Kobiety w zarządach. Parytety działają
Ilość kobiet na najwyższych szczeblach europejskich spółek wciąż się powiększa. Obecnie w 734 największych przedsiębiorstwach notowanych publicznie panie piastują 23% miejsc w zarządach. Jeszcze w 2007 roku ten odsetek wynosił 11%. Liderem jest Islandia, gdzie kobiety mają 44% posad kierowniczych. Na podium są jeszcze Norwegia – 39% i Francja – 36%. Największa gospodarka kontynentu – Niemcy – dociągają do 26%.
Istnieją dwie szkoły wprowadzania zmian społecznych: ewolucyjna i rewolucyjna. Pierwsza stawia na powolne dostosowanie, promowanie nowych postaw poprzez kampanie społeczne czy stosowanie zachęt. Drugie podejście stawia na szok. Legislatorzy przygotowują nowe przepisy i dają skończony okres czasu na jego wdrożenie. Liderzy dostaną nagrody. Na opornych czekają kary i sankcje.
W 2003 roku Norwegia - jako pierwszy kraj europejski - wprowadził wymóg, aby przynajmniej 40% miejsc w kierownictwie spółek publicznych było obsadzane przez kobiety. Sankcją było rozwiązanie zarządu. W ślady Norwegów poszły Islandia, Hiszpania i Francja też podnosząc wymagany udział pań w najwyższych ciałach zarządczych spółek do 40%, choć decydując się na mniej drakońskie kary. W zeszłym roku na przyznanie kwot kobietom zdecydowały się Niemcy – ustanawiając poziom na 30%. O kontrowersjach tego rozwiązania pisałem w styczniu.
Przedsiębiorcy z niezadowoleniem reagują na każdą formę regulacji narzucaną przez organy państwowe. Nie inaczej w kręgach biznesowych mówi się o parytecie kobiet w zarządach spółek. Pytanie tylko czy gdyby nie ustanowienie odpowiednich przepisów w kilku krajach europejskich zmiana mentalności w ogóle byłaby możliwa?
Krytycy powołują się na badania Uniwersytetu Michigan, które wskazywały na spadek wyników firm, które są objęte przymusem zatrudniania kobiet na najwyższe stanowiska, z powodu niewystarczającego doświadczenia. Stoją one w jawnej sprzeczności z danymi z uzyskanymi przez Peterson Institute for International Economics, z których wynika, że 30% udział pań w zarządach może dać nawet firmie dodatkowe 6 punktów procentowych zysku.
Przeciwnicy parytetów próbują udowodnić, że awansowanie kobiet jest przedwczesne, gdyż jest ich zbyt mało na korporacyjnych szczytach, aby mogły skutecznie kierować przedsiębiorstwami. Pokazywany jest przykład Norwegii, gdzie panie - zasiadające w kilku radach nadzorczych - są nazywane „złotymi spódnicami”. Rzeczywiście wielu headhunterów szuka odpowiednich kandydatek poza biznesem, najczęściej w administracji rządowej, na uniwersytetach, a nawet w organizacjach non-profit. Jednak podstawową zaletą parytetów jest zwiększenie ilości awansów kobiet w firmach. Coraz większy procent pań przechodzi przez kolejne szczeble korporacji. Wielokrotnie wspominana przeze mnie Norwegia stanowi dobry wzorzec. Jeszcze w 2003 roku 30% kobiet pracowało na stanowiskach menedżerskich. W 2015 odsetek urósł do 37%.
I jeszcze jedna nota uzupełniająca. W Polsce odsetek pań w zarządach utrzymuje się na poziomie 19%, co daje nam 19 miejsce na 33 sklasyfikowane kraje.
Komentarze
Prześlij komentarz