Miraże, prowadzące na manowce

Gdy pada pytanie o to, czy mamy zamiar kupować produkty wytwarzane w swoim kraju, często bezrefleksyjnie zapewniamy, że „oczywiście, tak”, lub przynajmniej „tak”. Na przykład robi tak aż 75% Amerykanów (dane za 2015 rok).

Badanie zrobione ostatnio przez Pew (opublikowane w grudniu) pokazuje, że aż 53% Amerykanów uważa, że ważne jest aby wspierać te przedsiębiorstwa, które dobrze traktują swoich pracowników. Chodzi o warunki pracy oraz rzetelne zarobki.

Deklaracje są oczywiście bardzo ważne. Problem pojawia się gdy przychodzi do płacenia. Nie trzeba nikomu uświadamiać, że jeśli mówimy o gospodarkach zachodnich, a produkt ma być a) narodowy i b) warunki pracy i płacy mają być dobre, to oznacza, że jego cena będzie wyższa niż podobnego wyrobu, wytworzonego w Azji. Gdy więc pada pytanie, czy konsumenci byliby gotowi płacić więcej, okazuje się, że niespecjalnie. Tylko 28% respondentów uważa, że lepsze warunki pracy usprawiedliwiają wyższą cenę finalną towaru. Przeciwnego zdania jest 67% badanych.

Takie są wyniki badań i nie mam zamiaru wytykać hipokryzji czy utyskiwać nad kondycją współczesnego człowieka. To nawet dobrze, że istnieją takie dane. W dzisiejszych czasach narasta narodowe wzmożenie niemal w każdym kraju. Odwołanie się do dumy z własnego państwa daje wygraną w wyborach. Ludzie cywilizacji zachodniej – nie tylko Amerykanie – chcą, aby ich kraje były wielkie. Pragną powrotu miejsc pracy, które odeszły do Azji czy innych tańszych lokalizacji. Czują potrzebę podnoszenia płac minimalnych, aby wszyscy byli beneficjentami wzrostu gospodarczego. Pytanie czy to w ogóle możliwe.

Skoro jedynie 30% konsumentów jest w stanie płacić więcej za dobre warunki pracy i godziwe zarobki własnych współobywateli, to równocześnie znaczy, że 70% z nich wybierze tańszy produkt na promocji, bez wnikania skąd pochodzi. Takie są prawa rynku: tańsze zawsze wyprze droższe. Masowy klient pójdzie tam, gdzie dadzą niższą cenę.

Dlatego nie spełnią się miraże o powrocie miejsc pracy skądkolwiek. Chyba, że zniechęci się konsumentów do zagranicznych towarów. Można poprzez propagandę, ale dużo lepsze są podatki. Tani chiński towar z 300% podatkiem, nie będzie już miał szans konkurencji z rodzimą produkcją. Jeszcze jakby część przedsiębiorstw miała dotacje z państwowej kasy, to ożywiłoby lokalnych wytwórców.

Tylko, że Chińczycy nie są tak nierozsądni, aby na to przystać. Zapewne zaraz zgłosili by się, z naręczami obligacji państw zachodnich, żądając natychmiastowego wykupu długu. Prawdopodobnie przez jakiś czas można byłoby ich nie spłacać, ale przy obecnym zadłużeniu gospodarek, które jedynie rolują stare zobowiązania – zamieniając je na nowe, koniec snów o autarkii byłby szybki. A wojny handlowe niepostrzeżenie przekształciły by się w konflikty zbrojne. Mam szczerą nadzieję, że nikt nie pójdzie tą drogą.

Można się pocieszyć, że już niedługo nawet tanich producentów nie będzie stać na dostarczanie towarów po niskich cenach, jeśli nadal będą zatrudniać ludzi. Warunki pracy – nawet koszmarne i nieludzkie – też nie będą miały znaczenia. Roboty przejmą każdą robotę, która nie będzie opłacalna dla człowieka, a co najważniejsze nie wyciągną ręki po pieniądze. Nie trzeba będzie już deklarować, że zapłaciłoby się wyższą cenę, za lepsze warunki pracy i godziwą płacę. Wszyscy będziemy kupować towary tanie i dobre.

Oczywiście, jeśli znajdziemy pracę, której nie da się łatwo zautomatyzować.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook