Jak daleko sięgnie rozrywka?

Wydaje mi się, że październikowy wywiad z prezesem Netflixa, Reedem Hastingiem, dla Wall Street Journal, przeszedł zupełnie bez echa, a tymczasem można znaleźć w nim kilka naprawdę ciekawych smaczków.

Przede wszystkim pan Hasting – z gracją godną rynkowego monopolisty – oświadczył, że jego serwis konkuruje o czas widza nie tylko z serwisami internetowymi (jak YouTube) czy tradycyjną telewizją, ale też czytaniem książek, przesiadywaniem na portalach społecznościowych czy graniu na komputerach lub konsolach. Pomysł, aby Netflix stał się synonimem rozrywki, to ambitny cel. Coś na miarę idea Elona Muska, aby skolonizować Marsa. „Śnijmy z rozmachem” – jak powiedział Tom Hardy w „Incepcji”, sięgając po wyrzutnię rakiet. Zresztą porównanie Muska i Hastinga nie jest – wbrew pozorom – bezpodstawne. Obaj twierdzą, że żyjemy w Matrixie. Ale po kolei.

Nie można odmówić prezesowi Netlixa racji, że świat domowej rozrywki przeżywa boom i zmienia swój charakter. Korporacja Hastingsa przeobraziła konsumpcję mediów. Widz przestał być pasywnym odbiorcą ramówek sieci telewizyjnych. To on decyduje co, gdzie, kiedy i na czym ogląda. Tylko, że to już rzeczywistość, a przyszłość należy do wizjonerów. Dyrektor zarządzający Netflixa ma dla nas trzy słowa: granie, VR oraz farmakologia.

Oczywiście wciągnięcie widza w oglądanie tak dalece, że będzie mógł decydować o losach bohaterów filmu czy serialu, czy samo w sobie granie w poszerzonej (wirtualnej) rzeczywistości, wydaje się oczywistymi ścieżkami rozwoju domowej rozrywki. Ale farmakologia? CO autor miał na myśli? Hasting sugerował, że chodzi o rekreacyjne zażywanie narkotyków, które będą powodowały halucynacje, na miarę niebieskiej pigułki z „Matrixa”. Oczywiście z pełną kontrolą konsumenta, który będzie mógł bez szwanku dla zdrowia wycofać się z zabawy i wrócić do realiów.

Póki co prezes Netflixa uważa hipotetyczne halucynogeny za zagrożenie dla przyszłości kierowanej przez siebie korporacji, ale czy nie będzie kuszące samemu nadawać ton przemianom rynkowym. Może spółka – mitygując zagrożenia – sama stanie się liderem kształtowania polekowych narracji?
A co będzie potem? Westworld?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook