rozsiądźmy się więc wygodnie i cieszmy przejażdżką.
Komentarze
Prześlij komentarz