Theranos wytacza krew inwestorom
Elizabeth Holmes została jedną z najmłodszych miliarderek dwa lata temu. Jej majątek wyceniano na 4,5 miliarda dolarów, dwa razy tyle był warty założony przez nią w wieku 19-tu lat startup, Theranos. Cały pomysł zasadzał się na wykorzystaniu małej ilości krwi pobranej z palca pacjenta, w celu dokonania kompleksowych badań analitycznych np. poziomu cholesterolu czy hormonów tarczycy. Miał to być rewolucyjny sposób na uproszczenie i skrócenie obecnych procedur medycznych. Idea pobudziła umysły i portfele Ameryków. Holmes zaczęła gościć na okładkach magazynów Forbes i Fortune. W radzie nadzorczej Theranos zasiadały tak znane postacie jak: Henry Kissinger, były sekretarz stanu USA czy William Perry, były sekretarz obrony USA.
W styczniu dochodzenie wszczęte przez amerykańskie organ regulacyjne - Centers for Medicare & Medicaid Services (CMS) - wykazało rażące różnice w próbkach krwi pobranych od tych samych pacjentów metodą Theranosa i tradycyjną dożylną. Dodatkowo swoje śledztwa rozpoczęły Departament Sprawiedliwości oraz Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Obie instytucje badają prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd inwestorów przez władze spółki oraz nieprzejrzyste finansowanie. Zarządowi Theranosa zarzuca się nieprawidłowości w pozyskiwaniu środków w trakcie ostatniej rundy dofinansowanie (700 milionów dolarów), zatajenie informacji na temat dokładności produkowanych urządzeń oraz domniemane fałszowanie dokumentacji medycznej w celu ukrycia niekorzystnych wyników testów.
Częste pobieranie krwi z żył powoduje uciążliwość dla pacjenta. Do tego dochodzi jeszcze bieżąca praktyka kliniczna, która wymusza przeprowadzanie licznych testów – nawet w sytuacjach gdy u leczonych brak symptomów schorzeń – co prowadziło wielokrotnie do rezultatów pozytywnie dodatnich.
Theranos przedstawił interesującą alternatywę. Kilka kropli krwi z palca, pobrane przez nanopojemnik, miało być następnie przeanalizowane przez rewolucyjną – ale owianą nimbem tajemnicy - maszynę firmy, nazwaną na cześć wielkiego wynalazcy, Edison. Gdyby metoda zaproponowana przez spółkę Elizabeth Holmes potwierdziła klinicznie skuteczność oraz zyskała odpowiednie rekomendacje federalne, była by prawdziwa rewolucja w diagnostyce. Zaś sama właścicielka jak i grono inwestorów staliby się w krótkim czasie multimiliarderami.
Już w październiku zeszłego roku zaniepokojony Wall Street Journal donosił, że Theranos wprawdzie pobiera krew z palców, ale do analizy wykorzystuje tradycyjne maszyny laboratoryjne. Kilka dni później Agencja Żywności i Leków (FDA), zażądała wycofania nanopojemników, jako niezatwierdzonego wyrobu medycznego. Szum, który wytworzył się wokół spółki przyciągnął uwagę krytyków i spowodował powstanie kilku kolejnych znaków zapytania.
Urządzenia, takie jak tajemniczy Edison, zdolne do szybkiej i wielorakiej analizy małej próbki krwi - istnieją i są wykorzystywane w laboratoriach od lat. Innym poważnym zastrzeżeniem dla metodologii Theranosa był ludzka fizjologia. Cząsteczki glukozy występują w identycznym stężeniu w każdym płynie ustrojowym. Ta zasada nie dotyczy lipidów czy białek, co oznacza, że próbki krwi pobrane od tego samego pacjenta, z żyły i palca, będą się od siebie różniły. Aby analizy Theranosa mogłyby być brane pod uwagę, wymagałyby potwierdzeń badań przez FDA. Spółka starała się, uzyskać potwierdzenia swojej metody aż dla 120 różnych próbek, co oznacza kilka lat badań laboratoryjnych. FDA wydała firmie tylko jedną pozytywną opinię, która dotyczyła wykrywania wirusa opryszczki, choć już nie poziomu jego stężenia.
Ogólnie rzecz biorąc większość wyników badań - dokonanych metodologią i za pośrednictwem urządzeń Theranosa na grupie zdrowych dorosłych - była poza normalnym zakresem – w porównaniu z rezultatami firm konkurencyjnych. Sugerowałoby to konieczność kolejnych lat prac badań nad technologią.
Działania agencji federalnych i dziennikarskie śledztwo pozwoliły na zerwanie zasłony milczenia, która otaczała działalność od lat Theranosa. Podobno funkcjonowanie startupu odbywało się w ukryciu, aby przedwcześnie nie ujawnić działań potężnej konkurencji. Jednak otwarte pozostaje pytanie jakim cudem firmom venture capital, gromadzącym fundusze od inwestorów, uszło uwadze, że we władzach spółki brak dyrektorów z doświadczeniem w diagnostyce medycznej. Wprawdzie prezes Sunny Balwani próbował dokooptować do składu doradców zarządu kilka dużych nazwisk ekspertów różnych dziedzin jak chemia, patologia i chemia kliniczna. Kres tym śmiałym planom położył regulator, który proponuje wykluczenie prezesa Balwani’ego oraz Elizabeth Holmes z branży badania krwi.
Sprawa Theranosa ma jeszcze drugie dno i sięga świata inwestorów oraz funduszy venture capital. W zasadzie dotyczy wszystkich startupów, które rozwijają się w Dolinie Krzemowej. W systemie finansowania jednorożców musi być jakiś fundamentalny błąd, który pozwala zaistnieć spółkom pokroju Theranos, zebrać miliardy dolarów i bez żadnej kontroli pozwolić im wyparować.
Finansowanie w startupy to ryzyko. Już pisałem wcześniej, że szansę na przetrwanie trzech lat ma 8 na 100. Przedsięwzięcie, aby mogło zaistnieć i przynieść zyski, potrzebuje czasu na zrównoważony rozwój. Inwestorzy ze swojej strony są niecierpliwi i każdy marzy o swoim jednorożcu, który poniesie go do krainy marzeń. Tym samym ich działania są bliższe grze w ruletkę, niż profesjonalnemu wspieraniu młodych spółek. Wykładnicze zyski mają pierwszeństwo przed trwałymi rezultatami. Byle szybciej wystawić obiecujący startup na giełdę, spieniężyć się i niech się nowi właściciele martwią.
Dziękuję czytelnikowi i komentatorowi mojego bloga, skrywającemu się za inicjałami [HJ], za podrzucenie tematu do dzisiejszego wpisu.
Komentarze
Prześlij komentarz