4% równości
Agencja S&P Global Market Intelligence ogłosiła wyniki badania 350 największych europejskich spółek notowanych na giełdach. Okazało się, że ilość kobiet na stanowiskach prezesów podwoiła się od 2009 roku.
Zanim przyjmiemy 100% dynamikę - w przeciągu siedmiu lat - za dobrą monetę i dowód na zasypywanie różnic między płciami, przypatrzmy się liczbom. W roku 2009 było aż siedem (7) prezesek. Obecnie jest ich czternaście (14), czyli panie zajmują 4% stanowisk dyrektorów zarządzających. Średnio - co roku - jedna nowa kobieta dostępuje zaszczytu kierowania europejską spółką giełdową.
Jak łatwo policzyć, przy zachowaniu obecnego tempa, już w roku 2177 obie płcie zrównają się w ilości dyrektorów zarządzających. Warto w tym miejscu wspomnieć, że państwa europejskie, takie jak na przykład: Norwegia, Hiszpania czy Francja, wdrożyły restrykcyjne przepisy prawne, mające zachęcać właścicieli do promowania kobiet na najwyższe stanowiska, często pod groźbą kary finansowej. Prawdopodobnie dzięki obostrzeniom legislatorów w zarządach 700 największych spółek europejskich zasiada 23% pań. Oczywiście nagła, skokowa promocja kobiet na najwyższe stanowiska nie zawsze obywała się drogą naturalnego rozwoju przedsiębiorstw. Wiele firm sztucznie powiększyło swoje zarządy, aby uniknąć konsekwencji niepodporządkowania się literze prawa.
W Stanach Zjednoczonych, nie spętanych żadnymi feministycznymi ograniczeniami, na 500 największych spółek jest aż 27 kobiet-prezesów, a w 2009 było ich tylko 18. To zaledwie nieco ponad 5% wszystkich dostępnych stanowisk. Istnieją sektory gospodarki jak: zdrowotny, surowcowy, energetyczny czy technologii informacyjnych, w których nie ma żadnych kobiet na najwyższym szczeblu dowodzenia. To samo dotyczy Europy.
Zatrudnianie kobiet na szczytach korporacyjnych hierarchii daje – według badań Peterson Institute, o których pisałem już na blogu – wymierne korzyści podwyższając marżę zysku o 6 punktów procentowych. Można wspomnieć o innych pożytkach, które płyną ze zróżnicowania rad nadzorczych. Inny sposób patrzenia na rzeczywistość, odmienne wartości czy styl komunikacji. Jednak aby to sprawdzić trzeba podzielić się władzą nad spółką z paniami. I to przynajmniej w stosunku 3 do 7. Dla wielu właścicieli jest zbyt trudna decyzja. Dobrze, że w jej podjęciu wspierają ich przepisy. Bez nich perspektywa zatrudnienia kobiet na stanowiskach prezesów, na szerszą skalę, mogłaby nie zaistnieć.
Sprawa równouprawnienia kobiet była jednym z głównych postulatów drugiej fali feminizmu. Uznano, że niezależności finansowa zwiększy szansę pań na emancypację w świecie zachodnim, którego ramy wykreślają biali mężczyźni. Równy dostęp do rynku płacy, identyczne wynagrodzenie za wykonanie tej samej pracy, czy udział w promocji na wyższe stanowiska w firmach miał dawać fundament, który stałby się trampoliną dla zmiany realiów.
Powyższe postulaty nie zostały do końca spełnione. Procent kobiet w zarządach przedsiębiorstw stale się zwiększa choć nadal nie ma to przełożenia na wyrównywanie się pensji. Podobnie ma się sprawa w świecie polityki. Za dwa miesiące może się okazać, że trzema największymi państwami zachodniej cywilizacji będą rządziły kobiety. Czy wpłynie to na zwiększenie zaangażowanie pań w reprezentowanie swoich interesów politycznych w męskim świecie? Bez posiadania realnej władzy trudno jest poważnie myśleć o zmianie rzeczywistości.
Komentarze
Prześlij komentarz