Amerykanie pompują cztery kółka
Prawdopodobnie jesteśmy świadkami budowania się kolejnej bańki spekulacyjna w amerykańskiej gospodarce. Bloomberg zwraca uwagę na niepokojący wzrost zadłużenia obywateli Stanów Zjednocznonych. Tym razem nie są to podejrzanej jakości kredyty hipoteczne zawinięte dla niepoznaki w skomplikowane instrumenty finansowe. Tym co może zgubić Amerykanów jest zamiłowanie do samochodów i kupowanie ich na kredyt.
Szał zakupów czterech kółek ma swoje racjonalne podstawy: niskie stopy procentowe czy tanie paliwo. Dodatkowo, po załamaniu sprzedaży w trakcie Wielkiej Recesji, gdy sytuacja gospodarcza się poprawiła, konsumenci wrócili na zakupy. Bank Rezerw Federalnych ogłosił, że na koniec zeszłego roku suma długów samochodowych sięgnęła rekordowych 1,16 biliona dolarów. Oznacza to, że każdy obywatel Stanów Zjednoczonych – od noworodka po starców na łożu śmierci - ma średnio blisko 3 500 dolarów długu.
Oczywiście samochody są łatwe do wycenienia i zbycia, gdyby pojawiły się kłopoty z obsługą zadłużenia, jednak z każdym dniem tracą na wartości. I mimo, że traktowane są przez Amerykanów jak towary pierwszej potrzeby, trudno porównać je ze stabilnością inwestowania w nieruchomości. Z drugiej strony, zaległości z tytułu spłat rat kredytowych za samochody, mimo wzrostu, są wciąż niższe niż obciążenia z tytułu kredytów studenckich czy spłaty kart kredytowych. Nie należy więc od razu wieszczyć najczarniejszych scenariuszy. Jest jednak kilka ale.
Po pierwsze, duży popyt rozkręca machinę produkcyjną. Koncerny samochodowe zaciągają własne kredyty by obsłużyć rosnącą falę zamówień. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w 2016 roku sprzedano ponad 17,5 miliona pojazdów, a jest to poziom nie widziany od dekady. Miliardy idą na odświeżanie starszych modeli i konstrukcję nowych. Do tego dochodzi finansowanie gigantycznej machiny marketingowej. Ceny pojazdów rosną, nie tylko w przypadku SUVów, ale także popularnych rodzinnych kompaktów. Wielu producentów decyduje się – w celu przyciągnięcia jak największej ilości klientów – na wydłużanie okresu kredytowania, do sześciu, a nawet siedmiu lat.
Po drugie, zmieniają się realia rynkowe. W 2016 roku po raz pierwszy zaczęło spadać zapotrzebowanie na nowe samochody ze strony mieszkańców dużych aglomeracji. Publiczny transport czy coraz bardziej popularne usługi podwożenia, jak Uber czy Lyft, są realną alternatywą dla posiadania własnych czterech kółek. W zeszłym roku po raz pierwszy wzrosła ilość gospodarstw domowych bez auta. Również demografia nie jest sprzymierzeńcem koncernów samochodowych. Millennialsi nie są chętni do kupowania własnych, nowych pojazdów. Coraz większy odsetek młody ludzi zadowala się samochodami z drugiej ręki.
Trzecim problemem jest rozwój technologiczny. Nie ustaje wyścig producentów, aby wprowadzić na rynek pojazd autonomiczny, który ma być komunikacyjną rewolucją. Prawdopodobnie cena nowego środka transportu będzie na tyle wysoka, że będzie na niego stać tylko nielicznych, co może oznaczać, że jeszcze bardziej zyskają na znaczeniu serwisy, oferujące podwożenie i firmy taksówkowe. Będzie to zatem poważny czynnik hamujący wzrost produkcji i sprzedaży samochodów.
Mimo zmian w otoczeniu rynkowym, amerykańskie fabryki produkują samochody na dawno niewidzianą skalę. Realia gospodarcze kazałyby kierować się daleko posuniętą ostrożnością w planowaniu dalszego rozwoju i podnoszeniu wyników sprzedaży. Jednak umiarkowanie nie jest cechą wyróżniającą Amerykanów spośród innych nacji. Skoro jest szansa odkuć się za lata chude, żadna z korporacji nie zwolni swoich obrotów.
Rosnąca ilość długów powinna być pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Tym bardziej, że dzięki wydłużeniu okresu spłaty nabywcami nowych pojazdów stają się osoby z wątpliwą historią finansową. Ponadto połowa samochodów jest kupowana na kredyt, udzielany bezpośrednio przez producentów pojazdów lub - pośrednio – przez zależne spółki, wyspecjalizowane w tego typu transakcjach. Tak więc już teraz duża część zaciąganych kredytów jest odpisywana w poczet złych długów. Jeśli krucha koniunktura się zachwieje, ucierpią nie tylko kierowcy, ale też producenci. Póki co, jak donoszą banki i pożyczkodawcy, poprawia się tempo spłat zadłużenia. Tylko, że rośnie góra długów.
Komentarze
Prześlij komentarz