Cukier nową nikotyną

Niby cukier krzepi, ale zależy jaką jego ilość przyswajamy dziennie. Od pewnego poziomu dalsze dodawanie - przez węglowodany - wigoru okazuje się destrukcyjne dla organizmu. Dobrym pomysłem byłoby samoograniczenie spożycia. Problem polega na tym, że cukier jest niemal w każdym przetworzonym produkcie żywnościowym i trudno go wyeliminować, a poza tym nie oszukujmy się ... jest naprawdę smaczny.

Reasumując producenci nie usuną cukru ze składu sami z siebie, bo jedzenie będzie mniej smaczne dla nas, konsumentów. A my nie wyeliminujemy go z diety, bo jesteśmy od niego uzależnieni – i nie mówię tu oczywiście o tytanach silnej woli, którzy jak postanowią, to się nie złamią.

Żeby sprawa ograniczenia spożycia węglowodanów ruszyła z miejsca trzeba działać odgórnie. W tym duchu niektóre hrabstwa w Kalifornii, Kolorado i Illinois wprowadzają podatek od sprzedaży słodzonych napojów bąbelkowych, tak zwany soda tax. Wysokość: 1 cent za 1 uncję cukru (28 gramów) w produkcie. Radość zwolenników zdrowego stylu życia jest jednocześnie poważnym bólem głowy dla producentów.

Póki co działalność koncernów spożywczych ogranicza się do zmasowanych kampanii informacyjnych w tych okręgach, gdzie mieszkańcy postulują nową daninę. Czasami taka aktywność przynosi rezultaty. Miliony wydane na reklamy telewizyjne czy kampanię bezpośrednią skutecznie odwodzą głosujących od zaostrzania kursu przeciwko branży napojów gazowanych. Gdyby rzeczywistość wyglądała tak, że po jednej strony stoją korporacje ze swoimi rozdętymi budżetami reklamowymi, a po drugiej garstka zjednoczonych organizacji społecznych, wynik były przesądzony. Na szczęście dla protestujących, do walki o nakładanie podatku włączają się wpływowe – i bogate – osobistości, jak na przykład Michael Bloomberg, były burmistrz Nowego Jorku, a także administracja federalna.

Zmasowana kampania przekonująca Amerykanów do picia wody do posiłków skutecznie zmniejsza udziały w rynku Coca-Coli oraz Pepsi. Pisałem już o tym w kwietniu. Od 2014 spożycie wody i słodzonych napojów gazowanych zrównało się. Ten stan trwa. Dlatego organizacje społeczne chcą wykorzystać szansę i wyższymi podatkami przechylić szalę na korzyść wody. Orędownikom zdrowego żywienia przyświeca cel zrównania w świadomości konsumentów szkodliwości węglowodanów i tytoniu. Na dodatek chcą pozyskać kolejnych zwolenników, ujednolicając środki finansowe pozyskane z soda tax. Cel jest szczytny i bardzo w Stanach Zjednoczonych potrzebny - finansowanie powszechnej edukacji przedszkolnej.

Producenci napojów gazowanych stoją przed dramatyczną decyzją. Wydawać kolejne miliony dolarów na odrzucanie inicjatywy podatkowej w każdym kolejnym hrabstwie albo pogodzić się ze zmniejszeniem zawartości cukru. Sukcesy rzeczników zdrowego stylu życia w kolejnych lokalnych głosowaniach, spadająca sprzedaż i ogólne negatywne nastawienie opinii publicznej powinno ich skłaniać do drugiego rozwiązania.

Tylko, że przykład firm tytoniowych pokazuje, że nie musi to być oczywiste wyjście. Mimo wiedzy o szkodliwości nałogu ludzie nadal palą papierosy, choć są zniechęcani reklamami i wyższymi cenami. Rynek tytoniowy się skurczył, przychody spadły i z pewnością nie wrócą już do lat świetności, ale mimo - trwa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook