Synowie i córki
Działanie na rynku chińskim, poza tym, że intratne, jest ciężkim kawałkiem chleba. Przekonał się o tym ostatnio bank JPMorgan Chase, który musi zapłacić 130 milionów kary za to, iż zbyt mocno dbał o własne interesy w Państwie Środka.
Dla zaistniałej sytuacji można używać wielkich słów jak: korupcja, ale przecież powszechnie wiadomo, że najlepszym sposobem na zapewnienie sobie przychylnego werdyktu urzędu czy komisji jest zatrudnienie w swojej spółce rodziny decydenta. Zaś fakt, że w ten sposób gwałci się postanowienia Komisji Giełd i Papierów Wartościowych (SEC) świadczy jedynie o nieżyciowości przepisów.
Znani ze skrupulatności pracownicy banku inwestycyjnego JPMC prowadzili nawet specjalny arkusz kalkulacyjny, w którym uwzględniali wszystkie korzyści świadczone chińskim dygnitarzom i ich rodzinom. Jak należy domniemywać jedynie po to, aby nie urazić nikogo ważnego brakiem należytej atencji lub nie naskakiwać mu kilkukrotnie przed podjęciem ważnej dla instytucji decyzji.
Niestety szefowa specjalnej komórki SEC ds. Zagranicznych Praktyk Korupcyjnych, Kara Brockmeyer, wykazała minimalne zrozumienie dla przezorności bankowców. Krytycznie odniosła się do stosowanych przez instytucję finansową praktyk. Szczególnie ostro został zaatakowany projekt „Synowie i Córki”, który rozpoczął się wraz z zatrudnieniem w 2006 roku Fang Fanga, chińskiego bankiera z licznymi koneksjami na szczytach Partii Komunistycznej. Na mocy wdrożonego programu wspierania młodych talentów pracę znalazło ponad 100 osób, jako stażyści, ale też na etat. Dzięki ich zatrudnieniu bankowi udało się wypracować ponad 100 milionów dolarów przychodów.
Kara finansowa w wysokości 130 milionów, nałożona przez SEC, nie jest jedynym obciążeniem. W sumie JPMorgan będzie musiał zapłacić 264 miliony dolarów za przekupywanie posadami chińskich decydentów.
Zderzenie cywilizacji – szczególnie tak różnych jak chińska i zachodnia – powoduje dysonans poznawczy. To co dla jednych jest zwykłym działaniem zabezpieczającym interesem, drudzy odczytują jako przekupstwo i łamanie zasad etycznych. Trzeba przyznać, że bank JPMorgan Chase ma wyjątkowy talent do wpadania w opresje finansowe, działając na trudnych globalnych rynkach.
Oto kilka najważniejszych potknięć, wymienianych przez USA Today.
W 2008 roku instytucja była zmuszona do zapłaty 48 milionów za brak regulacji rozdzielających rachunki klientów od kont funduszy JPMC w londyńskim City. Trzy lata później suma kar nałożonych przez sądy i regulatorów rynku sięgnęła 500 milionów. Chodziło głównie o fałszowanie transakcji na obligacjach komunalnych oraz narażenie klientów funduszy hedgingowych na straty z powodu nieustawienia zabezpieczeń aktywów na wypadek dużej utraty wartości. W 2012 roku JPMC musiał zapłacić 1,5 miliarda dolarów, gdyż został obwiniony o zmowę z operatorami kart kredytowych Visą i Mastercardem w celu ustalania cen za wydawanie i obsługę kart.
Gdyby komuś się wydawało, że to mało – rok później JPMorgan Chase, wraz z innymi bankami, został oskarżony o nieprawidłowości w działaniu na rynku nieruchomości po kryzysie wywołanym przez upadek Lehmann Brothers. Wymiar kary to 1,8 miliarda dolarów plus 3,7 miliarda zadośćuczynienia dla pokrzywdzonych właścicieli domów i mieszkań. W tym samym roku bank spłacił jeszcze 2 miliardy roszczeń z tytułu: manipulowania kalifornijskim rynkiem energii, nieuczciwych praktyk rozliczania transakcji kredytowych klientów biznesowych czy kolejnej afery w londyńskim City.
Z krótkiego podsumowania, które można znaleźć na stronach internetowych CNBC, w latach 2009-2015 JPMorgan Chase brał udział w 26-ciu postępowań, na mocy których musiał zapłacić ponad 40 miliardów dolarów z tytułu zasądzonych kar oraz polubownych porozumień. Tak więc albo cały świat się sprzysiągł, aby utrudnić działanie bankierów inwestycyjnych z JPMC, albo są to wyjątkowi pechowcy.
Komentarze
Prześlij komentarz