O amerykańskim długu nieco humorystycznie, bo piątek

W listopadzie zostaną przeprowadzone wybory w centrum Światowego Imperium. Ponieważ mowa jest o największej gospodarce globu, warto wiedzieć w jakim jest stanie. Okazuje się, że najbardziej ciąży jej przesadne zadłużenie zagraniczne.

Dzięki powołaniu się na Prawo do Wolności Informacji, Bloomberg News dowiedział się w końcu jak wyglądają amerykańskie zobowiązania wobec Arabii Saudyjskiej. Okazało się, że sumy są zupełnie symboliczne, więc nie bardzo wiadomo czemu Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych ukrywał dane przez cztery dziesięciolecia. Całość zamyka się w kwocie 117 miliardów dolarów. Na dodatek dług topnieje. Od stycznia do maja ubyło 6%.

Wspomniałem, że to niewiele i teraz, ktoś pomyśli, że się zgrywam, ale wcale nie. Chińczycy coś o tym wiedzą, bo mają na to dobre papiery –bony skarbowe i obligacje wyemitowane przez wspomniany już Departament. Nominalna wartość makulatury opiewa na 1,3 biliona dolarów. Gdyby ktoś kiedyś próbował argumentować, że Chińczycy są narodem mądrym i gospodarnym, to może powyższe liczby powinny go nieco otrzeźwić. Państwo Środka stało się amerykańską fabryką, nawet nie za dolary, ale za obietnicę ich wypłaty w przyszłości. Na dodatek Chińczycy nie potrafią się nawet uczyć na cudzych błędach. Japonia, która – przypomnę młodszemu pokoleniu – była takimi Chinami lat 70-tych i 80-tych, bo produkowała wszystko co mogła na rynek amerykański, ma teraz papierów – udających wartościowe – na ponad 1,1 biliona USD.

W sumie jak się zestawi wymienione powyżej kraje: Chiny, Japonię oraz Arabię Saudyjską, to trzeba przyznać, że ci ostatni są najmniejszymi frajerami. Mogliby wykupić więcej, ale najwyraźniej wolą się skupić na europejskich klubach piłkarskich, aby potem prowadzić swoją wersję popularnej gry Fantasy Football, tylko że z prawdziwymi graczami.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że tylko połowa amerykańskiego długu trzymanego w banku centralnym największego eksportera ropy. Podejrzewa się, że Arabia Saudyjska skupuje zadłużenie Wuja Sama poprzez zagraniczne firmy widma i trzyma je na ich rachunkach. Może to być jakaś poszlaka, bo skąd nagle na trzecim miejscu zestawienia Kajmany z kwotą 265 miliardów albo Luksemburg (miejsce ósme) z 221 miliardami amerykańskiego długu na koncie.

Fakt, że jedno państwo przetrzymuje dług drugiego państwa, na kontach założonych w trzecim kraju nikogo nie powinien dziwić. Po pierwsze mamy globalizację. Po drugie - przejrzystość finansów i obrotu długiem była od zawsze priorytetem światowego handlu. Można sparafrazować słowa pewnego prezesa znanego skądinąd klubu „Tęcza”: transparentność rozliczeń zobowiązań - to norma.

I dlatego w myśl powyższej zasady Belgia, która na liście krajów posiadających amerykańskie zadłużenie piastuje pozycję numer 11, z kwotą ponad 150 miliardów dolarów, jest jednocześnie przystanią dla chińskich funduszy powierniczych.

Całość długu Departamentu Skarbu wynosiła na koniec marca nieco ponad 4 biliony dolarów. Jak zwykle gdy mowa jest o podium, miejscach i klasyfikacjach, nie sposób nie wspomnieć o przysłowiowym polskim akcencie. Tak. Jest. Jak najbardziej. Nasz kraj zajmuje dumne 33 miejsce i posiada adekwatną kwotę 33 miliardów amerykańskiego długu. To mniej więcej po 1000 dolarów na głowę. I tyle jest nam winna Ameryka, a nie jakieś tam wizy-śmizy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook